Tajemnica mojej matki – Cena rodzinnego dziedzictwa

— Mamo, proszę cię, tylko nie mów Kasi — szeptał Grzegorz, patrząc na mnie oczami pełnymi strachu i wstydu. Siedzieliśmy w mojej kuchni, tej samej, w której jeszcze kilka dni temu śmialiśmy się razem z wnukami przy cieście drożdżowym. Teraz jednak powietrze było ciężkie od niewypowiedzianych słów. — Potrzebuję tych pieniędzy na już. Oddam ci wszystko, przysięgam.

Zamarłam. Przez chwilę miałam ochotę go przytulić, jak wtedy, gdy był małym chłopcem i rozbił kolano na podwórku. Ale Grzegorz miał już trzydzieści pięć lat, własną rodzinę i dom na kredyt pod Warszawą. Coś musiało się wydarzyć, skoro przyszedł do mnie po pomoc — i to w tajemnicy przed żoną.

— Grzesiu, co się stało? — zapytałam cicho. — Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.

— Mamo, nie mogę… Nie teraz. Po prostu… Zaufaj mi. To nic złego, tylko… Potrzebuję tych pieniędzy. Proszę cię — powtórzył, a ja poczułam, jak serce ściska mi się z bólu.

Wiedziałam, że coś ukrywa. Ale czy miałam prawo drążyć temat? Przecież to mój syn. Zawsze byłam dla niego opoką. Po śmierci ojca to ja trzymałam naszą rodzinę w całości. Teraz on prosił mnie o pomoc — i o milczenie.

Wyjęłam z szuflady kopertę z oszczędnościami. To były pieniądze po mojej matce, które miały być przeznaczone na „czarną godzinę” albo dla wnuków na studia. Podałam mu kopertę drżącą ręką.

— Tylko pamiętaj, Grzesiu… Jeśli będziesz potrzebował jeszcze czegoś — powiedz mi. Ale zastanów się dobrze nad tym sekretem przed Kasią.

Uśmiechnął się blado i wyszedł, zostawiając mnie z tysiącem pytań i jeszcze większym ciężarem na sercu.

Od tamtej chwili nie mogłam spać spokojnie. Każde spotkanie z Katarzyną było dla mnie próbą charakteru. Patrzyła mi prosto w oczy, opowiadała o pracy w szkole i o tym, jak Wojtuś znowu dostał piątkę z matematyki. A ja czułam się jak oszustka.

— Pani Zosiu, czy wszystko w porządku? — zapytała pewnego dnia. — Ostatnio jest pani jakaś zamyślona.

— Tak, tak… Wszystko dobrze — skłamałam po raz kolejny.

Zaczęłam unikać rodzinnych spotkań. Bałam się, że nie wytrzymam i powiem prawdę. W głowie kłębiły mi się najgorsze scenariusze: może Grzegorz ma długi? Może wplątał się w coś niebezpiecznego? A może… zdradza Kasię?

Pewnej nocy nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego.

— Grzesiu, musisz mi powiedzieć prawdę. Nie mogę tak żyć. Co się dzieje?

Po drugiej stronie słyszałam tylko ciszę.

— Mamo… Nie chcę cię martwić. Ale skoro pytasz… Straciłem pracę dwa miesiące temu. Nie powiedziałem Kasi, bo ona już i tak jest zestresowana przez szkołę i dzieci. Myślałem, że szybko coś znajdę… Ale nie idzie mi. Kredyt nas przygniata. Nie chciałem jej martwić.

Poczułam ulgę i jednocześnie gniew.

— Grzesiu! Przecież to nie jest rozwiązanie! Kasia musi wiedzieć! Jesteście rodziną!

— Mamo, proszę cię… Daj mi jeszcze trochę czasu. Znajdę coś, obiecuję.

Zgodziłam się — po raz kolejny — ale czułam, że to błąd.

Minęły kolejne tygodnie. Grzegorz coraz rzadziej dzwonił. Kasia zaczęła pytać o niego coraz częściej: „Czy Grzesiek nie mówił pani ostatnio czegoś dziwnego? Czy wszystko u niego w porządku?” Czułam się jak wspólniczka w kłamstwie.

W końcu nadszedł dzień, którego najbardziej się bałam. Kasia zadzwoniła do mnie wieczorem z płaczem.

— Pani Zosiu… Grzesiek chyba coś przede mną ukrywa! Ostatnio znalazłam jakieś listy z banku… Czy pani wie coś więcej?

Zamarłam. Przez chwilę chciałam powiedzieć prawdę — wszystko wyznać i uwolnić się od tego ciężaru. Ale słysząc jej łamiący się głos, znów wybrałam milczenie.

— Kasiu… Myślę, że musicie spokojnie porozmawiać. Grzesiek bardzo cię kocha.

Po tej rozmowie długo płakałam. Czułam się zdradzona przez własne sumienie.

Kilka dni później Grzegorz przyszedł do mnie sam. Był blady i zmęczony.

— Mamo… Kasia już wie. Powiedziałem jej wszystko. Jest na mnie wściekła, ale… chyba mi wybaczy.

Patrzyłam na niego długo.

— Synku… Czy warto było tak długo ukrywać prawdę? Czy naprawdę myślałeś, że kłamstwo ochroni waszą rodzinę?

Grzegorz spuścił głowę.

— Nie wiem… Bałem się stracić jej zaufanie.

Objęłam go mocno.

Dziś wiem jedno: tajemnice niszczą rodzinę bardziej niż najgorsza prawda. Ale czy zawsze mamy odwagę ją powiedzieć? Czy miłość usprawiedliwia kłamstwo? Może ktoś z was zna odpowiedź lepiej niż ja.