Deszczowy Gość: Historia Jadwigi i Cudu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał
Dzisiaj stała się rzecz niezwykła. Deszcz lał jak z cebra, a ja stałam przy oknie mojego maleńkiego, zniszczonego domku na obrzeżach Radomia. Moje łzy mieszały się z odgłosami grzmotów. Czułam się tak samo przemoczona i bezradna jak świat za szybą. Życie samotnej matki czwórki dzieci nigdy nie było łatwe, ale ostatnio wydawało się wręcz niemożliwe. Rachunki piętrzyły się na blacie, a kolacja znów miała być złożona z tego, co zostało w lodówce – trochę kaszy, resztka margaryny i kilka zwiędłych marchewek.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Zamarłam. Kto mógłby przyjść w taką pogodę? Dzieci spały już na starych materacach, a ja przez chwilę zastanawiałam się, czy nie udawać, że nikogo nie ma w domu. Ale coś mnie tknęło – może to instynkt matki, może zwykła ludzka ciekawość. Otworzyłam drzwi.
Na progu stał mężczyzna – przemoczony do suchej nitki, z twarzą ukrytą pod kapturem. Wyglądał na zmęczonego i zziębniętego. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu.
– Przepraszam… – zaczął cicho. – Zgubiłem się. Czy mogę się schronić na chwilę przed deszczem?
Nie wiedziałam, co robić. W głowie miałam głos mojej mamy: „Nie wpuszczaj obcych do domu!” Ale patrząc na niego, widziałam w jego oczach coś znajomego – strach i bezradność. Takie same uczucia towarzyszyły mi każdego dnia.
– Proszę… – powiedziałam w końcu, robiąc miejsce w drzwiach.
Wszedł ostrożnie, jakby bał się zrobić krzywdę temu biednemu domowi. Dałam mu stary ręcznik i zaproponowałam herbatę. Usiadł przy stole, a ja zaczęłam podgrzewać wodę.
– Jestem Michał – przedstawił się nieśmiało.
– Jadwiga – odpowiedziałam, próbując ukryć drżenie głosu.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Słychać było tylko szum gotującej się wody i oddechy śpiących dzieci. Michał spojrzał na mnie z wdzięcznością.
– Dziękuję… Nie wiem, co bym zrobił, gdyby pani mnie nie wpuściła.
Wzruszyłam ramionami.
– Każdy czasem potrzebuje pomocy – powiedziałam cicho.
Zjedliśmy razem kolację – skromną, ale dla niego była to uczta. Opowiedział mi, że wracał z pracy za granicą, ale pociąg miał opóźnienie i musiał przejść kilka kilometrów pieszo przez las. Zgubił drogę w ulewie.
Kiedy dzieci rano obudziły się i zobaczyły Michała przy stole, były najpierw przestraszone, potem ciekawe. Najmłodsza, Zosia, od razu zaczęła zadawać pytania:
– Kim pan jest? Dlaczego pan tu śpi?
Michał uśmiechnął się smutno.
– Jestem tylko gościem twojej mamy. Przemokłem i dała mi schronienie.
Dzieci szybko go zaakceptowały. Michał miał w sobie coś ciepłego; opowiadał im historie o podróżach i pracy za granicą. Przez chwilę zapomniały o głodzie i zimnie.
Po śniadaniu Michał zaproponował pomoc przy naprawie cieknącego dachu. Nie miałam pieniędzy na materiały, ale on znalazł stare deski za domem i kawałek folii budowlanej. Pracował cały dzień razem z moim najstarszym synem, Pawłem. Wieczorem dach już nie przeciekał.
Z każdym dniem Michał stawał się coraz bardziej częścią naszej rodziny. Pomagał dzieciom w lekcjach, naprawiał zepsute krzesła, a nawet ugotował zupę z tego, co znalazł w spiżarni. Dzieci śmiały się więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Ale nie wszystkim to się podobało. Moja sąsiadka, pani Krystyna, zaczęła rozpowiadać plotki po wsi.
– Jadwiga przyjęła obcego do domu! Kto wie, kim on jest? Może to złodziej albo gorzej!
Czułam na sobie wzrok ludzi w sklepie i na przystanku autobusowym. Nawet ksiądz podczas kazania wspomniał o „nieostrożności wobec obcych”.
Wieczorami płakałam po cichu ze strachu i bezsilności. Bałam się o dzieci, o siebie… Ale patrząc na Michała i widząc szczęście moich dzieci, wiedziałam, że postąpiłam dobrze.
Pewnego dnia Michał przyniósł do domu kopertę.
– Jadwigo… – zaczął poważnie. – Chcę ci coś pokazać.
W środku były dokumenty i… pieniądze. Okazało się, że Michał odziedziczył po zmarłym ojcu niewielką firmę budowlaną pod Radomiem. Był w drodze do domu rodzinnego, żeby uporządkować sprawy spadkowe.
– Chciałem ci podziękować za wszystko… – powiedział cicho. – Gdyby nie ty i twoje dzieci… nie wiem, czy dałbym radę wrócić do siebie po tym wszystkim.
Zaproponował mi pracę w swojej firmie jako księgowa i pomoc biurowa. Dzięki temu mogłam zapewnić dzieciom lepsze życie i przestać martwić się o każdy grosz.
Dziś patrzę na nasze życie inaczej. Wiem, że dobro wraca – czasem wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Ale czy odważycie się zaufać obcemu w potrzebie? Czy potraficie otworzyć serce mimo strachu? Może właśnie wtedy wydarza się cud.