Zdrada, która rozdarła moją rodzinę: Historia Marii z Włocławka
– Mamo, nie dzwoń teraz, tata jest zajęty – usłyszałam w słuchawce głos mojego młodszego syna, Pawła. Była sobota wieczór, siedziałam na łóżku w ciasnym pokoju w Londynie, patrząc przez okno na szare niebo. Pracowałam już trzeci rok jako opiekunka osób starszych, żeby spłacić kredyt i zapewnić chłopakom lepszy start. Zawsze powtarzałam sobie: „To tylko kilka lat, potem wrócę do Włocławka i wszystko będzie jak dawniej”.
Ale tego wieczoru coś w głosie Pawła mnie zaniepokoiło. Był zdenerwowany, mówił szybko, jakby chciał się mnie pozbyć. Zawsze był moim oczkiem w głowie, a teraz czułam się jak intruz. Postanowiłam zadzwonić później, ale już wtedy w mojej głowie pojawił się niepokój.
Kilka dni później dostałam wiadomość od sąsiadki, pani Haliny: „Mario, nie chcę się wtrącać, ale widuję twojego męża z jakąś kobietą. Często przychodzi do waszego mieszkania”. Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić telefon przez okno i udawać, że nic się nie dzieje. Ale nie mogłam. Przecież to moja rodzina.
Zadzwoniłam do męża. – Andrzej, musimy porozmawiać. – Teraz? Jestem zajęty – odpowiedział chłodno. – O co chodzi? – zapytał po chwili zniecierpliwienia. – Kto to jest ta kobieta, z którą widuje cię Halina? – cisza po drugiej stronie trwała wieczność. – To tylko koleżanka z pracy – rzucił szybko. – Nie wymyślaj sobie.
Nie spałam całą noc. W głowie kłębiły mi się myśli: Czy naprawdę przez te wszystkie lata byłam aż tak ślepa? Czy dzieci wiedzą? Czy jestem jedyną osobą, która niczego nie zauważyła?
Tydzień później zadzwoniłam do starszego syna, Michała. – Michałku, powiedz mi prawdę. Co się dzieje w domu? – Mamo… – zawahał się. – Tata… tata dużo pracuje. Wszystko jest dobrze. – Michał, proszę cię! Nie kłam mi! – krzyknęłam przez łzy. – Mamo, nie chcę o tym rozmawiać…
Czułam się zdradzona przez wszystkich: przez Andrzeja, przez własne dzieci, które milczały i udawały, że nic się nie dzieje. Przez kolejne tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. W pracy byłam jak automat: myłam, karmiłam, sprzątałam. Wieczorami płakałam w poduszkę.
W końcu postanowiłam wrócić do Polski na kilka dni pod pretekstem choroby mamy. Kupiłam bilet na autobus i po dwudziestu godzinach jazdy byłam pod blokiem na Zazamczu. Serce waliło mi jak młotem.
Drzwi otworzył Paweł. Był blady jak ściana. – Mamo… czemu nie powiedziałaś, że przyjeżdżasz? – Chciałam zrobić niespodziankę – odpowiedziałam drżącym głosem.
W mieszkaniu panowała dziwna cisza. Andrzej siedział w kuchni z kubkiem kawy i nawet na mnie nie spojrzał. Michał udawał, że czyta książkę.
– Chcę wiedzieć prawdę – powiedziałam stanowczo. – Andrzej, kim jest ta kobieta? I dlaczego chłopcy nic mi nie powiedzieli?
Andrzej spojrzał na mnie z obojętnością. – To nie twoja sprawa. Nie było ci tu tyle lat…
– Nie moja sprawa?! To jest mój dom! Moje dzieci! Poświęciłam wszystko dla was!
Paweł zaczął płakać. Michał spuścił głowę.
– Mamo… myśleliśmy, że jak wrócisz, wszystko będzie dobrze… Tata mówił, żebyśmy ci nic nie mówili…
Poczułam się tak samotna jak nigdy wcześniej. Przez lata walczyłam o lepsze życie dla rodziny, a teraz stałam przed nimi obca.
Przez kolejne dni atmosfera była gęsta od niedopowiedzeń i żalu. Andrzej wychodził z domu coraz częściej i wracał późno. Chłopcy unikali rozmów ze mną.
W końcu zebrałam wszystkich w salonie.
– Musicie mi powiedzieć prawdę. Czy ona była tutaj? Czy ją znacie?
Michał przytaknął nieśmiało.
– Tak, mamo… Przychodziła czasem… Tata mówił, że pomaga mu w pracy…
Zrozumiałam wtedy, że wszyscy byli częścią tej zmowy milczenia. Że zdrada to nie tylko romans Andrzeja, ale też zdrada zaufania moich dzieci.
Wyjechałam z powrotem do Londynu z sercem ciężkim jak kamień. Przez całą drogę zadawałam sobie pytanie: czy można jeszcze zaufać najbliższym? Czy po takim rozczarowaniu da się odbudować rodzinę?
Czasami patrzę na swoje odbicie w lustrze i pytam: czy warto było poświęcić wszystko dla ludzi, którzy bali się powiedzieć mi prawdę? Czy wy też kiedyś poczuliście się obcy we własnym domu?