Oskar odrzuca syna, oskarżając mnie o zdradę — prawda wychodzi na jaw podczas rodzinnego grilla
— To nie jest moje dziecko, Marta! — Oskar krzyknął tak głośno, że aż sąsiad zza płotu spojrzał z niepokojem. Stałam w kuchni, trzymając w ramionach naszego nowo narodzonego synka, Antosia, a łzy cisnęły mi się do oczu. Oskar patrzył na mnie z takim chłodem, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. — Przestań, Oskar, proszę cię… — głos mi się załamał, a dłonie zaczęły drżeć. — Wiesz dobrze, że nigdy cię nie zdradziłam. To twoje dziecko.
Oskar odwrócił się na pięcie i wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami. Zostałam sama z Antosiem, który właśnie zaczął płakać. Przytuliłam go mocniej, próbując ukoić jego i siebie. W głowie miałam mętlik. Jak on mógł mi to zrobić? Po tylu latach wspólnego życia, po wszystkich wspólnych planach, po tym, jak razem wybieraliśmy imię dla naszego dziecka… Teraz, kiedy najbardziej go potrzebowałam, on mnie zostawił z oskarżeniami, które bolały bardziej niż cokolwiek innego.
Wszystko zaczęło się kilka tygodni wcześniej, kiedy Oskar wrócił z pracy później niż zwykle. Był rozdrażniony, nieobecny. Zaczęłam się martwić, czy coś się stało, ale on tylko burknął, że jest zmęczony. Potem zaczęły się pytania: „Dlaczego Antoś ma takie ciemne włosy? Przecież w naszej rodzinie nikt nie ma takich.”, „Na pewno jesteś pewna, że to moje dziecko?” Najpierw myślałam, że żartuje, ale z każdym dniem jego podejrzenia stawały się coraz bardziej poważne. W końcu przestał do mnie mówić, spał na kanapie, a ja płakałam po nocach, nie wiedząc, co robić.
Moja mama, pani Halina, próbowała mnie pocieszać. — Dziecko, nie przejmuj się. Oskar się opamięta. To stres, praca, wszystko się na niego zwaliło. Ale ja widziałam w jej oczach niepokój. Nawet ona zaczęła się zastanawiać, czy coś jest na rzeczy. W naszej rodzinie plotki rozchodzą się szybciej niż prąd po kablu. Już po kilku dniach ciotka Basia zadzwoniła z pytaniem, czy wszystko u nas w porządku, bo „coś słyszała od sąsiadki”.
Najgorsze było to, że Oskar nie chciał nawet spojrzeć na Antosia. Unikał go, jakby był obcy. Kiedy próbowałam mu podać synka, odsuwał się, jakby parzył go w ręce. Bolało mnie to bardziej niż cokolwiek innego. Przecież to jego dziecko! Nasze dziecko!
W końcu nie wytrzymałam. — Jeśli nie wierzysz, zróbmy test DNA! — wykrzyczałam mu prosto w twarz, kiedy kolejny raz wrócił do domu i nawet nie zapytał, jak się czuję. — Skoro uważasz, że cię zdradziłam, to udowodnię ci, że się mylisz!
Oskar spojrzał na mnie z pogardą. — Dobrze. Zróbmy test. Ale jeśli okaże się, że to nie moje dziecko, możesz się pakować.
Zgodziłam się bez wahania. W głębi duszy wiedziałam, że nie mam nic do ukrycia. Ale bolało mnie, że muszę udowadniać własnemu partnerowi, że jestem mu wierna. Zebraliśmy próbki, pojechaliśmy do laboratorium. Czekałam na wyniki jak na wyrok. Każdy dzień był torturą. Oskar nie odzywał się do mnie, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Nawet moja przyjaciółka, Ania, zaczęła mnie unikać, bo „nie chce się mieszać w rodzinne sprawy”.
W końcu przyszły wyniki. Trzymałam kopertę w rękach, serce waliło mi jak młot. Ale wtedy przyszła mi do głowy myśl: nie będę czytać tego sama. Skoro Oskar tak bardzo nie wierzy, niech cała rodzina się dowie, jak bardzo się mylił. Postanowiłam, że ogłoszę wyniki podczas rodzinnego grilla, który od dawna planowaliśmy. Wiedziałam, że będą tam wszyscy: mama, tata, ciotki, wujkowie, kuzyni. Wszyscy, którzy przez ostatnie tygodnie patrzyli na mnie z ukosa.
Dzień grilla nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Pogoda była piękna, słońce świeciło, dzieci biegały po ogrodzie, a dorośli rozmawiali przy stole. Oskar siedział z boku, z ponurą miną, nie odzywał się do nikogo. W pewnym momencie wstałam, trzymając w ręku kopertę. — Przepraszam, że przerywam, ale chciałabym coś powiedzieć — zaczęłam, a głos mi drżał. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. — Oskar od kilku tygodni oskarża mnie o zdradę i twierdzi, że Antoś nie jest jego synem. Zrobiliśmy test DNA. Mam tutaj wyniki.
W ogrodzie zapadła cisza. Nawet dzieci przestały się bawić. Oskar patrzył na mnie z niedowierzaniem. — Marta, co ty robisz? — syknął przez zęby. — Chcesz mnie upokorzyć?
— Chcę tylko prawdy — odpowiedziałam spokojnie, choć w środku cała się trzęsłam. — Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, jak bardzo się mylisz.
Otworzyłam kopertę i przeczytałam na głos: — Wynik testu DNA: Oskar Nowak jest biologicznym ojcem Antoniego Nowaka z prawdopodobieństwem 99,99%.
Przez chwilę nikt się nie odezwał. Potem mama podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Ciotka Basia zaczęła płakać. Oskar stał jak wryty, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu podszedł do mnie, spojrzał mi w oczy i wyszeptał: — Przepraszam… Ja… nie wiem, co mi odbiło. Przepraszam, Marta.
Nie odpowiedziałam. Po prostu odwróciłam się i poszłam do domu, zostawiając wszystkich w szoku. Wiedziałam, że już nigdy nie będę mogła mu zaufać tak jak kiedyś. Może wybaczę, ale zapomnieć się nie da.
Czasem zastanawiam się, jak łatwo można zniszczyć coś pięknego przez brak zaufania. Czy naprawdę warto było aż tak ranić drugą osobę? Czy wy, na moim miejscu, potrafilibyście wybaczyć?