Piętno zdrady – historia Joanny, która odeszła od rodziny
– Nienawidzę cię! – wrzasnął Kuba, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż zadrżały szyby w oknach. Stałam w przedpokoju z walizką w ręku, a w uszach dźwięczały mi jego słowa. Nie miałam już siły płakać. Wtedy, tamtego wieczoru, wszystko się rozpadło.
Mam na imię Joanna. Mam czterdzieści dwa lata i od kilku miesięcy jestem dla własnego syna kimś obcym. Kimś, kogo nienawidzi. Kimś, kto zdradził. Tak przynajmniej uważa Kuba. A ja? Ja po prostu nie mogłam już dłużej żyć w kłamstwie.
Z Tomaszem byliśmy małżeństwem przez prawie dwadzieścia lat. Poznaliśmy się na studiach w Krakowie – on był duszą towarzystwa, ja raczej cicha i zamknięta w sobie. Przeciwieństwa się przyciągają, mówili wszyscy. Przez pierwsze lata rzeczywiście byliśmy szczęśliwi. Potem pojawił się Kuba – nasze największe szczęście i największa próba.
Tomasz coraz częściej wracał późno do domu, coraz częściej był nieobecny nawet wtedy, gdy siedział obok mnie na kanapie. Z czasem przestaliśmy ze sobą rozmawiać o czymkolwiek innym niż rachunki czy sprawy Kuby. Czułam się jak cień we własnym domu.
Kiedy Kuba miał dwanaście lat, Tomasz stracił pracę. Wtedy wszystko się pogorszyło. Zaczął pić. Najpierw po cichu, potem już otwarcie. Próbowałam mu pomóc – prosiłam, błagałam, groziłam. Nic nie działało. Z czasem przestał się nawet kryć z tym, że mnie nie szanuje. Zdarzało mu się podnieść głos, raz nawet uderzył mnie w twarz. Kuba widział to wszystko.
Przez lata tłumaczyłam sobie, że robię to dla syna – zostaję, żeby miał pełną rodzinę. Ale czy to była rodzina? Czy dom pełen krzyków i łez można nazwać domem?
Pewnego dnia, kiedy Tomasz po raz kolejny wrócił pijany i wyżył się na mnie przy Kubie, coś we mnie pękło. Położyłam się spać z myślą, że muszę odejść – dla siebie i dla syna. Ale kiedy rano zaczęłam pakować walizkę, Kuba wszedł do pokoju.
– Co robisz? – zapytał cicho.
– Muszę wyjechać na jakiś czas – odpowiedziałam drżącym głosem.
– Zostawiasz mnie z nim? – w jego oczach pojawiła się panika.
– Kuba… Ja już nie mogę…
– Jesteś tchórzem! – krzyknął i wybiegł z pokoju.
To był najgorszy dzień mojego życia. Zostawiłam syna z człowiekiem, który był jego ojcem tylko z nazwy. Ale wtedy byłam przekonana, że nie mam wyboru – nie miałam dokąd pójść z dzieckiem, nie miałam pieniędzy ani wsparcia rodziny. Moja matka zawsze powtarzała: „Małżeństwo to świętość, trzeba wytrwać”.
Przez pierwsze tygodnie mieszkałam u koleżanki z pracy. Dzwoniłam do Kuby codziennie – nie odbierał. Pisałam wiadomości – nie odpowiadał. W końcu napisał tylko jedno zdanie: „Nie chcę cię znać”.
Tomasz zadzwonił do mnie raz. Powiedział tylko:
– Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś. Teraz przynajmniej wiem, kim jesteś.
W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku. Ale codziennie wieczorem płakałam w poduszkę, zastanawiając się, czy mogłam postąpić inaczej.
Po kilku miesiącach dowiedziałam się od sąsiadki, że Tomasz przestał pić – podobno przestraszył się, że straci syna na zawsze. Kuba zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Próbowałam go odwiedzić – nie otworzył mi drzwi.
Czułam się jak duch krążący wokół własnego życia. Wszyscy wokół mieli swoje rodziny, swoje szczęścia i problemy – ja miałam tylko pustkę i żal.
Pewnego dnia spotkałam Kubę przypadkiem na ulicy. Był z kolegami ze szkoły. Zatrzymałam się kilka metrów od niego.
– Kuba…
Spojrzał na mnie zimno.
– Nie mam matki – powiedział głośno tak, żeby wszyscy słyszeli.
Serce mi pękło.
Wieczorem zadzwoniła do mnie moja siostra.
– Joasia… Może spróbuj jeszcze raz? On cię potrzebuje, nawet jeśli tego nie pokazuje.
Ale jak mam walczyć o kogoś, kto mnie nienawidzi?
Czasem myślę o tym wszystkim nocami. Czy mogłam zostać? Czy powinnam była zabrać Kubę ze sobą za wszelką cenę? Czy bylibyśmy dziś szczęśliwsi?
Ostatnio zaczęłam chodzić na terapię. Uczę się żyć ze swoim wyborem i próbuję wybaczyć sobie to, co zrobiłam – i to, czego nie zrobiłam.
Wiem jedno: każda decyzja ma swoją cenę. Może kiedyś Kuba mi wybaczy. Może kiedyś znów będziemy rodziną.
Ale czy można odbudować coś, co zostało tak boleśnie zniszczone? Czy matka może odzyskać miłość syna po zdradzie?
Czasami pytam siebie: czy naprawdę miałam wybór? A może każda droga prowadziła do cierpienia?