Sto razy pożałowałam tego świątecznego spotkania

Już od progu czułam, jak serce wali mi w piersi. Zapach pieczonego sernika i żurku z białą kiełbasą mieszał się z nerwowym śmiechem i gwarem rozmów. Jakub ścisnął mnie za rękę, jakby chciał dodać mi odwagi, ale ja tylko spojrzałam na niego z niepokojem. – Będzie dobrze – szepnął, ale nie wierzyłam mu ani trochę.

W salonie tłoczyły się wszystkie moje trzy siostry: Kinga, Weronika i najmłodsza, Agata. Każda z nich z rodziną, dziećmi, mężami, a do tego ciotki, wujkowie, kuzyni. Mama Elżbieta, jak zwykle, królowała przy stole, wydając polecenia i poprawiając wszystkim talerze. Gdy tylko mnie zobaczyła, jej twarz rozjaśniła się na moment, ale zaraz potem zmarszczyła brwi, widząc Jakuba.

– O, to ten nowy? – rzuciła głośno, nie kryjąc sceptycyzmu. – Mam nadzieję, że wie, gdzie trafił. U nas nie ma lekko.

Zrobiło mi się gorąco. Jakub tylko się uśmiechnął, ale widziałam, że jest spięty. Usiedliśmy przy stole, a rozmowy natychmiast zeszły na tematy, których najbardziej się obawiałam: praca, zarobki, plany na przyszłość.

– A czym ty się właściwie zajmujesz, Jakubie? – zapytała Kinga, patrząc na niego z góry, jakby już wiedziała, że odpowiedź ją rozczaruje.

– Pracuję w IT, zajmuję się programowaniem – odpowiedział spokojnie.

– O, to pewnie zarabiasz nieźle, co? – wtrącił się szwagier, Michał, mąż Weroniki. – Może byś mi pomógł z komputerem, bo coś mi się zawiesza.

Jakub uśmiechnął się grzecznie, ale widziałam, że czuje się jak na przesłuchaniu. Ja sama miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Mama dolała mi barszczu, patrząc na mnie z troską, ale i z wyrzutem.

– A ty, Marto, kiedy w końcu znajdziesz sobie porządną pracę? – spytała nagle, jakby nie mogła się powstrzymać. – Tyle lat studiowałaś, a dalej na umowie zlecenie.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – Mamo, przecież wiesz, że szukam…

– Wszyscy szukają, ale niektórzy znajdują – przerwała mi ciotka Halina. – Moja Zosia już ma etat w urzędzie.

Wszyscy spojrzeli na mnie z politowaniem. Jakub ścisnął moją dłoń pod stołem.

– Marta jest bardzo zdolna – powiedział cicho. – Widziałem jej projekty, naprawdę robi wrażenie.

Mama tylko westchnęła. – Zdolna, zdolna, ale co z tego, jak nie potrafi się ustawić w życiu.

Czułam, jak narasta we mnie złość. Przez całe życie słyszałam, że jestem tą „inną”, tą, która nie pasuje do reszty. Kinga – prawniczka, Weronika – nauczycielka, Agata – pielęgniarka. Każda z nich miała już rodzinę, dzieci, stabilną pracę. A ja? W ich oczach wieczna studentka, nieudacznik, który nie potrafi się odnaleźć.

W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat ślubu. – No i kiedy ślub? – zapytała nagle babcia, która do tej pory milczała, zajęta lepieniem pierogów. – Bo wiecie, jak się mieszka razem bez ślubu, to nie po Bożemu.

Jakub spojrzał na mnie zaskoczony. – My… jeszcze o tym nie rozmawialiśmy – odpowiedział niepewnie.

– To może czas zacząć – wtrąciła Weronika z uśmiechem. – Zobaczysz, Marta, jak dzieci się pojawią, to wszystko się zmieni.

Poczułam, jak ogarnia mnie panika. Przecież nawet nie byłam pewna, czy chcę mieć dzieci. Nie teraz, nie w tym chaosie.

– Może najpierw chciałabym się ustabilizować – powiedziałam cicho, ale nikt mnie nie słuchał. Wszyscy już zaczęli planować, kto będzie chrzestnym, gdzie zrobimy wesele, jaką suknię powinnam wybrać.

Wyszłam do kuchni, żeby złapać oddech. Za mną poszła Agata. – Nie przejmuj się nimi – powiedziała, obejmując mnie ramieniem. – Zawsze byli tacy. Ja też mam dość tych porównań.

– Ale ty przynajmniej masz pracę, męża, dziecko…

– I co z tego? – przerwała mi. – Myślisz, że jestem szczęśliwa? Michał ciągle w pracy, mały choruje, a ja nie mam nawet czasu na kawę z koleżanką. Każdy ma swoje problemy, tylko nikt o nich nie mówi.

Spojrzałam na nią z wdzięcznością. Przez chwilę poczułam, że nie jestem sama. Ale gdy wróciłyśmy do salonu, atmosfera była jeszcze gęstsza. Mama zaczęła narzekać, że nie pomagam w kuchni, że nie interesuję się rodziną, że nie dzwonię tak często jak powinnam.

– Może gdybyś miała dzieci, to byś zrozumiała, co to znaczy odpowiedzialność – rzuciła z wyrzutem.

Nie wytrzymałam. – Mamo, czy ty w ogóle mnie słyszysz? Czy zawsze będę dla ciebie tą gorszą?

Wszyscy zamilkli. Mama spojrzała na mnie zaskoczona, jakby pierwszy raz usłyszała mój głos. – Nie chciałam cię urazić, Marto. Po prostu martwię się o ciebie.

– Martwisz się, czy wstydzisz? – zapytałam ostro. – Bo czasem mam wrażenie, że bardziej ci zależy na tym, co powiedzą sąsiedzi, niż na moim szczęściu.

Mama spuściła wzrok. – Może masz rację – powiedziała cicho. – Ale ja też nie mam łatwo. Ojciec odszedł, wszystko było na mojej głowie. Chciałam, żebyście miały lepiej.

Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Każdy patrzył gdzieś w bok, udając, że nie słyszy. Jakub wstał i podszedł do mnie. – Chodź, przejdziemy się – zaproponował.

Wyszliśmy na zewnątrz. Śnieg skrzypiał pod butami, powietrze było rześkie. – Przepraszam, że cię tu przywiozłam – powiedziałam, patrząc na niego z poczuciem winy.

– Nie przepraszaj. Każda rodzina ma swoje demony. Ale ty jesteś silniejsza, niż myślisz.

Zacisnęłam pięści. – Chciałabym w to wierzyć. Ale czasem mam wrażenie, że nigdy nie będę wystarczająco dobra.

Jakub objął mnie ramieniem. – Jesteś dokładnie taka, jaka powinnaś być. I nie musisz nikomu nic udowadniać.

Wróciliśmy do domu, ale już nie czułam się jak intruz. Może pierwszy raz od lat poczułam, że mam prawo być sobą, nawet jeśli nie spełniam wszystkich oczekiwań.

Wieczorem, gdy wszyscy już spali, usiadłam przy oknie i patrzyłam na cichą ulicę. Myślałam o tym, jak trudno jest być sobą w świecie pełnym oczekiwań. Czy kiedykolwiek nauczę się nie przejmować tym, co mówią inni? Czy znajdę w sobie odwagę, by żyć po swojemu, nawet jeśli to oznacza rozczarowanie najbliższych?

A wy? Czy też czujecie czasem, że nie pasujecie do własnej rodziny? Jak radzicie sobie z presją i oczekiwaniami bliskich?