Pierwszy wieczór w domu teściowej – Kolacja, która zmieniła wszystko

– Naprawdę, pani Jadwigo, nie wiedziałam, że można tak przypalić rosół – głos pani Barbary, mojej przyszłej teściowej, rozciął powietrze jak nóż. Siedziałam przy stole, czując, jak moje policzki płoną. Moja mama, Jadwiga, zacisnęła usta, próbując się uśmiechnąć, ale widziałam, jak jej dłoń drży, gdy sięgała po łyżkę. Mój narzeczony, Michał, spuścił wzrok, udając, że nie słyszy. W tej chwili poczułam się jak dziecko, które nie wie, po której stronie się opowiedzieć.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Michał zaproponował, żeby nasze rodziny się poznały. Miałam nadzieję, że to będzie początek czegoś pięknego – wspólnych świąt, rodzinnych spotkań, może nawet wspólnych wakacji. Moja mama przygotowywała się do tej kolacji przez cały tydzień. Chciała zrobić dobre wrażenie, więc gotowała, sprzątała, nawet kupiła nową sukienkę. Ja też się stresowałam, ale powtarzałam sobie, że przecież to tylko kolacja.

Pani Barbara przyszła punktualnie, z chłodnym uśmiechem i bukietem róż, które wręczyła mi, nie mojej mamie. Od początku czułam, że coś jest nie tak. Rozmowa była sztywna, każde zdanie wydawało się mieć drugie dno. Kiedy podano rosół, pani Barbara zaczęła swoje uwagi. Najpierw o zbyt miękkich warzywach, potem o zbyt słonej zupie. Michał milczał, jakby go nie było. Ja próbowałam ratować sytuację, żartowałam, zmieniałam temat, ale atmosfera gęstniała z każdą minutą.

– U nas w domu zawsze gotuje się rosół na wolnym ogniu, wtedy nie ma takiego zapachu spalenizny – ciągnęła Barbara, patrząc prosto na moją mamę. Widziałam, jak mama walczy ze łzami. Chciałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Michał tylko patrzył w talerz. Czułam się zdradzona. Czy naprawdę nie potrafi stanąć w mojej obronie? Czy nie widzi, jak bardzo mnie to boli?

Po obiedzie mama poszła do kuchni, żeby posprzątać. Poszłam za nią. – Mamo, nie przejmuj się, ona po prostu taka jest – próbowałam ją pocieszyć, ale widziałam, że jest jej przykro. – Starałam się, naprawdę… – wyszeptała. – Wiem, mamo. To nie twoja wina. – Ale czułam, że to ja ją wystawiłam na ten atak. Że to ja powinnam była coś powiedzieć.

Wróciłam do salonu. Barbara rozsiadła się wygodnie na kanapie, popijając kawę. – Wiesz, Marto, Michał zawsze był wybredny, jeśli chodzi o jedzenie. W domu miał wszystko najlepsze. Mam nadzieję, że nie będzie musiał się przyzwyczajać do takich smaków – rzuciła w moją stronę. Poczułam, jak wzbiera we mnie złość. – Moja mama gotuje najlepiej na świecie – odpowiedziałam, choć głos mi się łamał. Michał spojrzał na mnie z niepokojem, ale nie powiedział ani słowa.

Wieczór ciągnął się w nieskończoność. Każda próba rozmowy kończyła się kolejną złośliwością ze strony Barbary. Gdy w końcu wyszli, mama zamknęła za nimi drzwi i oparła się o ścianę. – Może to nie jest dobry pomysł, żebyście się pobierali – powiedziała cicho. – Mamo, nie mów tak… – Ale w głębi duszy poczułam, że coś się we mnie złamało.

Następnego dnia Michał zadzwonił. – Przepraszam za wczoraj – powiedział. – Mama czasem przesadza, ale nie chciałem robić sceny. – A ja? – zapytałam. – Ja mam znosić jej uwagi całe życie? Moja mama ma się czuć gorsza? – Marto, proszę cię, nie przesadzaj. To tylko jeden wieczór. – Ale dla mnie to nie był tylko jeden wieczór. To był początek czegoś, czego się bałam. Czy naprawdę chcę być częścią rodziny, w której moja mama jest poniżana, a mój narzeczony nie ma odwagi mnie obronić?

Przez kolejne dni unikaliśmy rozmów o kolacji. Michał udawał, że nic się nie stało, a ja coraz bardziej zamykałam się w sobie. Mama była smutna, czułam, że obwinia siebie. Próbowałam ją pocieszyć, ale sama nie wiedziałam, co myśleć. Zaczęłam się zastanawiać, czy miłość wystarczy, kiedy rodziny są w stanie wojny. Czy jestem gotowa poświęcić swoje relacje z mamą dla mężczyzny, który nie potrafi stanąć po mojej stronie?

Kilka dni później spotkałam się z Michałem. – Musimy porozmawiać – powiedziałam. – O czym? – O nas. O naszych rodzinach. O tym, co się stało. – Marto, nie przesadzaj. Moja mama po prostu jest szczera. – To nie była szczerość, to było upokorzenie. – Przesadzasz. – Nie, Michał. Jeśli nie potrafisz mnie obronić, to jak mamy być razem? – Zamilkł. Widziałam, że nie rozumie. Może nie chce zrozumieć.

Wróciłam do domu i długo płakałam. Mama przyszła do mnie, przytuliła mnie. – Nie pozwól, żeby ktoś cię ranił, nawet jeśli to rodzina twojego ukochanego – powiedziała. – Ale co, jeśli on nie potrafi mnie obronić? – zapytałam. – Wtedy musisz sama zdecydować, co jest dla ciebie ważniejsze.

Od tamtej kolacji minęło kilka tygodni. Michał coraz rzadziej się odzywał. Ja coraz częściej myślałam o tym, czy naprawdę chcę takiego życia. Czy miłość wystarczy, gdy rodziny są w stanie wojny? Czy jestem gotowa poświęcić siebie i swoją mamę dla kogoś, kto nie potrafi powiedzieć „dość”?

Czasem zastanawiam się, czy można zbudować szczęście na fundamencie, który już na początku jest pełen pęknięć. Czy naprawdę warto walczyć o miłość, jeśli oznacza to ciągłą walkę z rodziną? A może czasem trzeba po prostu odejść, zanim będzie za późno? Co wy byście zrobili na moim miejscu?