Po rozwodzie syna, synowa żądała domu i samochodu. Teraz nie mogę widywać wnuków

Stałam w kuchni, patrząc przez okno na ogród, który kiedyś tętnił życiem i śmiechem moich wnuków. Teraz był pusty, a ja czułam się tak samo pusta w środku. Telefon zadzwonił, przerywając ciszę. To był Grzegorz, mój syn. „Mamo, Zofia znowu wysłała mi list od prawnika. Chce dom i samochód,” powiedział z rezygnacją w głosie.

„Nie pozwól jej na to, Grzesiu,” odpowiedziałam stanowczo. „To ty ciężko pracowałeś na ten dom, a samochód kupiliście razem. Nie możesz się poddać.”

Grzegorz westchnął ciężko. „Wiem, mamo, ale ona grozi, że jeśli nie dostanie tego, co chce, nie pozwoli ci widywać dzieci.”

Te słowa były jak cios w serce. Moje wnuki były dla mnie wszystkim. Po rozwodzie Grzegorza z Zofią, sytuacja stała się napięta. Zofia była zdeterminowana, by uzyskać jak najwięcej z podziału majątku, a ja czułam, że muszę bronić mojego syna.

Paweł wszedł do kuchni i objął mnie ramieniem. „Musisz być silna,” powiedział cicho. „Grzegorz potrzebuje twojego wsparcia, a my musimy wierzyć, że wszystko się ułoży.”

Ale jak mogłam być silna, kiedy moje serce krwawiło z tęsknoty za wnukami? Każda myśl o nich przypominała mi o chwilach spędzonych razem – o wspólnych spacerach do parku, o ich śmiechu podczas zabawy w ogrodzie.

Kilka dni później otrzymałam list od prawnika Zofii. Było w nim jasno napisane, że jeśli będę nadal wspierać Grzegorza w sądzie, Zofia nie pozwoli mi widywać wnuków. Czułam się jak w potrzasku.

„Musimy coś zrobić,” powiedziałam Pawłowi z desperacją w głosie. „Nie mogę stracić kontaktu z dziećmi.”

Paweł spojrzał na mnie z troską. „Może powinniśmy spróbować porozmawiać z Zofią? Może uda nam się dojść do jakiegoś porozumienia?”

Zgodziłam się, choć wiedziałam, że to będzie trudne. Zofia była uparta i zraniona, a ja byłam dla niej symbolem wszystkiego, co poszło nie tak w jej małżeństwie z Grzegorzem.

Spotkaliśmy się w kawiarni na neutralnym gruncie. Zofia przyszła sama, wyglądała na zmęczoną i przygnębioną.

„Zofio,” zaczęłam ostrożnie, „wiem, że to dla ciebie trudny czas. Ale proszę cię, nie odbieraj mi wnuków. Kocham je jak własne dzieci i nie chcę ich stracić.”

Zofia spojrzała na mnie zimno. „Ty zawsze stajesz po stronie Grzegorza,” powiedziała oskarżycielsko. „Nigdy nie próbowałaś zrozumieć mojej perspektywy.”

„To nieprawda,” zaprotestowałam. „Chcę tylko sprawiedliwości dla wszystkich. Nie chcę ci niczego odbierać, ale dom i samochód to wspólny majątek was obojga.”

Zofia westchnęła i spuściła wzrok na filiżankę kawy przed sobą. „Nie wiem, co robić,” przyznała cicho. „Czuję się tak samotna i zagubiona.”

„Może możemy znaleźć jakieś rozwiązanie,” zasugerowałam delikatnie. „Może możemy ustalić wspólne zasady dotyczące dzieci?”

Rozmowa trwała długo i była pełna emocji. Ostatecznie udało nam się dojść do porozumienia – Zofia zgodziła się na kompromis dotyczący podziału majątku i obiecała, że nie będzie utrudniać mi kontaktu z wnukami.

Kiedy wróciłam do domu, poczułam ulgę, ale także smutek. Wiedziałam, że nasze relacje nigdy nie będą takie same jak wcześniej.

„Czy to wszystko było tego warte?” zapytałam Pawła wieczorem, kiedy siedzieliśmy razem na kanapie.

„Nie wiem,” odpowiedział spokojnie. „Ale przynajmniej próbowałaś zrobić to, co najlepsze dla wszystkich.”

Czy naprawdę zrobiłam wszystko, co mogłam? Czy mogłam postąpić inaczej? Te pytania będą mnie dręczyć jeszcze długo.