Niewidzialna matka: Jak weekend u syna w Warszawie zmienił moje życie
– Mamo, możesz jeszcze przetrzeć blat? – usłyszałam zza pleców głos mojej synowej, Magdy, zanim zdążyłam zdjąć płaszcz. Stałam w progu mieszkania na warszawskim Mokotowie, z walizką w jednej ręce i torbą z domowym sernikiem w drugiej. W powietrzu unosił się zapach kawy, ale nie było w nim ciepła, którego się spodziewałam.
Mój syn, Michał, nawet nie podszedł się przywitać. Siedział przy komputerze, wpatrzony w ekran, jakby świat poza nim nie istniał. – Cześć, mamo – rzucił bez odrywania wzroku od monitora. Magda już krzątała się po kuchni, wyjmując naczynia ze zmywarki. – Dobrze, że jesteś, bo nie miałam kiedy ogarnąć mieszkania – dodała, nawet na mnie nie patrząc.
Przez chwilę stałam jak wryta. Przecież przyjechałam tu odpocząć, spędzić czas z rodziną. Ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Magda podała mi ścierkę i wskazała blat. – Michał, pomóż mamie z walizką! – zawołała. Syn westchnął ciężko i bez słowa przeniósł moją torbę do pokoju gościnnego.
Zaczęłam wycierać blat, próbując nie myśleć o tym, jak bardzo czuję się nie na miejscu. Kiedyś Michał biegł do mnie z otwartymi ramionami, a teraz… Teraz byłam tu tylko po to, żeby pomóc. Nawet nie zapytali, jak minęła podróż.
Wieczorem usiedliśmy do kolacji. Magda rozmawiała przez telefon z koleżanką, śmiejąc się głośno i rzucając mi krótkie spojrzenia. Michał jadł w milczeniu, co chwilę sprawdzając powiadomienia na telefonie. Próbowałam zagaić rozmowę:
– Michałku, pamiętasz jak jeździliśmy nad Zegrze? Może w weekend byśmy pojechali razem?
– Mamo, ja mam dużo pracy – odpowiedział chłodno. – Może innym razem.
Poczułam ukłucie w sercu. Przecież zawsze byłam dla niego. Zawsze starałam się być najlepszą matką. Po kolacji sama zebrałam talerze i zaczęłam zmywać. Magda przeszła obok mnie i rzuciła:
– Dobrze, że jesteś, bo ja już nie mam siły na te domowe obowiązki.
Nie odpowiedziałam. W nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam na kanapie w pokoju gościnnym i słyszałam przez cienką ścianę ich rozmowy. – Twoja mama mogłaby częściej przyjeżdżać, zawsze jest porządek – śmiała się Magda. Michał tylko mruknął coś pod nosem.
Rano obudziłam się wcześnie i postanowiłam zrobić im śniadanie. Usmażyłam jajecznicę taką, jaką Michał lubił jako dziecko. Kiedy weszli do kuchni, nawet nie spojrzeli na stół.
– Magda, masz ochotę na kawę? – zapytałam.
– Nie mam czasu, spieszę się do pracy – odpowiedziała sucho.
Michał zabrał kanapkę i wyszedł bez słowa.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Przez okno patrzyłam na szare ulice Warszawy i czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Zaczęłam sprzątać łazienkę – może wtedy poczuję się potrzebna?
Po południu zadzwoniła moja przyjaciółka Basia.
– I jak tam u Michała? Odpoczywasz?
Zacisnęłam usta.
– Basia… Ja tu chyba jestem tylko od sprzątania.
– Nie przesadzaj! Może są zabiegani?
Ale ja wiedziałam swoje. Widziałam ich spojrzenia, słyszałam ton głosu. Byłam dla nich niewidzialna – chyba tylko wtedy istniałam naprawdę, gdy miałam coś zrobić.
Wieczorem usiedliśmy razem przed telewizorem. Próbowałam opowiedzieć o swoim życiu – o tym, że czuję się samotna odkąd tata Michała odszedł kilka lat temu.
– Mamo, nie dramatyzuj – przerwał mi syn. – Każdy ma swoje życie.
Magda spojrzała na mnie z lekkim politowaniem.
– Może powinnaś znaleźć sobie jakieś hobby? Albo psa?
Poczułam łzy napływające do oczu. Wstałam i wyszłam na balkon, żeby nikt nie widział mojej słabości.
Wróciłam do domu dzień wcześniej niż planowałam. Michał nawet nie zapytał dlaczego.
W pociągu do Radomia patrzyłam przez okno na mijające pola i zastanawiałam się: gdzie popełniłam błąd? Czy za bardzo go kochałam? Czy za mało wymagałam? Czy to ja jestem winna temu, że dziś jestem dla niego niewidzialna?
Dziś piszę tę historię z nadzieją, że ktoś mnie zrozumie. Że może nie jestem jedyna. Może ktoś powie mi: „Nie jesteś sama”.
Czy naprawdę matczyna miłość może być tak niezauważalna? Czy to ja zrobiłam coś źle… czy po prostu świat się zmienił?