Nieproszony gość: Wieczór, który rozdarł moją rodzinę

– Znowu on? – pomyślałam, gdy tylko otworzyłam drzwi do mieszkania Pawła i zobaczyłam Bartka siedzącego przy stole. W powietrzu unosił się zapach pieczonego kurczaka, ale atmosfera była ciężka jak nigdy. Paweł, mój starszy brat, spojrzał na mnie z wymuszonym uśmiechem.

– Cześć, Anka. Dobrze, że jesteś – powiedział, ale jego głos drżał. Bartek nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.

Usiadłam naprzeciwko nich, czując jak napięcie rośnie z każdą minutą. Próbowałam sobie wmówić, że to będzie zwykły rodzinny wieczór, ale wiedziałam, że odkąd Bartek pojawił się w życiu Pawła, nic nie było już takie samo. Bartek był typem człowieka, który zawsze musiał mieć rację, a jego obecność dzieliła naszą rodzinę na pół.

– Może wino? – zaproponował Paweł, nalewając sobie za dużo do kieliszka. – Anka?

– Nie, dzięki – odpowiedziałam. – Wiesz, że nie piję od tamtej sytuacji.

Bartek parsknął śmiechem.

– Oczywiście, bo Anka zawsze musi być tą odpowiedzialną – rzucił z przekąsem.

Zacisnęłam dłonie na kolanach. Przypomniałam sobie tamten wieczór sprzed dwóch lat, kiedy Bartek po pijaku rozbił samochód Pawła. Wszyscy udawali, że nic się nie stało, tylko ja próbowałam postawić sprawę jasno. Od tamtej pory byłam czarną owcą.

Kolacja ciągnęła się w nieskończoność. Paweł próbował rozmawiać o pracy, o planach na wakacje, ale Bartek co chwilę wbijał mi szpilki.

– A ty, Anka? Nadal pracujesz w tej nudnej bibliotece? – zapytał z fałszywym zainteresowaniem.

– Tak – odpowiedziałam krótko. – Lubię swoją pracę.

– No tak, ktoś musi być nudny w tej rodzinie – mruknął Bartek.

Paweł spojrzał na mnie przepraszająco, ale nic nie powiedział. Wtedy poczułam, jak coś we mnie pęka.

– Może przestaniesz w końcu mnie prowokować? – wyrzuciłam z siebie. – Przyszedłeś tu tylko po to?

Bartek wzruszył ramionami.

– Po prostu mówię, co myślę. Ty zawsze wszystko bierzesz do siebie.

– Bo nie potrafisz inaczej! – podniosłam głos. – Od lat rozwalasz naszą rodzinę i udajesz, że to nie twoja wina!

Zapadła cisza. Paweł spuścił głowę.

– Anka…

– Nie! – przerwałam mu. – Mam już dość milczenia. Pamiętasz tamten wypadek? Wszyscy udawaliście, że nic się nie stało. Tylko ja musiałam sprzątać ten bałagan!

Bartek spojrzał na mnie z pogardą.

– To był tylko samochód. Przesadzasz.

– To był samochód taty! – krzyknęłam. – A ty nawet nie przeprosiłeś!

Paweł wstał gwałtownie od stołu.

– Dość! – wrzasnął. – Przestańcie! To miała być spokojna kolacja!

Spojrzałam na niego z wyrzutem.

– Spokojna? Jak długo jeszcze będziesz zamiatać wszystko pod dywan? Ile razy jeszcze pozwolisz Bartkowi rządzić twoim życiem?

Paweł zacisnął pięści.

– On jest moim przyjacielem!

– A ja twoją siostrą! – łzy napłynęły mi do oczu. – Ale nigdy nie stanąłeś po mojej stronie.

Bartek wstał i zaczął zbierać swoje rzeczy.

– Wiesz co, Paweł? Może lepiej zostawię was samych. Widzę, że tu jestem niechciany.

– Może w końcu zrozumiałeś – rzuciłam przez łzy.

Bartek wyszedł trzaskając drzwiami. Zostaliśmy z Pawłem sami w dusznej ciszy. On patrzył na mnie z wyrzutem i smutkiem jednocześnie.

– Dlaczego musisz wszystko komplikować? – zapytał cicho.

– Bo ktoś musi powiedzieć prawdę – odpowiedziałam drżącym głosem. – Ile jeszcze będziemy udawać?

Paweł usiadł z powrotem i ukrył twarz w dłoniach.

– Nie wiem… Po prostu nie chcę być sam.

Poczułam ukłucie żalu. Wiedziałam, że Paweł zawsze bał się samotności od śmierci mamy. Bartek był dla niego jak brat, ale dla mnie był tylko źródłem bólu i konfliktów.

– Masz mnie – powiedziałam cicho. – Ale nie mogę dłużej milczeć.

Siedzieliśmy tak długo w milczeniu. W końcu wstałam i podeszłam do drzwi.

– Muszę już iść – powiedziałam. – Ale pamiętaj: czasem trzeba wybrać między lojalnością a prawdą.

Wyszłam na klatkę schodową i poczułam ulgę pomieszaną ze strachem. Wiedziałam, że ta noc wszystko zmieniła. Może straciłam brata na jakiś czas, ale przynajmniej odzyskałam siebie.

Czy naprawdę warto było tyle lat milczeć dla pozornego spokoju? Czy rodzina to tylko krew, czy też odwaga mówienia tego, co boli najbardziej?