Kiedy weekend staje się koszmarem: Moja walka o własny czas w domu teściów

Już w piątek po południu, kiedy pakuję torbę dla siebie i dzieci, czuję, jak w żołądku zaciska się lodowaty węzeł. „Znowu ten weekend u teściów”, myślę, patrząc na męża, który z entuzjazmem wrzuca do bagażnika słoiki z ogórkami i domowe ciasto od mojej mamy. On zawsze powtarza, że to tylko dwa dni, że mama z tatą się cieszą, że nas widzą. Ale dla mnie to nie są dwa dni odpoczynku – to dwa dni, podczas których muszę być kimś innym niż jestem naprawdę.

Już od progu domu teściów wita nas zapach smażonego schabu i krzykliwy głos teściowej: „No wreszcie jesteście! Szybko, zdejmujcie buty, bo zaraz obiad!”. Dzieci biegną do salonu, a ja czuję, jak na moich barkach ląduje niewidzialny plecak pełen oczekiwań. Teściowa, pani Halina, od razu zaczyna wydawać polecenia: „Kasia, pomóż mi z ziemniakami, a potem trzeba jeszcze wyprasować obrus na niedzielę. I pamiętaj, żeby nie zapomnieć o podlewaniu kwiatów na tarasie, bo ostatnio coś marnie wyglądają”.

Mój mąż, Tomek, w tym czasie rozsiada się z ojcem w fotelu, rozmawiają o polityce i piłce nożnej, popijając piwo. Próbuję nie czuć żalu, ale kiedy słyszę, jak teściowa mówi: „No, mężczyźni mają ciężki tydzień w pracy, niech odpoczną”, mam ochotę krzyczeć. Ja też pracuję. Ja też jestem zmęczona. Ale tu, w tym domu, moje zmęczenie nie istnieje.

W kuchni, podczas obierania ziemniaków, teściowa zaczyna swoje: „Wiesz, Kasia, kiedy ja byłam młoda, to wszystko robiłam sama. Dzieci, dom, praca, a jeszcze teściowa była chora. Teraz młode to tylko narzekają, że nie mają czasu. A przecież dom to podstawa. Jak się nie zadba, to wszystko się rozleci”. Czuję, jak w gardle rośnie mi gula. Próbuję się uśmiechnąć, ale w środku wszystko się we mnie buntuje. Chciałabym powiedzieć: „Mamo, ja też mam prawo do odpoczynku”, ale wiem, że to wywołałoby burzę.

Po obiedzie dzieci chcą iść na plac zabaw. Teściowa patrzy na mnie z wyrzutem: „No, Kasia, zabierz je, bo ja muszę jeszcze zrobić ciasto na jutro. Tomek, może byś pomógł żonie?” – rzuca w stronę syna, ale on tylko macha ręką: „Mamo, ja zaraz, tylko dokończę mecz”. Idę więc z dziećmi, choć marzę, żeby po prostu usiąść z książką na kanapie. Na placu zabaw spotykam sąsiadkę teściów, panią Grażynę, która od razu zaczyna wypytywać: „A co tam u was? Tomek dalej w tej samej firmie? A ty, Kasiu, to chyba masz dobrze, że teściowa pomaga, co?”. Uśmiecham się sztucznie, bo nie mam siły tłumaczyć, że ta „pomoc” to raczej kolejny obowiązek.

Wieczorem, kiedy dzieci już śpią, próbuję porozmawiać z Tomkiem. „Słuchaj, ja naprawdę nie daję rady. Każdy weekend tutaj to dla mnie koszmar. Nie mogę nawet na chwilę odpocząć, bo ciągle coś trzeba robić. Twoja mama nie rozumie, że ja też jestem zmęczona”. Tomek patrzy na mnie zaskoczony: „Ale przecież mama cię lubi. Po prostu chce, żebyś się czuła jak w domu. A poza tym, to tylko dwa dni. Przesadzasz”.

Czuję, jak łzy napływają mi do oczu. „Nie przesadzam. Ja się tu duszę. Nie mogę nawet powiedzieć, że czegoś nie chcę, bo od razu czuję się winna. Zawsze jest jakaś lista zadań, a jak próbuję odmówić, to twoja mama patrzy na mnie tak, jakbym była leniwa albo niewdzięczna”.

Tomek wzdycha: „No to powiedz jej wprost. Ja nie chcę się wtrącać, bo to sprawa między wami. Ale może po prostu powiedz, że potrzebujesz odpoczynku”.

Następnego dnia próbuję zebrać się na odwagę. Kiedy teściowa znów zaczyna: „Kasia, trzeba jeszcze umyć okna w pokoju dzieci”, biorę głęboki oddech. „Mamo, ja dzisiaj chciałabym po prostu trochę odpocząć. Jestem bardzo zmęczona po całym tygodniu”.

Teściowa patrzy na mnie zaskoczona, a potem jej twarz twardnieje. „Zmęczona? A kto nie jest zmęczony? Ja też bym chciała odpocząć, ale ktoś musi zadbać o dom. Jak nie ty, to kto? Tomek przecież nie będzie mył okien”.

Czuję, jak cała krew odpływa mi z twarzy. „Ale ja naprawdę nie mam już siły. Chciałabym po prostu posiedzieć z książką albo pójść na spacer sama”.

Teściowa wzrusza ramionami: „No widzisz, Grażyna miała rację, młode teraz tylko by odpoczywały. Nie wiem, jak wy sobie poradzicie, jak ja już nie będę mogła wam pomagać”.

Wychodzę z kuchni, czując się jak najgorsza synowa na świecie. W salonie Tomek nawet nie podnosi wzroku znad telefonu. Dzieci bawią się klockami, a ja mam ochotę wyjść z domu i nigdy nie wracać.

Wieczorem, kiedy wracamy do domu, jestem wykończona psychicznie. Tomek pyta: „To co, za tydzień znowu jedziemy?”. Patrzę na niego i nie wiem, co powiedzieć. „Nie wiem, Tomek. Chyba musimy coś zmienić. Ja już tak dłużej nie dam rady”.

Czuję, że stoję na rozdrożu. Z jednej strony lojalność wobec rodziny, z drugiej – moje własne potrzeby, które zawsze są na końcu listy. Czy mam prawo walczyć o siebie, nawet jeśli oznacza to konflikt z teściową i niezrozumienie ze strony męża? Czy w polskich rodzinach kobieta zawsze musi być tą, która poświęca się dla innych?

Może to czas, żeby w końcu postawić granice i zawalczyć o siebie. Ale czy znajdę w sobie tyle siły? Czy ktoś mnie zrozumie? Czy tylko ja czuję się tak samotna wśród ludzi, którzy powinni być mi najbliżsi?