„Przebacz mi, za to co się stało” – Moja walka o siebie po zdradzie męża

– Gdzie byłeś całą noc? – zapytałam, ledwo powstrzymując drżenie głosu. Piotr stał w progu, z torbą na ramieniu, zmęczony, jakby wrócił z wojny, a nie z „delegacji”. W jego oczach widziałam coś obcego. Nie odpowiedział od razu. Cisza między nami była gęsta jak mgła nad Wisłą w listopadzie.

– Przecież mówiłem, że mam spotkanie w Krakowie – rzucił w końcu, unikając mojego wzroku.

Wtedy usłyszałam dźwięk telefonu. Wiadomość od „Anki” – nieznany numer, ale treść była jednoznaczna: „Dziękuję za wczoraj. Było cudownie. Tęsknię już.”

Serce mi zamarło. Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Zdrada. To słowo rozlało się we mnie jak trucizna. Przez chwilę nie mogłam oddychać.

– Kim jest Anka? – zapytałam cicho.

Piotr zbladł. Przez moment miałam nadzieję, że powie, że to pomyłka, głupi żart. Ale on tylko spuścił głowę.

– Przepraszam… – wyszeptał.

Wtedy wszystko się rozpadło. Nasze wspólne śniadania, plany na wakacje w Bieszczadach, wieczory przy winie, nawet te kłótnie o drobiazgi – wszystko straciło sens.

Przez kolejne dni chodziłam jak cień. Dzieci – Zosia i Michał – patrzyły na mnie z niepokojem. Mama zadzwoniła: „Coś się stało? Jesteś jakaś inna.”

Nie potrafiłam mówić o tym głośno. Wstydziłam się. Wydawało mi się, że to moja wina – może za mało się starałam? Może byłam zbyt zmęczona po pracy?

Piotr próbował rozmawiać. Przynosił kwiaty, gotował kolację, ale ja nie mogłam na niego patrzeć. Każdy jego gest wydawał mi się fałszywy.

Pewnego wieczoru usiedliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Dzieci spały.

– Chcę spróbować to naprawić – powiedział cicho. – Kocham cię.

– A ją? – zapytałam bezlitośnie.

Zamilkł. Widziałam łzy w jego oczach.

– Nie wiem… To był błąd…

Złość wybuchła we mnie jak wulkan.

– Błąd?! Zdrada to nie jest błąd! To wybór! – krzyknęłam.

Wybiegłam z domu. Chodziłam bez celu po osiedlu, mijając znajome bloki i place zabaw, gdzie jeszcze niedawno bawiliśmy się całą rodziną.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie siostra, Kasia.

– Musisz coś z tym zrobić. Nie możesz tak żyć – powiedziała stanowczo.

Ale co miałam zrobić? Rozwód? Dla dzieci? Dla siebie? Czy można wybaczyć coś takiego?

W pracy wszyscy pytali: „Coś się stało?” Uśmiechałam się sztucznie i mówiłam: „Nie, wszystko w porządku.”

Wieczorami płakałam do poduszki. Czułam się samotna jak nigdy dotąd.

Mama przyszła któregoś dnia bez zapowiedzi.

– Nie możesz pozwolić, żeby cię zniszczył – powiedziała twardo. – Jesteś silniejsza niż myślisz.

Ale ja nie czułam się silna. Czułam się jak wrak człowieka.

Zosia zaczęła mieć problemy w szkole. Michał przestał się odzywać. Nasza rodzina rozpadała się na moich oczach.

W końcu zdecydowałam się na terapię. Psycholog powiedziała: „To nie twoja wina. Masz prawo być zła. Masz prawo nie wybaczyć.”

Te słowa były jak balsam na ranę.

Zaczęłam pisać dziennik. Każdego dnia zapisywałam swoje myśli, lęki, marzenia. Powoli odzyskiwałam siebie.

Piotr wyprowadził się na jakiś czas do matki. Dzieci płakały. Ja też płakałam, ale wiedziałam, że muszę być silna dla nich i dla siebie.

Po kilku miesiącach spotkaliśmy się na neutralnym gruncie – w kawiarni na rynku.

– Przepraszam za wszystko – powiedział Piotr. – Wiem, że cię zraniłem. Jeśli chcesz rozwodu… zrozumiem.

Patrzyłam na niego długo. Widziałam w nim człowieka zagubionego, słabego, ale też mojego męża, ojca moich dzieci.

– Nie wiem jeszcze, czego chcę – odpowiedziałam szczerze. – Ale wiem jedno: muszę najpierw wybaczyć sobie, że pozwoliłam się zranić.

Długo rozmawialiśmy o przeszłości i przyszłości. O dzieciach, o nas samych. O tym, czy można odbudować zaufanie.

Nie wiem jeszcze, jak potoczy się moja historia dalej. Ale wiem jedno: jestem silniejsza niż myślałam.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy potrafię jeszcze kochać? Czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Może wy też kiedyś musieliście odpowiedzieć sobie na takie pytania?