Kiedy miłość staje się zdradą: Historia matki z Krakowa, która straciła wszystko przez własnego syna

— Mamo, podpisz tu jeszcze. To tylko formalność — powiedział Paweł, podsuwając mi kolejną kartkę. Jego głos był spokojny, ale w oczach widziałam niecierpliwość. Siedzieliśmy w kuchni mojego mieszkania na osiedlu w Krakowie, gdzie spędziłam całe swoje dorosłe życie. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy i cichego napięcia, które narastało od miesięcy.

Podpisałam. Zawsze mu ufałam. Był moim jedynym dzieckiem, moją dumą i radością. Po śmierci męża to on był moim sensem życia. Oddałam mu wszystko — czas, energię, marzenia. Kiedy poprosił mnie o przepisanie mieszkania, tłumacząc, że to dla bezpieczeństwa, żebym nie musiała się martwić formalnościami na starość, nie miałam wątpliwości. Przecież rodzina jest najważniejsza.

— Dziękuję, mamo — powiedział wtedy i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się przez łzy wzruszenia. Nie wiedziałam jeszcze, że właśnie podpisałam na siebie wyrok.

Kilka tygodni później wszystko się zmieniło. Paweł coraz rzadziej do mnie dzwonił. Kiedy próbowałam się z nim skontaktować, odbierała jego żona, Marta. — Paweł jest zajęty — powtarzała chłodno. Czułam się coraz bardziej niepotrzebna.

Pewnego dnia wróciłam z zakupów i zastałam w skrzynce list polecony. Otworzyłam go drżącymi rękami. „Wypowiedzenie umowy najmu lokalu” — przeczytałam na głos. Przez chwilę nie rozumiałam, co to znaczy. Przecież to mój dom! Zadzwoniłam do Pawła z płaczem.

— Mamo, musisz się wyprowadzić — powiedział bez emocji. — Potrzebujemy mieszkania dla siebie i dzieci. Ty możesz zamieszkać u cioci Zosi albo poszukać czegoś mniejszego.

— Paweł… przecież to mój dom! — krzyknęłam rozpaczliwie.

— Już nie, mamo. Przepisałaś go na mnie — odpowiedział cicho i rozłączył się.

Przez kilka dni chodziłam jak w transie. Nie spałam, nie jadłam. W głowie dudniło mi jedno pytanie: jak mogłam być tak naiwna? Sąsiedzi patrzyli na mnie ze współczuciem, ale nikt nie odważył się zapytać wprost, co się stało.

Zadzwoniłam do mojej siostry Zosi.

— Jadwiga, przyjedź do mnie na jakiś czas — powiedziała bez wahania. — Nie jesteś sama.

Spakowałam kilka rzeczy do starej walizki i wyszłam z mieszkania, które było moim domem przez ponad czterdzieści lat. Każdy krok bolał jak rana. Na klatce minęłam Martę z wnuczką.

— Dzień dobry, babciu — powiedziała mała Ola nieśmiało.

Marta tylko skinęła głową i odwróciła wzrok.

U Zosi czułam się jak intruz. Ona była serdeczna, ale jej mąż patrzył na mnie z niechęcią.

— Nie możemy cię trzymać tu w nieskończoność — powiedział pewnego wieczoru przy kolacji. — Może powinnaś porozmawiać z Pawłem?

Próbowałam jeszcze raz zadzwonić do syna.

— Mamo, nie mogę teraz rozmawiać — usłyszałam jego zmęczony głos. — Musisz zrozumieć, że mam swoją rodzinę.

Zrozumiałam. Dla niego już nie byłam rodziną.

Zaczęły się długie dni samotności i bezsenne noce. Przeglądałam stare zdjęcia: Paweł jako chłopiec na rowerze, Paweł z pierwszym świadectwem z czerwonym paskiem, Paweł na studiach… Gdzie popełniłam błąd? Czy za bardzo go kochałam? Czy za mało wymagałam?

Zosia próbowała mnie pocieszać:

— Jadwiga, dzieci są dziś inne. My byśmy nigdy czegoś takiego naszym rodzicom nie zrobiły.

Ale to nie dawało mi ulgi. Czułam się zdradzona przez własne serce.

Pewnego dnia spotkałam na rynku starą znajomą, panią Halinę.

— Jadwigo! Co ty tu robisz? Myślałam, że już dawno wyjechałaś do sanatorium!

Opowiedziałam jej wszystko przez łzy.

— Wiesz co? Nie jesteś sama. Moja kuzynka miała podobnie… Syn ją wyrzucił z domu po śmierci męża. Teraz mieszka w domu opieki.

Te słowa były jak zimny prysznic. Czy to czeka też mnie?

Wieczorami zaczęłam pisać listy do Pawła. Nigdy ich nie wysłałam. Pisałam o tym, jak bardzo go kocham i jak bardzo mnie zranił. Pisałam o tym, że przebaczam mu wszystko — bo przecież matka zawsze wybacza.

Ale czy naprawdę potrafię wybaczyć?

Czasem myślę o tym wszystkim i pytam siebie: czy można kochać za bardzo? Czy matczyna miłość powinna mieć granice? I czy jest jeszcze dla mnie miejsce w świecie mojego syna?

Może ktoś z was zna odpowiedź na te pytania? Czy można przebaczyć taką zdradę? Czy ja powinnam próbować?