Przyjęłam pod swój dach przyjaciółkę. Dziś wiem, że największa zdrada boli od najbliższych.
– Naprawdę nie masz się gdzie podziać? – zapytałam, patrząc na Agnieszkę, która stała w moim przedpokoju z walizką i oczami pełnymi łez. Była moją najlepszą przyjaciółką od liceum. Przeżyłyśmy razem pierwsze miłości, rozstania, śluby i pogrzeby. Nie mogłam jej odmówić, choć czułam niepokój.
– Ola, przysięgam, to tylko na chwilę. Muszę się pozbierać po rozstaniu z Pawłem – wyszeptała, a ja przytuliłam ją mocno.
Nie wiedziałam wtedy, że właśnie otwieram drzwi do własnego piekła.
Pierwsze tygodnie były trudne, ale czułam satysfakcję, że mogę pomóc. Mój mąż Michał był uprzejmy, choć trochę zdystansowany. Nasza córka Zosia polubiła Agnieszkę od razu – razem piekły ciasta i oglądały bajki. Czułam się dumna z naszej rodziny i z tego, że potrafimy być wsparciem dla innych.
Ale potem zaczęły się drobne rzeczy. Agnieszka coraz częściej zostawała sama z Michałem, kiedy ja musiałam zostać dłużej w pracy. Zosia opowiadała mi, jak „ciocia Aga” śmieje się z tatą przy kawie i jak razem oglądają filmy. Zbywałam to żartem – przecież ufałam im obojgu.
Pewnego wieczoru wróciłam wcześniej do domu. Usłyszałam śmiech z kuchni. Weszłam cicho i zobaczyłam ich razem – Michał stał blisko Agnieszki, a ona dotykała jego ramienia. Zamarłam. Oni też mnie zauważyli i nagle atmosfera zgęstniała.
– O, Ola! Już jesteś? – Michał próbował brzmieć naturalnie.
– Tak… – odpowiedziałam chłodno i przeszłam do pokoju Zosi.
Od tamtej pory zaczęłam widzieć więcej. Agnieszka coraz częściej wychodziła z Michałem na zakupy, „żeby pomóc mu wybrać prezent dla mnie”. Zosia opowiadała mi o ich wspólnych spacerach do parku. W nocy nie mogłam spać – w głowie kłębiły mi się myśli i podejrzenia.
Pewnego dnia znalazłam w łazience szminkę Agnieszki na koszuli Michała. Kiedy go o to zapytałam, wybuchł:
– Przesadzasz! To tylko przypadek!
Agnieszka patrzyła na mnie z udawaną niewinnością:
– Ola, przecież wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdziła.
Ale już im nie wierzyłam.
Zaczęłam sprawdzać telefon Michała. Znalazłam wiadomości od Agnieszki: „Dziękuję za dzisiaj… Tylko z tobą czuję się bezpieczna”. Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi serce z piersi.
Wieczorem usiadłam z Michałem przy stole.
– Powiedz mi prawdę – poprosiłam cicho. – Czy coś was łączy?
Michał spuścił wzrok.
– To był tylko jeden raz… Byłem słaby. Przepraszam.
Agnieszka stała w drzwiach i płakała.
– Ola… Ja naprawdę nie chciałam… To wszystko wymknęło się spod kontroli…
Wybiegłam z domu. Siedziałam na ławce przed blokiem i płakałam tak głośno, że przechodnie patrzyli na mnie ze współczuciem. Czułam się zdradzona jak nigdy dotąd – nie przez mężczyznę, ale przez kobietę, którą uważałam za siostrę.
Przez kolejne dni żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Michał próbował przepraszać, Agnieszka zamknęła się w pokoju i wychodziła tylko wtedy, gdy musiała. Zosia pytała: „Mamo, dlaczego ciocia Aga płacze? Dlaczego tata śpi na kanapie?” Nie umiałam jej odpowiedzieć.
W końcu poprosiłam Agnieszkę o rozmowę.
– Dlaczego? – zapytałam bez łez, bo już ich nie miałam.
– Byłam słaba… Samotna… Ty miałaś wszystko: rodzinę, dom, szczęście… Ja chciałam poczuć się ważna choć przez chwilę – odpowiedziała drżącym głosem.
Nie potrafiłam jej wybaczyć. Poprosiłam ją, żeby się wyprowadziła.
Michał został. Próbował odbudować nasze małżeństwo, ale coś we mnie pękło na zawsze. Zaufanie – to najcenniejsze, co miałam – zostało podeptane przez dwie najbliższe osoby.
Minął rok. Nadal mieszkamy razem dla dobra Zosi, ale między nami jest mur milczenia. Czasem patrzę na zdjęcia sprzed tej katastrofy i zastanawiam się: czy można jeszcze komuś zaufać? Czy prawdziwa przyjaźń istnieje?
Może ktoś z was zna odpowiedź? Czy po takiej zdradzie można jeszcze uwierzyć w ludzi?