Teściowa wprowadziła się na dwa tygodnie. Po miesiącu zaczęła planować, jak się mnie pozbyć…

— Znowu przesunęłaś mi kubki, mamo? — zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał. Stałam w kuchni, patrząc na teściową, która z niewinną miną wycierała blat.

— Kochana, przecież tak jest wygodniej. Ty jeszcze młoda jesteś, nie rozumiesz — odpowiedziała, nawet nie patrząc mi w oczy.

To był już trzeci tydzień jej pobytu u nas. Miała zostać dwa tygodnie po operacji biodra. „Po operacji musi dojść do siebie” — tłumaczył mąż, Paweł. Pokiwałam głową, bo przecież nie powiem „nie” starszej kobiecie po zabiegu. Przez pierwsze dni naprawdę się starałam. Gotowałam jej lekkie zupy, znosiłam fochy, udawałam, że nie widzę, jak przestawia mi rzeczy w kuchni. Ale potem zaczęły się drobiazgi, które z dnia na dzień coraz bardziej mnie raniły.

Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi sypialni.

— Pawełku, ona chyba nie dba o ciebie tak, jak powinna. Widziałam dzisiaj, że obiad był przypalony… — szeptała teściowa.

— Mamo, daj spokój. Asia się stara — odpowiedział zmęczonym głosem mój mąż.

Serce mi zamarło. Przypalony obiad? To był jeden raz! Dzień wcześniej wróciłam późno z pracy, bo szef kazał mi zostać na nadgodziny. A ona już wykorzystała to przeciwko mnie.

Z każdym dniem czułam się coraz bardziej obca we własnym domu. Teściowa zaczęła przejmować kontrolę nad wszystkim: od tego, co jemy na śniadanie, po to, jak ustawione są poduszki na kanapie. Zaczęła nawet sugerować Pawłowi, że powinniśmy przemalować salon na „bardziej przytulny kolor”.

Najgorsze jednak były jej drobne uwagi rzucane niby od niechcenia:

— Asia, może powinnaś częściej chodzić do fryzjera? Kobieta musi dbać o siebie dla męża.

— A te twoje kwiatki na parapecie… Wyglądają na zaniedbane. Może nie masz do tego ręki?

Zaciskałam zęby i milczałam. Próbowałam rozmawiać z Pawłem:

— Kochanie, twoja mama… ona chyba nie czuje się tu gościem. Zachowuje się, jakby to był jej dom.

— Daj jej czas. Przeszła ciężką operację. To tylko chwilowe — odpowiadał i wracał do pracy przy komputerze.

Ale to nie było chwilowe. Po miesiącu teściowa zaczęła otwarcie mnie ignorować. Rano robiła śniadanie tylko dla siebie i Pawła. Kiedy wracałam z pracy, znajdowałam brudne naczynia w zlewie i porozrzucane gazety na stole.

Pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu i usłyszałam rozmowę w salonie:

— Pawełku, ty zasługujesz na kogoś lepszego. Asia cię zaniedbuje. Ja bym ci tak nie pozwoliła chodzić w tych starych koszulach… — mówiła teściowa.

— Mamo! Przestań! — krzyknął Paweł.

Weszłam do pokoju i spojrzałam jej prosto w oczy.

— Może powinna pani wrócić już do siebie? — powiedziałam cicho, ale stanowczo.

Teściowa spojrzała na mnie z udawanym zdziwieniem:

— Ojej, przeszkadzam wam? Przecież jestem tu tylko dla waszego dobra!

Wybiegłam z domu i długo spacerowałam po parku. Czułam się upokorzona i bezsilna. W głowie kłębiły mi się myśli: czy Paweł naprawdę widzi, co się dzieje? Czy jestem dla niego ważna?

Wieczorem usiedliśmy razem w kuchni.

— Paweł, musimy porozmawiać. Twoja mama… ona próbuje mnie stąd wygryźć. Czuję się jak intruz we własnym domu!

Paweł spuścił wzrok.

— Wiem… Ale to moja mama. Nie mogę jej wyrzucić na bruk.

— Ale możesz postawić granice! — powiedziałam ze łzami w oczach.

Następnego dnia postanowiłam działać. Zaczęłam szukać mieszkania dla teściowej — znalazłam przytulną kawalerkę niedaleko naszego bloku. Poszłam do niej z propozycją.

— Pani Zofio, znalazłam dla pani mieszkanie. Blisko nas, będzie pani miała spokój i niezależność.

Spojrzała na mnie z pogardą:

— Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? Paweł nigdy się na to nie zgodzi!

Ale tym razem Paweł stanął po mojej stronie.

— Mamo, Asia ma rację. Musisz mieć swoje miejsce. My też potrzebujemy przestrzeni dla siebie.

Teściowa spakowała się w milczeniu. Przez kilka dni w domu panowała napięta cisza. Kiedy wychodziła, rzuciła mi ostatnie spojrzenie pełne żalu i gniewu.

Minęło kilka tygodni. Nasze życie powoli wracało do normy, ale ja już nigdy nie byłam taka sama. Zrozumiałam, jak łatwo można stracić kontrolę nad własnym życiem i jak ważne jest stawianie granic — nawet najbliższym.

Czasem patrzę na Pawła i zastanawiam się: czy naprawdę jesteśmy gotowi na wszystko razem przetrwać? Czy rodzina zawsze musi oznaczać poświęcenie siebie?