Wziąłem ślub w wieku 21 lat. Potem poznałem ją i wszystko się zmieniło: piękna, mądra, nieodparta. Zostawiłem żonę i zapomniałem o synu.
– Michał, możesz mi powiedzieć, gdzie byłeś całą noc? – głos Kasi drżał, a jej oczy były czerwone od płaczu. Stałem w progu naszego mieszkania na warszawskim Ursynowie, z kluczami w dłoni, czując, jak pot spływa mi po plecach. W głowie miałem jeszcze zapach perfum, których nie znałem wcześniej, i śmiech, który rozbrzmiewał w moich uszach przez całą noc. Nie odpowiedziałem od razu. Patrzyłem na nią, na nasz salon, na zabawki porozrzucane na dywanie przez trzyletniego Antosia. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to początek końca.
Miałem 21 lat, kiedy wziąłem ślub z Kasią. Była dziewczyną z sąsiedztwa, uśmiechniętą, serdeczną, z długimi kasztanowymi włosami. Wszyscy mówili, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Szybko pojawił się Antoś, a ja poczułem się dorosły, odpowiedzialny, choć w środku wciąż byłem chłopakiem, który marzył o wolności. Moi koledzy z liceum imprezowali, podróżowali, a ja wracałem po pracy do domu, gdzie czekały na mnie pieluchy, kaszki i nieprzespane noce. Próbowałem wmówić sobie, że to jest szczęście, że tak właśnie powinno być. Ale z każdym dniem czułem się coraz bardziej uwięziony.
Wszystko zmieniło się pewnego wieczoru, gdy poszedłem na spotkanie absolwentów. Tam poznałem ją – Magdę. Miała ciemne, krótkie włosy, błysk w oku i sposób mówienia, który sprawiał, że świat wokół przestawał istnieć. Była piękna, inteligentna, pewna siebie. Rozmawialiśmy przez całą noc, śmialiśmy się, żartowaliśmy, a ja czułem, jakby ktoś otworzył przede mną drzwi do innego życia. Magda była wszystkim, czego mi brakowało – wolnością, pasją, nieprzewidywalnością. Po raz pierwszy od dawna poczułem, że żyję.
Zaczęliśmy się spotykać. Najpierw niewinnie – kawa po pracy, wspólne spacery po Łazienkach, później coraz częściej i coraz dłużej. Kłamałem Kasi, że zostaję dłużej w pracy, że mam spotkania służbowe. W rzeczywistości spędzałem czas z Magdą, chłonąc każdą chwilę, jakby miała być ostatnią. Z czasem przestałem wracać na noc, tłumacząc się zmęczeniem, delegacjami. Kasia patrzyła na mnie coraz smutniej, a Antoś przestał pytać, kiedy wrócę.
Pamiętam dzień, w którym powiedziałem Kasi, że odchodzę. Siedziała na kanapie, trzymając Antosia na kolanach. – Michał, proszę, nie rób tego nam – szeptała. – On cię potrzebuje. Ja cię potrzebuję. Ale ja już byłem gdzie indziej, myślami przy Magdzie, przy naszym wspólnym mieszkaniu na Mokotowie, przy planach na przyszłość. – Przepraszam – powiedziałem tylko i wyszedłem, nie oglądając się za siebie.
Z Magdą było inaczej. Życie z nią było jak jazda bez trzymanki – spontaniczne wyjazdy nad morze, nocne rozmowy o wszystkim i o niczym, wspólne gotowanie, śmiech, seks. Czułem się młody, wolny, jakbym dostał drugą szansę na życie. Przez chwilę wydawało mi się, że to jest właśnie to, czego zawsze chciałem. Nie myślałem o Kasi, nie myślałem o Antosiu. Wyrzuciłem ich z głowy, jakby nigdy nie istnieli.
Ale życie szybko zweryfikowało moje marzenia. Magda była wymagająca, nie znosiła rutyny, chciała więcej i więcej. Zaczęły się kłótnie – o pieniądze, o czas, o to, że nie jestem wystarczająco ambitny. – Michał, ty nie masz żadnych marzeń! – krzyczała pewnego wieczoru, rzucając we mnie kubkiem. – Jesteś nudny, przewidywalny, jak wszyscy faceci! – A ty myślisz tylko o sobie! – odparłem, czując, jak narasta we mnie złość. – Nigdy nie będziesz szczęśliwa, bo zawsze chcesz więcej! Wtedy po raz pierwszy poczułem, że coś się kończy.
Zacząłem tęsknić za spokojem, za domem, za Antosiem. Próbowałem dzwonić do Kasi, ale nie odbierała. Pisałem do syna, ale nie odpowiadał. Zrozumiałem, że straciłem coś, czego nie da się odzyskać – rodzinę, zaufanie, miłość. Magda coraz częściej wychodziła sama, wracała późno, a ja leżałem w łóżku, patrząc w sufit i zastanawiając się, gdzie popełniłem błąd.
Pewnego dnia spotkałem Kasię na ulicy. Szła z Antosiem, który urósł, zmężniał, miał już siedem lat. Zatrzymałem się, nie wiedząc, co powiedzieć. – Cześć, Michał – powiedziała chłodno. – Antoś, to twój tata. Chłopiec spojrzał na mnie nieufnie, jakby widział mnie po raz pierwszy. – Cześć – mruknął i schował się za matką. Poczułem, jak ściska mnie w gardle. – Kasiu, możemy porozmawiać? – spytałem nieśmiało. – Nie mam o czym z tobą rozmawiać – odpowiedziała. – Antoś nie potrzebuje ojca, który pojawia się tylko wtedy, kiedy mu wygodnie. Odwróciła się i odeszła, a ja stałem na środku chodnika, czując się jak najgorszy człowiek na świecie.
Od tamtej pory minęły dwa lata. Magda odeszła, zostawiając mnie z pustym mieszkaniem i jeszcze większą pustką w sercu. Próbowałem odbudować kontakt z synem, ale on nie chciał mnie znać. Kasia ułożyła sobie życie z kimś innym. Ja zostałem sam, z poczuciem winy i żalem, którego nie potrafię się pozbyć.
Czasem patrzę na stare zdjęcia – ślubne, z chrztu Antosia, z naszych wspólnych wakacji nad Bałtykiem. Zastanawiam się, czy gdybym wtedy wybrał inaczej, byłbym szczęśliwy. Czy można naprawić błędy młodości? Czy zasługuję na drugą szansę, nawet jeśli sam wszystko zniszczyłem?
Może ktoś z was zna odpowiedź. Może ktoś też kiedyś stracił wszystko przez własną głupotę. Czy naprawdę można zacząć od nowa?