Niekończący się weekend u teściów

„Nie mogę uwierzyć, że znowu to robimy,” powiedziałam do siebie, patrząc na zegar w kuchni. Była sobota rano, a ja już czułam ciężar nadchodzącego dnia. Mój mąż, Piotr, właśnie kończył pakować torby do samochodu. „Kochanie, musimy już jechać, inaczej znowu będziemy spóźnieni,” zawołał z przedpokoju.

Z westchnieniem zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w drogę do domu jego rodziców. Każda taka wizyta była dla mnie jak wyrok. Zamiast spędzać weekend na odpoczynku i relaksie, musiałam stawić czoła niekończącym się obowiązkom, które narzucali mi teściowie.

Gdy tylko przekroczyliśmy próg ich domu, teściowa, pani Maria, przywitała nas z szerokim uśmiechem. „Ach, kochani! Jak dobrze was widzieć!” powiedziała, obejmując nas oboje. „Mamy tyle do zrobienia!”

Już wiedziałam, co to oznacza. Zamiast spędzić czas na rozmowach przy kawie czy spacerze po ogrodzie, czekały mnie godziny spędzone na sprzątaniu garażu, koszeniu trawnika czy gotowaniu obiadu dla całej rodziny.

„Ania, mogłabyś pomóc mi w kuchni?” zapytała teściowa, zanim jeszcze zdążyłam zdjąć płaszcz. „Oczywiście,” odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.

W kuchni panował chaos. Pani Maria zaczęła wyciągać garnki i patelnie, a ja próbowałam nadążyć za jej instrukcjami. „Musimy przygotować obiad dla wszystkich,” powiedziała, podając mi nóż do krojenia warzyw.

Podczas gdy kroiłam marchewki, zastanawiałam się, jak to możliwe, że każda wizyta wygląda tak samo. Dlaczego nie mogę po prostu odmówić? Dlaczego nie potrafię powiedzieć „nie”?

Po kilku godzinach w kuchni przyszedł czas na sprzątanie garażu. Piotr i jego ojciec już tam byli, a ja dołączyłam do nich z miotłą w ręku. „Ania, mogłabyś pomóc nam przesunąć te pudła?” zapytał teść.

Przez cały dzień czułam się jak robot wykonujący polecenia. Nie miałam chwili dla siebie. Nawet gdy usiedliśmy do obiadu, rozmowy krążyły wokół tego, co jeszcze trzeba zrobić.

Wieczorem byłam wyczerpana. Leżałam na kanapie w salonie i patrzyłam na zegar. Jeszcze tylko kilka godzin i będziemy mogli wrócić do domu.

„Ania, jesteś zmęczona?” zapytał Piotr, siadając obok mnie.

„Tak,” odpowiedziałam szczerze. „Czuję się jakbym spędziła cały dzień w pracy.”

Piotr spojrzał na mnie z troską. „Wiem, że to dla ciebie trudne,” powiedział cicho. „Ale to ważne dla moich rodziców.”

Zrozumiałam jego punkt widzenia, ale nie mogłam przestać myśleć o tym, jak bardzo pragnęłam spędzić weekend inaczej. Czy naprawdę muszę poświęcać każdą wolną chwilę na spełnianie oczekiwań innych?

Kiedy wracaliśmy do domu w niedzielny wieczór, czułam się wyczerpana zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Wiedziałam, że za tydzień czeka mnie to samo.

Czy kiedykolwiek znajdę odwagę, by postawić granice? Czy będę potrafiła powiedzieć „nie” bez poczucia winy? Może nadszedł czas na rozmowę z Piotrem o tym, jak naprawdę się czuję.

Zastanawiam się tylko, czy on to zrozumie.