Nie jestem tylko babcią – historia o granicach i własnych marzeniach

– Mamo, możesz dziś zostać z Hanią? – głos Magdy drżał od zmęczenia, a w słuchawce słyszałam cichy płacz mojej wnuczki. Była środa, ósma rano, a ja już miałam zaplanowany dzień: spotkanie z przyjaciółką w kawiarni, później joga i wreszcie wieczór z książką, na którą czekałam od tygodni. Przez chwilę zawahałam się, bo przecież jestem matką i babcią – czy mogę odmówić? Ale w moim głosie zabrzmiała stanowczość, której sama się nie spodziewałam:

– Magda, dziś nie mogę. Mam swoje plany.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Wiedziałam, że ją zraniłam. Przez ostatnie dwa lata byłam dla nich wszystkim: opiekunką, kucharką, sprzątaczką, pielęgniarką. Kiedy Hania się urodziła, rzuciłam się w wir pomocy. Pamiętam pierwsze dni po porodzie – Magda była wykończona, jej mąż pracował do późna, a ja gotowałam zupy, prasowałam maleńkie ubranka i czuwałam przy łóżeczku wnuczki. Nie spałam po nocach, bo Hania miała kolki i tylko u mnie zasypiała spokojnie. Wydawało mi się wtedy, że tak trzeba – przecież sama pamiętam, jak bardzo potrzebowałam wsparcia, gdy Magda była mała.

Ale z czasem ta pomoc stała się obowiązkiem. Zamiast cieszyć się emeryturą, zaczęłam żyć według grafiku córki. Każdy dzień podporządkowany był potrzebom młodej rodziny: zakupy, gotowanie, spacery z wózkiem, odbieranie leków z apteki. Nawet moje spotkania z przyjaciółkami musiałam przekładać, bo „coś wypadło”.

Pewnego dnia obudziłam się i poczułam się… pusta. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam kobietę zmęczoną, z podkrążonymi oczami, której życie kręci się wokół innych. Gdzie podziały się moje marzenia? Przecież zawsze chciałam nauczyć się malować akwarelami, podróżować po Polsce pociągiem, chodzić na koncerty. Zamiast tego siedziałam w kuchni i kroiłam marchewkę na przeciery.

Pamiętam tamten wieczór szczególnie wyraźnie. Siedzieliśmy wszyscy przy stole: ja, Magda, jej mąż Tomek i mała Hania bawiąca się klockami na dywanie. Magda spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem:

– Mamo, nie wiem co byśmy bez ciebie zrobili… Ale czasem mam wrażenie, że jesteś bardziej mamą Hani niż ja.

Zatkało mnie. Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Czy naprawdę tak to wyglądało? Czy moja pomoc była aż tak przytłaczająca? Wtedy Tomek dodał:

– Może powinniśmy poszukać niani na kilka godzin w tygodniu?

Magda spojrzała na niego z wyrzutem:

– Ale przecież mama zawsze jest…

Wtedy poczułam coś dziwnego – ulgę i smutek jednocześnie. Może rzeczywiście powinnam dać im więcej przestrzeni? Może powinnam dać ją też sobie?

Następnego dnia zadzwoniła do mnie przyjaciółka Ela:

– Anka, kiedy ostatnio byłaś na wystawie? Pamiętasz jak mówiłaś o tych akwarelach? Zapisałam nas na warsztaty!

Poczułam dreszcz ekscytacji i… strachu. Jak powiedzieć Magdzie, że nie będę już zawsze dostępna? Że chcę mieć swoje życie?

W końcu zebrałam się na odwagę. Usiadłyśmy z Magdą przy kawie.

– Magda – zaczęłam niepewnie – bardzo was kocham i chcę pomagać. Ale czuję się zmęczona. Chciałabym mieć czas dla siebie…

Magda spuściła wzrok.

– Myślałam, że chcesz być częścią naszego życia…

– Chcę! – przerwałam jej – Ale nie mogę być tylko babcią i gospodynią. Mam swoje marzenia. Chcę spróbować czegoś nowego.

Widziałam łzy w jej oczach. Przez chwilę milczałyśmy.

– Przepraszam mamo… Chyba za bardzo się przyzwyczaiłam do twojej pomocy.

Przytuliłyśmy się długo. Wiedziałam jednak, że to nie koniec rozmowy.

Od tamtej pory próbuję stawiać granice. Nie zawsze jest łatwo – czasem czuję wyrzuty sumienia, gdy odmawiam opieki nad Hanią. Czasem Magda patrzy na mnie z żalem albo dzwoni z pretensją: „Mamo, przecież obiecałaś…”. Ale coraz częściej słyszę też od niej: „Dziękuję ci za wszystko” albo „Cieszę się, że masz swoje pasje”.

Nauczyłam się mówić „nie” bez poczucia winy. Zaczęłam malować akwarele – pierwsze prace są nieporadne, ale dają mi radość. Pojechałam z Elą do Krakowa na weekend – pierwszy raz od lat podróżowałam bez rodziny! Poznałam nowych ludzi na warsztatach jogi.

Czasem patrzę na Hanię i myślę: chcę być dla niej inspiracją – pokazać jej, że kobieta może mieć własne życie nawet będąc babcią. Że warto walczyć o swoje marzenia.

Czy jestem egoistką? Czy każda matka i babcia musi poświęcać siebie dla innych? A może właśnie pokazując dzieciom własną siłę i pasje uczymy je najważniejszego?

Czasem nocą leżę i zastanawiam się: czy dobrze zrobiłam? Czy można być dobrą matką i babcią nie rezygnując z siebie? Może każda z nas musi znaleźć własną odpowiedź…