Dom mojej matki: Obietnica złamana po moim ślubie

– Nie rozumiesz, Marto! To nie jest takie proste! – głos mamy drżał, a jej oczy były pełne łez. Stałyśmy naprzeciwko siebie w kuchni, tej samej, w której jeszcze tydzień temu świętowaliśmy mój ślub. Pachniało kawą i świeżym chlebem, ale w powietrzu wisiała gorycz i coś, czego nie potrafiłam nazwać.

– Obiecałaś mi ten dom. Powiedziałaś, że po ślubie będzie mój – wyszeptałam, czując jak gardło zaciska mi się ze złości i rozczarowania. – Przez całe życie wierzyłam ci bardziej niż komukolwiek.

Mama odwróciła wzrok. Jej ramiona opadły bezradnie. – Wiem, Marto. Ale wszystko się zmieniło… Twój ojciec… Ja… – urwała, jakby nie mogła wypowiedzieć tego na głos.

Nie chciałam słuchać wymówek. Jeszcze kilka dni temu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Mój ślub z Piotrem był jak z bajki: biała suknia, wzruszeni rodzice, śmiech przyjaciół i tańce do rana. Wtedy mama podeszła do mnie z kieliszkiem szampana i powiedziała: „Ten dom będzie twój, Marto. Zasłużyłaś na to.”

Nie wiedziałam, że to ostatni raz, kiedy poczuję się tak bezpiecznie.

Kilka dni po weselu mama zadzwoniła do mnie wieczorem. Jej głos był cichy i zmęczony. „Musisz przyjechać. Musimy porozmawiać.”

Wiedziałam już wtedy, że coś jest nie tak. Piotr próbował mnie uspokoić, ale nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Całą drogę do rodzinnego domu powtarzałam sobie, że to pewnie nic poważnego. Może mama się rozmyśliła? Może ojciec miał inne plany?

Kiedy weszłam do kuchni, zobaczyłam ich oboje. Ojciec siedział przy stole z pustym spojrzeniem, mama stała przy oknie. Przez chwilę nikt się nie odzywał.

– Rozwodzimy się – powiedziała w końcu mama.

Te dwa słowa roztrzaskały wszystko, co znałam. Rodzina była dla mnie zawsze ostoją. Nawet kiedy kłócili się o drobiazgi, wierzyłam, że są razem na dobre i złe. A teraz…

– Co z domem? – zapytałam głucho.

Ojciec spojrzał na mnie z bólem. – To nie takie proste, Marto. Dom jest wspólny. Musimy go sprzedać.

Poczułam się zdradzona przez wszystkich naraz. Przez mamę, która złamała obietnicę. Przez ojca, który nie walczył o naszą rodzinę. Przez siebie samą – bo uwierzyłam w bajkę o szczęśliwym zakończeniu.

Przez kolejne dni żyłam jak we śnie. Piotr próbował mnie wspierać, ale ja zamykałam się w sobie coraz bardziej. Każda rozmowa z rodzicami kończyła się kłótnią lub milczeniem. Brat, Tomek, wyjechał za granicę kilka lat temu i teraz dzwonił tylko po to, żeby powiedzieć: „Nie mieszaj się w to, Marto. Zajmij się swoim życiem.”

Ale jak miałam zająć się swoim życiem, skoro wszystko wokół waliło się w gruzy?

Pewnego wieczoru usiadłam z mamą przy kuchennym stole. Było już ciemno, za oknem padał deszcz.

– Dlaczego mi to zrobiłaś? – zapytałam cicho.

Mama długo milczała. – Myślałam, że jeśli dam ci ten dom, wszystko będzie dobrze. Ale nie mogę już żyć w kłamstwie… Twój ojciec od lat mnie zdradzał. Udawałam przed tobą i Tomkiem, że jesteśmy szczęśliwi. Ale nie byłam…

Słowa mamy uderzyły mnie jak zimny prysznic. Nagle zobaczyłam jej zmęczone oczy i drżące dłonie w zupełnie innym świetle.

– A ja? – zapytałam z goryczą. – Ja też muszę płacić za wasze błędy?

Mama rozpłakała się na dobre.

Przez kolejne tygodnie próbowałam pogodzić się z nową rzeczywistością. Dom wystawiono na sprzedaż. Każdy kąt przypominał mi dzieciństwo: zapach ciasta drożdżowego w niedzielę rano, śmiech Tomka na schodach, wieczorne rozmowy z mamą przy herbacie.

Piotr coraz częściej pytał: – Może powinniśmy zacząć od nowa gdzie indziej? Zbudować własny dom?

Ale ja nie potrafiłam puścić przeszłości.

Pewnego dnia przyszli potencjalni kupcy obejrzeć dom. Stałam w kącie salonu i patrzyłam, jak obcy ludzie dotykają moich wspomnień: przesuwają zasłony, zaglądają do szafek, komentują kolor ścian.

Po ich wyjściu usiadłam na schodach i rozpłakałam się jak dziecko.

Wtedy przyszedł ojciec. Usiadł obok mnie i przez chwilę milczeliśmy.

– Przepraszam cię, Marto – powiedział cicho. – Zawiodłem was wszystkich.

Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam już, czy potrafię mu wybaczyć.

Ostatecznie dom został sprzedany obcej rodzinie z dwójką dzieci. Ostatni raz zamknęłam za sobą drzwi i poczułam pustkę tak wielką, że aż bolało.

Dziś mieszkam z Piotrem w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta. Staramy się budować coś własnego od nowa, ale czasem budzę się w nocy i myślę o tamtym domu: o obietnicy mamy, o zdradzie ojca, o wszystkim co straciłam.

Czy można naprawdę zacząć od nowa? Czy dom to tylko ściany i dach – czy raczej wspomnienia i uczucia? Czasem zastanawiam się: gdyby mama była szczera wcześniej… czy wszystko potoczyłoby się inaczej?