Matka postanowiła poślubić młodzieńca. Ukryłam jej dokumenty – bez wyrzutów sumienia
– Zuzka, nie rozumiesz, to jest prawdziwa miłość! – krzyknęła mama, a jej głos odbił się echem od ścian naszego małego mieszkania na warszawskim Ursynowie. Stała przede mną z rozczochranymi włosami, w tej samej bluzce, w której wróciła z pracy. W oczach miała błysk, którego nie widziałam od lat.
Patrzyłam na nią i czułam, jak narasta we mnie złość. Miała czterdzieści dwa lata, a zachowywała się jak nastolatka. Od kiedy poznała tego chłopaka – Michała – wszystko się zmieniło. On miał dwadzieścia cztery lata. Dwadzieścia cztery! Był ode mnie tylko trzy lata starszy. Nie mogłam tego pojąć.
– Mamo, on jest ode mnie niewiele starszy! – wyrzuciłam z siebie, próbując powstrzymać łzy. – Co ty sobie wyobrażasz? Że on cię kocha? Że będzie z tobą szczęśliwy?
Mama spojrzała na mnie z wyrzutem. – Zuzia, nie masz prawa mnie oceniać. Całe życie poświęciłam dla ciebie. Teraz chcę być szczęśliwa.
Pamiętam, jakby to było wczoraj: miałam siedem lat, kiedy pierwszy raz zobaczyłam mamę płaczącą w kuchni. Ojciec odszedł zaraz po moim narodzeniu, zostawiając ją samą z niemowlakiem i stertą rachunków. Przez lata była tylko ona i ja – i babcia z dziadkiem, którzy pomogli nam przetrwać najgorsze chwile. Mama skończyła technikum wieczorowo, pracowała jako księgowa w małej firmie budowlanej. Nigdy nie miała czasu na randki czy przyjaciółki. Wszystko dla mnie.
A teraz… Teraz chciała wywrócić nasze życie do góry nogami przez jakiegoś chłopaka poznanego na kursie tańca.
Przez kilka tygodni próbowałam ją przekonać, że to szaleństwo. Michał był miły, przystojny i… zupełnie nie pasował do naszej rodziny. Kiedy przychodził do nas na kolacje, czułam się jak piąte koło u wozu. Rozmawiali o podróżach, planowali wspólne wakacje w Grecji, śmiali się z żartów, których nie rozumiałam.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez drzwi do sypialni:
– Ewa, nie przejmuj się tym, co mówi Zuzka. Ona jest dorosła, poradzi sobie.
– Ale to moja córka…
– Kocham cię. Chcę być z tobą.
Wtedy poczułam pierwszy raz prawdziwy strach. Bałam się, że mama naprawdę go poślubi i zostawi mnie samą. Że już nie będziemy rodziną.
Kilka dni później mama oznajmiła mi przy śniadaniu:
– Michał mi się oświadczył. Zgodziłam się.
Zamarłam. Chciałam krzyczeć, płakać, błagać ją, żeby tego nie robiła. Ale tylko skinęłam głową i wyszłam z domu.
Przez cały dzień chodziłam jak struta. W pracy nie mogłam się skupić, koleżanka zapytała nawet, czy wszystko w porządku. Wieczorem wróciłam do pustego mieszkania – mama była u Michała.
Wtedy podjęłam decyzję.
Wiedziałam, gdzie mama trzyma dokumenty – dowód osobisty, paszport, akt urodzenia. Schowała je w starej puszce po herbacie na dnie szafy w sypialni. Kiedy spała, wyjęłam puszkę i schowałam dokumenty w swoim pokoju pod materacem.
Nie miałam wyrzutów sumienia. Byłam przekonana, że robię to dla jej dobra.
Następnego dnia mama zaczęła szukać dokumentów.
– Zuzka, widziałaś mój dowód? Muszę załatwić formalności ślubne.
Udawałam zdziwienie:
– Nie widziałam, mamo. Może gdzieś zapodziałaś?
Przez kilka dni atmosfera była napięta jak struna. Mama przeszukiwała całe mieszkanie, dzwoniła do babci i dziadka, pytała nawet sąsiadkę z naprzeciwka. Michał zaczął przychodzić coraz rzadziej – chyba czuł się niezręcznie.
W końcu mama usiadła naprzeciwko mnie przy kuchennym stole i spojrzała mi prosto w oczy:
– Zuzanna, czy ty coś przede mną ukrywasz?
Zacisnęłam pięści pod stołem.
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Jesteś moją córką. Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny.
Wtedy pękłam.
– Mamo! On cię wykorzystuje! Jesteś dla niego tylko przelotną przygodą! Nie mogę pozwolić ci popełnić tego błędu!
Mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
– Myślisz, że jestem taka głupia? Że nie wiem, co robię? Całe życie byłam sama… Chcę być kochana!
Wybiegłam z domu i długo chodziłam po mieście bez celu. Czułam się winna i jednocześnie wściekła na mamę za to, że postawiła mnie w takiej sytuacji.
Wieczorem wróciłam do domu i zobaczyłam ją siedzącą na kanapie z pustym wzrokiem.
– Oddaj mi dokumenty – powiedziała cicho.
Wyjęłam je spod materaca i położyłam na stole.
– Przepraszam – wyszeptałam.
Mama milczała przez długą chwilę.
– Nie wiem już, czy bardziej boli mnie twoja zdrada czy samotność – powiedziała w końcu i poszła do swojego pokoju.
Przez następne dni prawie ze sobą nie rozmawiałyśmy. Michał przestał przychodzić. Mama zamknęła się w sobie – chodziła do pracy i wracała prosto do domu. Ja też czułam się okropnie – wiedziałam, że zraniłam ją bardziej niż ktokolwiek inny.
Po tygodniu usiadłyśmy razem przy stole.
– Mamo…
– Zuzia…
Obie zaczęłyśmy mówić jednocześnie i obie się rozpłakałyśmy.
– Przepraszam cię – powiedziałam przez łzy. – Bałam się cię stracić.
Mama objęła mnie mocno.
– Ja też się bałam… Ale nie możesz żyć moim życiem za mnie.
Nie wiem, czy kiedykolwiek sobie wybaczę to, co zrobiłam. Może czasem trzeba pozwolić bliskim popełniać własne błędy? Czy miłość naprawdę usprawiedliwia wszystko? Ciekawa jestem, co wy byście zrobili na moim miejscu…