Za Szklaną Ścianą: Moja Walka o Prawdziwą Rodzinę w Świecie Pozorów

— Marta, nie przesadzaj, to tylko zabawki — głos Pawła, mojego męża, odbijał się echem w ciasnej kuchni naszego mieszkania na warszawskim Mokotowie. Stałam przy zlewie, ścierając łzy razem z resztkami sosu z talerza. — Tylko zabawki? — powtórzyłam, czując jak w gardle rośnie mi gula. — Kuba znowu wrócił od twojej mamy roztrzęsiony, bo nie pozwoliła mu zabrać nawet tej małej kolejki. „To prezent na miejscu, Kubuś. U babci możesz mieć wszystko, a w domu… cóż, mama i tata muszą się bardziej postarać” — cytowałam teściową, słysząc jej głos w głowie.

Paweł westchnął ciężko i usiadł przy stole. — Wiesz, jaka jest mama. Zawsze musiała mieć wszystko najlepsze. Ale przecież to nie znaczy, że robi to przeciwko nam.

— Naprawdę? — odwróciłam się gwałtownie. — Bo ja mam wrażenie, że to jej sposób na pokazanie, kto tu rządzi. Że my nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy dla jej wnuka.

W tej chwili Kuba wszedł do kuchni, ciągnąc za sobą pluszowego misia z naderwanym uchem. — Mamo, a kiedy pojedziemy do babci? Tam jest taki fajny domek dla lalek… — spojrzał na mnie błagalnie.

Poczułam ukłucie zazdrości i bezsilności. Przecież kocham mojego syna nad życie, ale nie mogę mu dać tego wszystkiego, co dostaje u babci. Nie mam marmurowych podłóg, kryształowych żyrandoli ani szaf pełnych najnowszych zabawek z katalogów zagranicznych firm.

Niedzielne obiady u teściów stały się dla mnie koszmarem. Już od progu czułam zapach perfum pani Haliny i widziałam jej spojrzenie oceniające mój płaszcz z sieciówki. — Marta, kochanie, może następnym razem zabierzesz Kubusia do fryzjera? Wiesz, dzieci powinny wyglądać schludnie — rzucała niby od niechcenia.

Paweł milczał, jakby nie słyszał tych drobnych uszczypliwości. Ja za każdym razem czułam się coraz mniejsza. Kuba biegał po ich ogromnym salonie, zachwycony nowymi zabawkami, które pojawiały się tam co tydzień jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Pewnej niedzieli nie wytrzymałam.

— Halino, dlaczego Kuba nie może zabrać żadnej zabawki do domu? — zapytałam cicho podczas deseru.

Teściowa spojrzała na mnie z uśmiechem pełnym politowania. — Marto, kochanie, przecież to oczywiste. U was nie ma na to miejsca. Poza tym… dzieci muszą wiedzieć, gdzie jest ich prawdziwy dom.

Zamarłam. „Prawdziwy dom”? Czyli co? Nasze mieszkanie na kredyt to nie dom? Nasza miłość i troska są mniej warte niż jej marmury?

Po powrocie do domu długo siedziałam w łazience, płacząc w ciszy. Paweł próbował mnie pocieszać, ale czułam się coraz bardziej samotna w tej walce o własną rodzinę.

Zaczęłam unikać wizyt u teściów. Kuba pytał coraz częściej: — Mamo, dlaczego nie jedziemy do babci? Tam jest tak fajnie…

W pracy byłam coraz bardziej rozkojarzona. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła moje zmęczenie.

— Coś się dzieje? — zapytała pewnego dnia przy kawie.

Opowiedziałam jej wszystko. O prezentach „na miejscu”, o komentarzach teściowej, o tym jak Kuba zaczyna porównywać nasz dom do pałacu babci.

Ania pokiwała głową ze zrozumieniem. — Moja teściowa robiła podobnie. W końcu powiedziałam jej wprost: albo szanujesz moje zasady wychowania, albo ograniczam kontakty wnuka z tobą.

Zazdrościłam jej odwagi. Ale czy ja potrafiłabym postawić sprawę na ostrzu noża?

Kolejne tygodnie mijały w napięciu. Paweł coraz częściej spędzał czas u rodziców bez nas. Kuba był rozdarty między dwoma światami: naszym skromnym mieszkaniem i luksusem u babci.

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Pawła z matką przez telefon:

— Mamo, Marta źle się czuje z tymi prezentami… Może byś trochę przystopowała?

— Pawle! Ja tylko chcę dla Kubusia jak najlepiej! Skoro wy nie możecie mu tego zapewnić… — urwała nagle.

Poczułam jakby ktoś wbił mi nóż w serce.

Następnego dnia podjęłam decyzję. Pojechałam do teściowej sama.

— Halino — zaczęłam drżącym głosem — proszę cię o jedno: pozwól Kubie zabierać zabawki do domu albo przestań je kupować. On jest naszym synem i chcemy wychowywać go po swojemu.

Spojrzała na mnie chłodno. — Marto, myślałam, że chcesz dla niego wszystkiego co najlepsze.

— Chcę miłości i bezpieczeństwa. Nie rzeczy — odpowiedziałam stanowczo.

Wróciłam do domu wyczerpana psychicznie. Paweł był zaskoczony moją odwagą, ale nie powiedział ani słowa wsparcia.

Od tamtej pory relacje z teściową stały się jeszcze chłodniejsze. Kuba tęsknił za babcią i jej pałacem zabawek. Ja codziennie walczyłam ze sobą: czy dobrze zrobiłam? Czy odbieram synowi coś ważnego?

Czasem patrzę na Kubę bawiącego się starym misiem i zastanawiam się: czy naprawdę dom buduje się na luksusie? Czy miłość rodzica można zmierzyć ilością prezentów?

A wy? Jak radzicie sobie z takimi murami w rodzinie? Czy warto je burzyć za wszelką cenę?