Musiałam wyrzucić teściową z naszej parapetówki: Mąż nigdy mi tego nie wybaczył. Czy wybrałam siebie, czy zniszczyłam rodzinę?
— Nie wierzę, że to mówisz, mamo! — głos Pawła drżał, a ja czułam, jak moje serce wali mi w piersi. Wszyscy goście zamilkli. W salonie naszego nowego mieszkania, wśród balonów i pustych kieliszków po winie, rozgrywała się scena, której nigdy nie chciałam być bohaterką.
Moja teściowa, pani Halina, stała na środku pokoju z uniesioną brodą i spojrzeniem pełnym pogardy. — Mówię tylko prawdę, Pawełku. Każdy widzi, że twoja żona nie nadaje się na gospodynię. Nawet bigos przypaliła! — Jej głos był ostry jak brzytwa.
Wszyscy patrzyli na mnie. Czułam, jak policzki płoną mi ze wstydu. Moja mama ścisnęła mnie za rękę pod stołem, próbując dodać otuchy. Ale ja już wiedziałam, że nie dam rady dłużej udawać.
— Pani Halino — powiedziałam cicho, ale stanowczo — bardzo proszę, żeby pani wyszła. To nasza impreza i nie pozwolę, żeby ktoś mnie tak traktował w moim własnym domu.
Zapadła cisza. Paweł patrzył na mnie z niedowierzaniem. Jego brat Michał odwrócił wzrok. Moja teściowa przez chwilę stała nieruchomo, po czym rzuciła: — No proszę! Widzicie? To jest właśnie ta nowoczesna młodzież! Zero szacunku dla starszych!
Wyszła trzaskając drzwiami. Goście zaczęli się rozchodzić. Paweł nie odezwał się do mnie przez resztę wieczoru.
To miał być nasz nowy początek. Po latach wynajmowania kawalerek w Warszawie w końcu kupiliśmy własne mieszkanie na Targówku. Kredyt na trzydzieści lat, ale byliśmy szczęśliwi. Chciałam świętować z rodziną i przyjaciółmi — pokazać wszystkim, że potrafię stworzyć dom. Zamiast tego zostałam upokorzona przed najbliższymi.
Przez kolejne dni Paweł milczał. Unikał mnie, wychodził do pracy wcześniej niż zwykle i wracał późno. Kiedy w końcu zebrałam się na odwagę i zapytałam:
— Paweł, porozmawiamy?
Spojrzał na mnie chłodno. — Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Wyrzuciłaś moją matkę z domu.
— Bo mnie obrażała! — głos mi się załamał.
— To jest moja matka! — krzyknął. — Ty nigdy jej nie rozumiałaś!
Zacisnęłam pięści. — A ty nigdy nie stanąłeś po mojej stronie.
Wiedziałam, że to początek końca. Przez kolejne tygodnie atmosfera w domu była gęsta jak śmietana. Każda rozmowa kończyła się kłótnią albo milczeniem. Teściowa dzwoniła do Pawła codziennie, wypłakiwała mu się do słuchawki, jak bardzo ją zraniłam.
Moja mama próbowała mnie pocieszać:
— Dziecko, musisz być silna. Nie pozwól sobą pomiatać.
Ale ja czułam się coraz bardziej samotna. Zaczęłam unikać wspólnych posiłków z Pawłem. Praca przestała mnie cieszyć. Znajomi pytali: „Co u was?” — a ja tylko uśmiechałam się sztucznie.
Pewnego wieczoru Paweł wrócił do domu później niż zwykle. Pachniał damskimi perfumami. Przez chwilę miałam ochotę zapytać go wprost, ale zabrakło mi odwagi.
— Byłem u mamy — rzucił tylko i zamknął się w łazience.
Zaczęłam mieć koszmary. Śniło mi się, że teściowa stoi nad moim łóżkiem i mówi: „Zabrałaś mi syna”.
W końcu postanowiłam zadzwonić do Haliny i spróbować porozmawiać jak dorosłe kobiety.
— Pani Halino, chciałabym się spotkać i porozmawiać.
— Nie mam o czym z tobą rozmawiać — odpowiedziała lodowatym tonem. — Dla mnie już nie istniejesz.
Rozłączyła się.
Czułam się jak intruz we własnym domu. Paweł coraz częściej nocował u matki albo u brata. Zaczęliśmy rozmawiać tylko o rachunkach i zakupach.
Pewnego dnia znalazłam na stole list rozwodowy. Bez słowa wyjaśnienia.
Moja mama przyjechała do mnie tego samego dnia. Usiadłyśmy razem na kanapie w pustym mieszkaniu.
— Może powinnam była przemilczeć tamtą sytuację? — spytałam przez łzy.
Mama objęła mnie ramieniem.
— Nie wolno pozwalać nikomu siebie poniżać — powiedziała cicho.
Ale ja nie byłam już tego taka pewna.
Dziś mieszkam sama w tym samym mieszkaniu. Czasem słyszę śmiech sąsiadów zza ściany i przypominam sobie tamtą noc — balony, bigos i słowa, które wszystko zmieniły.
Czy naprawdę musiałam wybrać między sobą a rodziną? Czy można być szczęśliwym bez kompromisów? A może czasem trzeba po prostu wybrać siebie?