Zdrada, która rozdarła moją rodzinę: Historia Marii z Włocławka

– Mamo, wszystko w porządku? – zapytał Michał, patrząc na mnie z niepokojem, gdy wróciłam do domu szybciej niż zapowiadałam. W progu czułam jeszcze zapach jego wody kolońskiej zmieszany z czymś obcym, słodkim, co nie pasowało do naszego mieszkania. Moje serce waliło jak oszalałe. Przez ostatnie dwa lata byłam w Anglii, pracowałam na zmiany w hotelu pod Londynem, żeby chłopcy mogli mieć lepszy start, a Andrzej – mój mąż – nie musiał się martwić o rachunki. Każda rozmowa przez Skype’a kończyła się zapewnieniami: „Kochamy cię, wracaj szybko”. A ja wracałam. Z walizką pełną prezentów i głową pełną nadziei.

Ale coś było nie tak. Michał i Tomek – moi synowie – unikali mojego wzroku. Andrzej był dziwnie spięty, jakby czekał na wyrok. Zamiast radości z mojego powrotu czułam chłód i napięcie. Po kolacji, gdy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, usiadłam na kanapie i zaczęłam przeglądać zdjęcia na starym laptopie Tomka. Chciałam zobaczyć, jak dorastali przez te dwa lata. I wtedy zobaczyłam ją – kobietę o rudych włosach, śmiejącą się w naszym salonie, przy naszym stole. Na zdjęciu Andrzej obejmował ją w sposób, którego nigdy nie widziałam u niego wobec mnie.

Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że to jakaś znajoma, może kuzynka. Ale kolejne zdjęcia nie pozostawiały złudzeń. Byli razem na spacerze nad Wisłą, trzymali się za ręce. Na jednym z filmików słychać było głos Tomka: „Tato, a co jeśli mama się dowie?” Andrzej odpowiedział: „Nie dowie się. To nasza tajemnica.”

Łzy napłynęły mi do oczu. Czułam się zdradzona przez wszystkich – przez męża, przez własne dzieci. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Nad ranem usłyszałam ciche kroki – to Michał szedł do łazienki. Zatrzymał się w drzwiach mojego pokoju.

– Mamo…

– Wiedziałeś? – przerwałam mu drżącym głosem.

Nie odpowiedział. Tylko spuścił głowę i wyszedł.

Następnego dnia zebrałam całą rodzinę w salonie. Andrzej próbował udawać, że nic się nie stało, ale ja już nie mogłam dłużej milczeć.

– Wiem o wszystkim – powiedziałam cicho. – O Magdzie. O waszej tajemnicy.

Andrzej pobladł. Michał i Tomek patrzyli na mnie z przerażeniem.

– Maria… To nie tak…

– To dokładnie tak! – krzyknęłam. – Poświęciłam wszystko dla was! Pracowałam jak wół, żebyście mieli lepiej! A wy…

Tomek zaczął płakać.

– Przepraszam, mamo… Tata powiedział, że to tylko na chwilę… że jesteś daleko i że on jest samotny…

Andrzej próbował mnie objąć, ale odsunęłam się gwałtownie.

– Nie dotykaj mnie! – syknęłam przez łzy.

Przez kolejne dni dom był jak lodowisko. Chłopcy bali się odezwać, Andrzej próbował tłumaczyć się na wszelkie sposoby: „To był błąd… Byłem słaby… Magda nic dla mnie nie znaczy…” Ale ja już nie wierzyłam w żadne słowa.

W pracy wszyscy pytali: „Jak tam w domu? Cieszą się, że wróciłaś?” Uśmiechałam się sztucznie i mówiłam: „Tak, bardzo.” Ale w środku czułam pustkę.

Najgorsze było to milczenie między mną a synami. Michał próbował kilka razy zagadać:

– Mamo… może pójdziemy razem na spacer?

Ale ja nie potrafiłam jeszcze wybaczyć tej zmowy milczenia. Czułam się jak obca we własnym domu.

Po miesiącu Andrzej wyprowadził się do matki. Chłopcy zostali ze mną, ale nasza relacja była już inna. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie: czy mogę jeszcze zaufać? Czy można odbudować coś, co zostało tak brutalnie zniszczone?

Czasem słyszę od znajomych: „Dobrze zrobiłaś, że pojechałaś za granicę.” Ale nikt nie mówi o tym, ile kosztuje rozłąka. Ile kosztuje samotność i tęsknota. Ile kosztuje zdrada najbliższych.

Dziś patrzę na moich synów i widzę w nich strach i żal. Chciałabym im wybaczyć, ale nie wiem jak.

Czy można jeszcze zaufać tym, których kochamy najbardziej? Czy zdrada zawsze zostawia blizny na całe życie?