Pewnego deszczowego listopadowego wieczoru wszystko się zmieniło: Historia zdrady i poszukiwania siebie
„Nie wierzę, że to zrobiłeś!” – mój głos drżał, a łzy mieszały się z deszczem stukającym o szyby. Stałam w kuchni, ściskając w dłoni telefon Gábora, który zostawił na stole. Jeszcze godzinę temu planowałam zrobić herbatę i obejrzeć z nim film, jak co piątek. Teraz czułam się, jakbym nagle obudziła się w zupełnie obcym świecie.
To był zwykły listopadowy wieczór. Gábor wrócił późno z pracy, zmęczony i milczący. Od miesięcy był nieobecny duchem, ale tłumaczyłam sobie, że to przez stres w firmie. Sama próbowałam być wyrozumiała – gotowałam jego ulubione dania, pytałam o dzień, starałam się nie narzekać. Ale tego wieczoru coś mnie tknęło. Może to była cisza, która zapadła między nami, może jego spojrzenie wbite w ekran telefonu. Kiedy poszedł pod prysznic, zostawił komórkę odblokowaną na stole. Przez chwilę walczyłam ze sobą – nie chciałam być tą żoną, która szpieguje męża. Ale ciekawość i strach były silniejsze.
Przewinęłam kilka wiadomości i wtedy zobaczyłam jej imię: Marta. Serce mi stanęło. „Nie mogę się doczekać naszego spotkania”, „Tęsknię za tobą” – czytałam kolejne zdania, a w głowie dudniło mi jedno pytanie: od kiedy? Od kiedy mój mąż kocha inną kobietę?
Gábor wrócił do kuchni, gdy jeszcze trzymałam telefon. Spojrzał na mnie i od razu zrozumiał. „To nie tak, jak myślisz…” – zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć. „Więc jak? Powiedz mi, jak mam to rozumieć!” – krzyknęłam przez łzy.
Przez chwilę panowała cisza. Słyszałam tylko szum deszczu i bicie własnego serca. Gábor usiadł naprzeciwko mnie i spuścił głowę. „Nie chciałem cię skrzywdzić… To wszystko wymknęło się spod kontroli.”
Wtedy poczułam wściekłość. „Wymknęło się spod kontroli? To nie jest przypadek! To są tygodnie kłamstw!”
On milczał. Patrzył na swoje dłonie, jakby szukał tam odpowiedzi. W końcu powiedział cicho: „Nie jestem szczęśliwy od dawna. Próbowałem… ale coś się wypaliło.”
Te słowa bolały bardziej niż sama zdrada. Przez tyle lat wierzyłam, że jesteśmy drużyną – nawet jeśli czasem się kłóciliśmy, nawet jeśli życie nie było łatwe. Myślałam, że razem przetrwamy wszystko.
Wybiegłam z kuchni do sypialni i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać tak głośno, jakby płacz miał wypłukać ze mnie cały ból. W głowie przewijały mi się obrazy z naszego życia: ślub w małym kościele pod Krakowem, pierwsze wspólne mieszkanie na Prądniku Czerwonym, wakacje nad Bałtykiem… Czy to wszystko było kłamstwem?
Następne dni były jak koszmar na jawie. Gábor spał na kanapie w salonie, a ja unikałam go jak ognia. Rodzina zaczęła coś podejrzewać – mama dzwoniła codziennie, pytając czy wszystko w porządku. Kłamałam jej przez zaciśnięte zęby: „Tak, mamo, po prostu jesteśmy zmęczeni.”
W pracy byłam cieniem samej siebie. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła moje czerwone oczy i zapytała: „Co się dzieje?” Chciałam jej powiedzieć wszystko – o zdradzie, o bólu – ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
Wieczorami siedziałam sama w kuchni i patrzyłam na zdjęcia z naszego ślubu. Zastanawiałam się: co zrobiłam źle? Czy mogłam temu zapobiec? Może powinnam była bardziej dbać o siebie, częściej wychodzić z Gáborem do kina albo na kolację? Może powinnam była zauważyć wcześniej sygnały?
Pewnej nocy usłyszałam cichy płacz z salonu. To był Gábor. Przez chwilę stałam w drzwiach i patrzyłam na niego – skulonego na kanapie, z twarzą ukrytą w dłoniach. Poczułam współczucie, ale też gniew. Przecież to on mnie zdradził! Dlaczego teraz ja mam się nad nim litować?
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Martą. Znalazłam jej numer w telefonie Gábora i napisałam: „Chciałabym się spotkać.” Odpisała niemal od razu: „Rozumiem. Kiedy i gdzie?”
Spotkałyśmy się w małej kawiarni na Kazimierzu. Marta była młodsza ode mnie o kilka lat, miała długie ciemne włosy i nerwowo bawiła się łyżeczką do kawy.
„Nie przyszłam tu po to, żeby robić ci awanturę” – zaczęłam spokojnie. „Chcę tylko wiedzieć: czy wiedziałaś o mnie?”
Marta spuściła wzrok. „Tak… Gábor mówił mi o waszym małżeństwie. Ale powiedział też, że już dawno nie jesteście razem naprawdę.”
Poczułam ukłucie żalu – czy naprawdę tak mnie widział? Jako kobietę obok siebie, ale już nie partnerkę?
Rozmowa z Martą nie przyniosła mi ulgi ani odpowiedzi. Wróciłam do domu jeszcze bardziej zagubiona niż wcześniej.
Minęły tygodnie. Gábor wyprowadził się do wynajmowanego mieszkania na Podgórzu. Zostawił mi klucze i kilka swoich rzeczy – stare książki, sweter pachnący jego perfumami.
Zostałam sama w naszym mieszkaniu pełnym wspomnień i pustych miejsc po nim. Każdy dzień był walką z samotnością i poczuciem winy.
Czasem zastanawiam się: czy można jeszcze komuś zaufać po czymś takim? Czy jestem gotowa zacząć od nowa? A może już zawsze będę bała się otworzyć serce?
Może właśnie to jest najtrudniejsze po zdradzie – nie tylko wybaczyć drugiej osobie, ale też sobie samej za to, że pozwoliło się kochać bezgranicznie… Czy wy też kiedyś musieliście nauczyć się ufać od nowa?