Zielona od Zazdrości: Moja Walka z Ojczymem na Weselu Siostry
— Aniu, możesz mi podać tamtą wstążkę? — głos ojczyma przeszył gwar przygotowań jak nóż. Stałam przy stole, układając kwiaty do wazonów, kiedy spojrzał na mnie tylko przelotnie, a potem całą swoją uwagę skupił na mojej młodszej siostrze, Kasi. To był jej wielki dzień — ślub z Michałem, wesele w wynajętej sali pod Warszawą, wszystko dopięte na ostatni guzik. Ale ja czułam się jak statystka w przedstawieniu, które miało być także moim świętem.
Od dziecka nazywałam go tatą. Mama nigdy nie mówiła o moim prawdziwym ojcu, a ja nie pytałam. Dopiero kiedy miałam dziewięć lat, podsłuchałam rozmowę babci z mamą: „Dobrze, że Janek ją zaakceptował jak swoją. Nie każdy by tak potrafił.” Tamtej nocy płakałam w poduszkę, ale rano przy śniadaniu tata przytulił mnie jak zawsze i powiedział: „Moja dziewczynka.” Uwierzyłam wtedy, że nic się nie zmieniło.
Ale dziś, wśród białych balonów i zapachu róż, czułam się jak ktoś obcy. Kasia była jego biologiczną córką. To ona dostawała najlepsze kawałki tortu, to jej pomagał poprawiać welon i to jej szeptał coś do ucha, kiedy wszyscy śmiali się przy stole. Ja siedziałam obok mamy i udawałam, że wszystko jest w porządku.
— Aniu, możesz przynieść jeszcze jedną butelkę wody? — znów ten ton. Jakby mówił do pomocy kuchennej, a nie do córki. Kasia spojrzała na mnie z lekkim współczuciem, ale zaraz wróciła do rozmowy z koleżankami.
Wyszłam na taras. Powietrze było ciężkie od upału i emocji. Wzięłam głęboki oddech i próbowałam się uspokoić. Przypomniałam sobie wszystkie chwile z dzieciństwa: jak uczył mnie jeździć na rowerze, jak razem lepiliśmy bałwana pod blokiem na Ursynowie, jak tulił mnie po pierwszym złamanym sercu. Czy to wszystko było tylko grą?
Nagle usłyszałam za sobą kroki.
— Aniu, co się dzieje? — Mama stanęła obok mnie i położyła mi rękę na ramieniu.
— Nic… Po prostu potrzebuję chwili dla siebie — odpowiedziałam cicho.
— Wiem, że to dla ciebie trudne — powiedziała łagodnie. — Ale Janek naprawdę cię kocha. Może po prostu dzisiaj jest zestresowany.
— Mamo, on nawet na mnie nie patrzy. Dla niego liczy się tylko Kasia — wybuchłam nagle. — Zawsze tak było? Czy tylko ja tego nie widziałam?
Mama westchnęła ciężko.
— Kochanie… On bardzo chciał być twoim ojcem. Ale czasem… czasem ludzie nie potrafią ukryć swoich uczuć. To nie znaczy, że cię nie kocha.
Nie odpowiedziałam. Wróciłam do sali i usiadłam przy stole. Goście tańczyli, śmiali się, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Kiedy przyszedł czas na pierwszy taniec ojca z córką, Janek podszedł do Kasi i poprowadził ją na parkiet. Patrzyłam na nich przez łzy. Nikt nawet nie zauważył, że wyszłam na zewnątrz.
Zadzwoniłam do przyjaciółki.
— Ola, nie mogę tu dłużej być. Czuję się jak powietrze.
— Anka, wracaj do środka i pokaż im wszystkim, że jesteś silna! — próbowała mnie pocieszyć. — Nie pozwól im odebrać ci tego dnia.
Ale nie miałam siły walczyć. Wróciłam tylko po torebkę i chciałam wyjść niezauważona. Wtedy zatrzymał mnie Janek.
— Aniu… — zaczął niepewnie. — Gdzie idziesz?
Spojrzałam mu prosto w oczy.
— Do domu. Nie chcę tu być.
Wyglądał na zaskoczonego.
— Przecież to wesele twojej siostry…
— Tak, mojej siostry. Ale chyba nie mojej rodziny — powiedziałam gorzko.
Przez chwilę milczał.
— Aniu… Ja wiem, że czasem mogę sprawiać wrażenie… Ale jesteś dla mnie ważna. Może nie zawsze umiem to pokazać.
Pokręciłam głową.
— Chciałabym w to uwierzyć. Naprawdę chciałabym…
Wyszłam z sali i poczułam ulgę pomieszaną z żalem. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok i myślałam o tym, ile jeszcze razy będę musiała udawać przed samą sobą, że wszystko jest w porządku.
Następnego dnia Kasia zadzwoniła do mnie.
— Anka… Przepraszam za wczoraj. Wiem, że tata czasem przesadza. Ale on naprawdę cię kocha.
— Może tak… Ale ja już nie chcę być tą drugą — odpowiedziałam cicho.
Od tamtej pory nasza relacja była inna. Zaczęłam stawiać granice i mówić o swoich uczuciach głośno. Zrozumiałam też coś ważnego: czasem rodzina to nie tylko więzy krwi czy wspólne wspomnienia. To także odwaga, by zawalczyć o siebie.
Czy można wybaczyć komuś bliskiemu taką niewidzialną zdradę? A może czasem trzeba po prostu nauczyć się żyć ze swoim bólem? Co wy byście zrobili na moim miejscu?