Test na ojcostwo: Czyja to wina?

Drzwi trzasnęły z hukiem, aż podskoczyłam na kanapie. W dłoniach ściskałam kubek z herbatą, który nagle wydał się lodowaty. Michał wszedł do salonu, nie patrząc mi w oczy. Od razu wiedziałam, że coś się stało. Zawsze tak było – kiedy wracał od swojej matki, w powietrzu wisiała jakaś ciężka, lepka mgła. Ale dziś było inaczej. Czułam to w kościach, zanim jeszcze otworzył usta.

– Kinga, musimy porozmawiać – powiedział cicho, niemal szeptem. Przełknęłam ślinę, bo jego głos brzmiał obco, jakby mówił do mnie ktoś zupełnie inny. – Chodzi o Zosię…

Zosia. Nasza dwuletnia córeczka, która właśnie spała w swoim pokoju, przytulając ukochanego misia. Moje serce zamarło. – Co z nią? – zapytałam, próbując ukryć drżenie w głosie.

Michał usiadł naprzeciwko mnie, spuścił głowę. – Mama… Ona… Ona chce, żebyśmy zrobili test na ojcostwo. Nie dla mnie, tylko dla niej. Powiedziała, że… że muszę mieć pewność.

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Przez chwilę nie mogłam oddychać. – Michał, ty chyba żartujesz? – wyszeptałam. – Przecież to absurd!

On tylko wzruszył ramionami, jakby sam nie wierzył w to, co mówi. – Wiesz, jaka ona jest. Od początku powtarzała, że nie jesteś dla mnie odpowiednia. Że powinnam znaleźć kogoś… lepszego. – Zamilkł, a ja widziałam, jak walczy ze sobą. – Ale ona nie odpuszcza. Dziś znowu zaczęła. Powiedziała, że Zosia nie jest do mnie podobna, że…

Wstałam gwałtownie, aż herbata rozlała się na dywan. – Michał, czy ty naprawdę w to wierzysz? Po tych wszystkich latach, po tym, co razem przeszliśmy?

– Nie! – wykrzyknął. – Nie wierzę. Ale ona… Ona nie da mi spokoju, dopóki tego nie zrobimy. Kinga, ja już nie mam siły. Codziennie słyszę, że jestem naiwny, że dałem się omotać…

Zacisnęłam pięści. – To twoja matka, Michał. Ale to ja jestem twoją żoną. To ja rodziłam Zosię, to ja z nią nie spałam po nocach, to ja się martwiłam, kiedy miała gorączkę. Gdzie wtedy była twoja mama?

W jego oczach pojawiły się łzy. – Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Ale… czy możemy to zrobić? Dla świętego spokoju?

Nie odpowiedziałam. Wyszłam z pokoju, zamknęłam się w łazience i płakałam, aż zabrakło mi łez. Jak on mógł mi to zrobić? Jak mógł pozwolić, żeby jego matka tak nami manipulowała?

Następnego dnia Michał próbował się do mnie zbliżyć, ale ja byłam jak skała. Zosia biegała po mieszkaniu, śmiejąc się i wołając: „Mama, mama!” – a ja czułam, jakby ktoś wyrwał mi serce. Wieczorem zadzwoniła teściowa. Słyszałam jej głos przez drzwi, kiedy Michał rozmawiał z nią w kuchni.

– No i co? Zgodziła się? – pytała zniecierpliwiona.

– Jeszcze nie…

– Michał, musisz być twardy. Ona cię wykorzystuje. Zobaczysz, jeszcze cię zostawi. Takie są te dziewuchy z miasta. Myślą tylko o sobie.

Zacisnęłam zęby. Miałam ochotę wybiec i wykrzyczeć jej wszystko, co o niej myślę. Ale nie mogłam. Nie chciałam robić sceny przy Zosi.

Przez kolejne dni w domu panowała cisza. Michał chodził jak cień, ja unikałam jego wzroku. W pracy nie mogłam się skupić, koleżanki pytały, co się dzieje, ale nie miałam siły tłumaczyć. W nocy płakałam w poduszkę, bo nie wiedziałam, co robić. Czy powinnam się zgodzić? Czy powinnam walczyć o swoje?

W końcu, po tygodniu milczenia, usiedliśmy razem przy stole. Michał wyglądał na wykończonego. – Kinga, proszę cię. Zróbmy to. Potem już nigdy nie będziemy musieli wracać do tego tematu. Obiecuję.

Popatrzyłam na niego długo. – A jeśli wynik będzie oczywisty? Co wtedy powiesz swojej matce?

– Powiem jej, żeby się od nas odczepiła. Że już nigdy nie pozwolę jej wtrącać się w nasze życie.

Westchnęłam. – Dobrze. Zgadzam się. Ale pod jednym warunkiem: jeśli wynik będzie taki, jakiego się spodziewamy, zerwiesz z nią kontakt na jakiś czas. Musisz wybrać, Michał. Albo rodzina, którą stworzyliśmy, albo twoja matka.

Zgodził się. Umówiliśmy się na test. W dniu badania czułam się jak przestępca. W laboratorium patrzyli na mnie z politowaniem, jakby wiedzieli, po co tu przyszliśmy. Zosia nie rozumiała, co się dzieje, bawiła się moimi włosami i śmiała się do pielęgniarki. Michał był blady jak ściana.

Czekaliśmy na wynik dwa tygodnie. Każdy dzień był torturą. Michał próbował być miły, ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć. Czułam się upokorzona, zdradzona, jakbym była nikim. Moja własna rodzina zaczęła się o mnie martwić. Mama przyjechała z Torunia, żeby mnie wesprzeć. – Kinga, nie możesz pozwolić, żeby ktoś cię tak traktował – mówiła, głaszcząc mnie po głowie. – Masz prawo być zła. Masz prawo się bronić.

W końcu nadszedł dzień, kiedy odebraliśmy wyniki. Michał otworzył kopertę drżącymi rękami. Przeczytał, zbladł jeszcze bardziej, a potem spojrzał na mnie z ulgą. – Zosia jest moją córką. Oczywiście, że jest.

Popatrzyłam na niego z pogardą. – A czego się spodziewałeś? Że cię zdradziłam? Że przez dwa lata żyłam w kłamstwie?

– Nie… Kinga, przepraszam. To wszystko przez mamę. Ja… Ja nie umiem jej odmówić.

Wybuchłam płaczem. – To właśnie jest problem, Michał. Ty zawsze wybierasz ją. Nigdy mnie. Nigdy nas.

Tego wieczoru spakowałam kilka rzeczy i pojechałam z Zosią do mamy. Michał dzwonił, pisał, błagał, żebym wróciła. Ale ja nie mogłam. Musiałam przemyśleć wszystko od nowa. Czy chcę być z kimś, kto nie potrafi mnie obronić? Kto pozwala, żeby jego matka rządziła naszym życiem?

Minęły trzy tygodnie. Michał przyjechał do Torunia, stanął pod drzwiami z kwiatami i łzami w oczach. – Kinga, błagam cię. Wybacz mi. Zerwałem kontakt z mamą. Zrozumiałem, że najważniejsze jesteście wy. Proszę, wróć do domu.

Patrzyłam na niego długo. Widziałam, że cierpi. Ale czy to wystarczy? Czy można odbudować zaufanie, które zostało tak brutalnie zniszczone?

Dziś siedzę przy oknie, patrzę na bawiącą się Zosię i zastanawiam się, czy powinnam dać Michałowi drugą szansę. Czy miłość wystarczy, żeby przezwyciężyć wszystko? A może są rzeczy, których nie da się już naprawić?

Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć coś takiego? Czy można odbudować rodzinę po takim upokorzeniu?