Moja teściowa niszczy moje małżeństwo, a mąż mi nie wierzy: Historia jednej Magdy z Poznania

— Magda, czy ty naprawdę musisz tak głośno trzaskać tymi garnkami? — głos teściowej przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy zlewie, zmywając talerze po niedzielnym obiedzie, który sama przygotowałam. Adam siedział w salonie, zapatrzony w telewizor, jakby nie słyszał ani słowa.

— Przepraszam, nie chciałam — odpowiedziałam cicho, czując jak łzy napływają mi do oczu. To był kolejny raz, kiedy czułam się jak obca we własnym domu. Od dnia ślubu minęły trzy miesiące, a ja coraz częściej zadawałam sobie pytanie, czy to była dobra decyzja.

Moja teściowa, pani Halina, od początku dawała mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna. „Adam zawsze lubił porządek, a ty zostawiasz wszędzie swoje rzeczy” — powtarzała przy każdej okazji. Nawet kiedy starałam się być idealna, zawsze znalazła coś, co mogła mi wytknąć. Adam? On tylko wzruszał ramionami.

— Kochanie, mama jest po prostu zmęczona. Nie przejmuj się — mówił wieczorami, kiedy próbowałam mu opowiedzieć o swoich uczuciach. Ale jak się nie przejmować, kiedy codziennie słyszę, że robię wszystko źle?

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę za drzwiami kuchni. Pani Halina szeptała do Adama:

— Widzisz? Ona nawet nie potrafi ugotować rosołu tak jak ja. Po co ci taka żona?

Serce mi zamarło. Usłyszałam tylko cichy pomruk Adama i kroki oddalające się w stronę salonu. Tego wieczoru długo płakałam w łazience, żeby nikt nie słyszał.

Z czasem zaczęłam unikać wspólnych posiłków. Wychodziłam wcześniej do pracy i wracałam późno. W pracy przynajmniej nikt mnie nie oceniał na każdym kroku. Moja koleżanka z biura, Kasia, zauważyła zmianę:

— Magda, co się dzieje? Wyglądasz na przygnębioną.

Nie chciałam się zwierzać, ale w końcu pękłam. Opowiedziałam jej wszystko. Kasia pokiwała głową:

— Musisz z nim porozmawiać. Albo się wyprowadzicie na swoje, albo to cię zniszczy.

Wieczorem zebrałam się na odwagę.

— Adam, musimy pogadać — zaczęłam niepewnie.

— O co znowu chodzi? — westchnął zmęczony.

— Nie mogę tak żyć. Twoja mama traktuje mnie jak służącą i ciągle krytykuje. Czuję się tu obco. Proszę cię, porozmawiaj z nią albo pomyślmy o własnym mieszkaniu.

Adam spojrzał na mnie z irytacją:

— Przesadzasz! Mama jest starsza, trzeba jej pomóc. Ty po prostu jesteś przewrażliwiona.

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się w sufit i zastanawiałam się, czy naprawdę jestem przewrażliwiona. Może to ze mną jest coś nie tak?

Następnego dnia teściowa znalazła pretekst do kolejnej awantury:

— Magda! Dlaczego twoje buty stoją w przedpokoju? U nas zawsze był porządek!

— Przepraszam — odpowiedziałam automatycznie, ale w środku czułam narastającą złość.

W weekend odwiedziła nas moja mama. Od razu wyczuła napiętą atmosferę.

— Córeczko, co się dzieje? — zapytała cicho w kuchni.

— Mamo… ja już nie mam siły — wyszeptałam i rozpłakałam się na jej ramieniu.

Moja mama próbowała rozmawiać z Adamem:

— Adamie, Magda jest nieszczęśliwa. Może powinniście zamieszkać sami?

Adam tylko wzruszył ramionami:

— Przesadzacie obie. Mama jest starsza i potrzebuje pomocy.

Czułam się coraz bardziej samotna. Nawet własny mąż mnie nie rozumiał. Zaczęłam unikać domu, spędzałam godziny na spacerach po Cytadeli albo siedząc w kawiarni przy Starym Rynku. Tam mogłam choć na chwilę zapomnieć o tym wszystkim.

Pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu i usłyszałam rozmowę teściowej przez telefon:

— Ona długo tu nie wytrzyma. Adam jest za dobry dla niej… Ja jej tu nie chcę!

To był moment przełomowy. Poczułam w sobie gniew i determinację.

Wieczorem spakowałam kilka rzeczy i napisałam Adamowi wiadomość: „Muszę odpocząć od tego wszystkiego. Jestem u mamy.” Nie odpisał przez dwa dni.

W końcu zadzwonił:

— Magda… wrócisz?

— Adamie, kocham cię, ale nie mogę wrócić do tego domu, dopóki nic się nie zmieni — powiedziałam drżącym głosem.

Milczał długo.

— Porozmawiam z mamą… Proszę, daj mi czas.

Minęły trzy tygodnie. Adam odwiedził mnie kilka razy u mojej mamy. Był inny — cichszy, zamyślony. W końcu powiedział:

— Wynajmijmy mieszkanie. Chcę spróbować jeszcze raz… tylko we dwoje.

Zgodziłam się, ale wiedziałam, że to dopiero początek walki o naszą przyszłość.

Czasem zastanawiam się: czy naprawdę można odbudować zaufanie po tylu ranach? Czy miłość wystarczy, by pokonać rodzinne konflikty? Co wy byście zrobili na moim miejscu?