Ostatnie spotkanie: Czy wybaczenie przynosi ukojenie?
– Mamo, dlaczego płaczesz? – głos Antka rozbrzmiał w kuchni, kiedy stałam oparta o blat, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Jak wytłumaczyć dziesięcioletniemu chłopcu, że jego ojciec, którego nie widział od dwóch lat, nagle chce się z nim spotkać? Jak wyjaśnić, że ten sam człowiek, który rozbił naszą rodzinę, teraz prosi o ostatnią szansę?
Telefon zadzwonił rano, kiedy jeszcze spałam. Zobaczyłam na wyświetlaczu imię: „Marek”. Przez chwilę miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, ale odebrałam. – Cześć, Aniu – usłyszałam jego głos, jakby nic się nie stało. – Muszę cię o coś prosić. Chciałbym zobaczyć się z Antkiem. Ostatni raz. – Ostatni raz? – powtórzyłam głucho, czując, jak narasta we mnie fala gniewu. – Po tylu latach? Po tym wszystkim, co nam zrobiłeś? – Wiem, że nie mam prawa prosić, ale… Proszę. To dla mnie ważne. – Jego głos zadrżał.
Przez cały dzień nie mogłam się uspokoić. Wspomnienia wracały jak bumerang: Marek wracający późno z pracy, zapach damskich perfum na jego koszuli, ciche rozmowy przez telefon, które ucinał, gdy tylko wchodziłam do pokoju. A potem ta noc, kiedy przyznał się do wszystkiego. – To była pomyłka, Aniu. Kocham tylko ciebie – mówił, a ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem. – Pomyłka, która trwała dwa lata? – zapytałam wtedy.
Po rozwodzie zostałam sama z Antkiem. Przez pierwsze miesiące nie mogłam spać, płakałam po nocach, a rano zakładałam maskę silnej matki. Antek zadawał pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć. – Dlaczego tata nie mieszka już z nami? – Bo tak czasem bywa, synku. Ale zawsze będę przy tobie.
Teraz, kiedy Marek pojawił się znowu, poczułam, jak wszystko wraca. Strach, że znowu zrani nasze dziecko. Gniew, że śmie prosić o cokolwiek. I żal, że nie potrafię mu wybaczyć.
Wieczorem usiadłam z Antkiem na kanapie. – Synku, tata chciałby się z tobą zobaczyć. – Znowu? – zapytał cicho. – Nie wiem, czy chcę. – To twoja decyzja. Jeśli nie chcesz, powiem mu, że nie jesteś gotowy. – A ty? Chciałabyś, żebym się z nim spotkał? – spojrzał na mnie poważnie. – Chcę, żebyś był szczęśliwy. I żebyś nie czuł się winny za decyzje dorosłych.
Noc była bezsenna. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdą możliwą konsekwencję. Czy pozwalając na to spotkanie, narażam Antka na kolejne rozczarowanie? A może odbieram mu szansę na zamknięcie pewnego rozdziału?
Następnego dnia zadzwoniłam do Marka. – Antek się zgodził. Ale spotkanie odbędzie się w mojej obecności. – Dziękuję, Aniu. Naprawdę. – Nie rób mu krzywdy. Jeśli zobaczę, że cierpi, natychmiast wychodzimy. – Obiecuję.
Spotkaliśmy się w parku, na ławce pod wielkim kasztanem. Marek wyglądał na starszego, zmęczonego. Przez chwilę patrzył na Antka, jakby nie wierzył, że to naprawdę on. – Cześć, synku – powiedział cicho. – Cześć – odpowiedział Antek, nie patrząc mu w oczy.
Siedziałam obok, czując, jak serce wali mi jak młotem. Marek zaczął mówić: – Wiem, że cię zawiodłem. I twoją mamę też. Chciałem tylko, żebyś wiedział, że bardzo cię kocham. – Dlaczego nas zostawiłeś? – zapytał Antek, a ja poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – Byłem głupi. Myślałem, że mogę mieć wszystko. Ale straciłem najważniejsze. – Czy wrócisz do nas? – Nie, synku. Ale zawsze będę twoim tatą. Jeśli będziesz chciał, możesz do mnie zadzwonić. Albo napisać.
Po spotkaniu Antek długo milczał. W domu zamknął się w swoim pokoju. Słyszałam, jak płacze. Chciałam wejść, przytulić go, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałam, że musi to przeżyć na swój sposób.
Wieczorem przyszedł do mnie. – Mamo, czy tata naprawdę mnie kocha? – Tak, synku. Ale czasem dorośli robią rzeczy, których nie rozumieją nawet oni sami. – A ty mu wybaczyłaś? – Nie wiem. Staram się. Dla ciebie.
Minęły tygodnie. Antek powoli wracał do siebie, ale widziałam, że coś w nim pękło. Ja też nie byłam już tą samą osobą. Zrozumiałam, że wybaczenie nie jest jednorazowym aktem, tylko procesem, który trwa całe życie.
Czasem zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, pozwalając na to spotkanie. Czy wybaczenie naprawdę przynosi ukojenie? A może są rany, które nigdy się nie zabliźnią? Co wy byście zrobili na moim miejscu?