Dziś wyrzuciłam syna i synową z mojego mieszkania. Czy jestem złą matką?

– Mamo, nie przesadzaj, to tylko kilka miesięcy! – głos Pawła odbijał się echem od ścian salonu, w którym jeszcze niedawno panowała cisza i spokój. Stałam przy oknie, kurczowo ściskając filiżankę z zimną już herbatą. W powietrzu wisiało napięcie, które narastało od tygodni, a może nawet lat.

– Paweł, ja już nie mogę… – mój głos zadrżał. – To nie jest hotel. To mój dom.

Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, jakby nie rozumiał, o co mi chodzi. Obok niego stała Ania, jego żona, z założonymi rękami i miną obrażonej księżniczki. Od kiedy się wprowadzili, wszystko się zmieniło. Mój świat, moje przyzwyczajenia, nawet zapach w kuchni był inny. Ich rzeczy piętrzyły się w każdym kącie, a ja coraz częściej czułam się jak gość we własnym domu.

Początkowo cieszyłam się, że mogę im pomóc. Paweł stracił pracę, Ania była w ciąży – wydawało mi się oczywiste, że powinnam ich wesprzeć. Ale minęły trzy lata. Trzy długie lata, podczas których moje życie zostało zepchnięte na dalszy plan. Każda rozmowa kończyła się kłótnią. Każda prośba o ciszę czy porządek była odbierana jak atak.

Pamiętam pierwszy raz, kiedy poprosiłam ich o posprzątanie łazienki po sobie. Paweł tylko wzruszył ramionami:

– Mamo, przecież to tylko trochę wody na podłodze.

A potem Ania:

– Może powinnaś się cieszyć, że masz rodzinę blisko?

Cieszyć się? Kiedy nie mogłam nawet spokojnie poczytać książki w swoim pokoju, bo wszędzie był hałas? Kiedy musiałam ukrywać swoje ulubione ciasteczka, bo znikały w tajemniczych okolicznościach? Kiedy wieczorami płakałam w poduszkę, bo czułam się niewidzialna?

Dziś rano wszystko we mnie pękło. Znalazłam w kuchni rozbity kubek – ten od mojej mamy – i nikt nawet nie przyznał się do winy. Zamiast przeprosin usłyszałam:

– Przecież to tylko kubek.

Wtedy poczułam, że już nie mogę dłużej udawać. Że jeśli jeszcze raz przełknę łzy i powiem „nic się nie stało”, to przestanę istnieć.

– Musicie się wyprowadzić – powiedziałam cicho, ale stanowczo.

Paweł spojrzał na mnie jak na obcą osobę.

– Mamo… gdzie my pójdziemy? Przecież wiesz, że nie mamy pieniędzy!

– To już nie jest mój problem – odpowiedziałam drżącym głosem. – Pomagałam wam tyle czasu. Teraz muszę pomóc sobie.

Ania wybuchła płaczem:

– Jak możesz być taka okrutna? Przecież jesteśmy rodziną!

Rodziną… Ile razy słyszałam to słowo jako wymówkę na wszystko? Rodzina to przecież także szacunek do siebie nawzajem. A ja czułam się jak służąca we własnym domu.

Przez cały dzień zbierali swoje rzeczy. Słyszałam szepty za drzwiami, czułam ich gniew i rozczarowanie. W pewnym momencie Paweł wszedł do kuchni i spojrzał mi prosto w oczy:

– Nigdy ci tego nie wybaczę.

Zamarłam. Chciałam go przytulić, powiedzieć, że go kocham, ale nie mogłam. Bałam się, że jeśli ustąpię choć na chwilę, wszystko wróci do punktu wyjścia.

Wieczorem mieszkanie opustoszało. Cisza była ogłuszająca. Usiadłam na kanapie i rozpłakałam się jak dziecko. Przez chwilę miałam ochotę zadzwonić do Pawła i błagać go o wybaczenie. Ale wiedziałam, że jeśli to zrobię, stracę siebie na zawsze.

Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. Wspominałam czasy, kiedy Paweł był małym chłopcem i przybiegał do mnie z każdym problemem. Kiedy potrafił powiedzieć „kocham cię” bez wstydu. Teraz widział we mnie tylko przeszkodę.

Rano zadzwoniła moja siostra, Basia.

– Słyszałam… – zaczęła ostrożnie. – Dobrze zrobiłaś. Ile można dawać siebie innym?

Ale ja nie byłam pewna. Czy naprawdę dobrze zrobiłam? Czy matka ma prawo postawić siebie na pierwszym miejscu?

Minęły dwa tygodnie. Czasem widuję Pawła na ulicy – odwraca wzrok. Ania napisała mi SMS-a: „Nie licz na to, że zobaczysz wnuka”. To bolało najbardziej.

Ale zaczynam powoli oddychać pełną piersią. Odkrywam na nowo ciszę i spokój. Uczę się gotować tylko dla siebie i czytać książki bez poczucia winy.

Czasem jednak wraca pytanie: czy jestem złą matką? Czy można kochać dziecko i jednocześnie wybrać siebie?

A może każda matka musi kiedyś nauczyć się mówić „dość”?

Czy wy też kiedyś musieliście postawić granicę najbliższym? Jak sobie z tym poradziliście?