Dlaczego mój syn powiedział, że nie jestem zaproszona na jego ślub: Spowiedź matki

– Mamo, proszę cię, nie rób sceny. Nie chcę, żebyś była na moim ślubie – usłyszałam głos Marka, mojego jedynego syna, który jeszcze kilka lat temu tulił się do mnie w nocy, gdy bał się burzy. Stałam w kuchni, ściskając w dłoniach kubek z herbatą tak mocno, że aż bolały mnie palce. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz się przewrócę.

– Marku… – wyszeptałam, ale on już odwrócił wzrok. W jego oczach widziałam chłód, jakiego nigdy wcześniej nie znałam. – Dlaczego? Co się stało? Przecież zawsze byliśmy razem… – głos mi się załamał.

– Właśnie dlatego – odpowiedział cicho. – Zawsze byłaś wszędzie. Nie dałaś mi oddychać. Zawsze wiedziałaś lepiej. A teraz… teraz chcę zacząć własne życie. Bez ciebie.

Te słowa rozdarły mnie na pół. Przez chwilę miałam ochotę krzyczeć, rzucić czymś o ścianę, ale tylko stałam i patrzyłam na niego, jakby był kimś obcym. Przypomniałam sobie dzień, kiedy jego ojciec odszedł. Markowi było wtedy siedem lat. Płakał całą noc, a ja obiecałam sobie, że nigdy nie pozwolę mu poczuć się samotnym. Pracowałam na dwa etaty, rezygnowałam z własnych marzeń, byleby miał wszystko, czego potrzebuje. Nie było mnie stać na nowe buty, ale on zawsze miał najładniejsze w klasie.

Pamiętam, jak pierwszy raz przyszedł do domu z dziewczyną – Magdą. Była cicha, trochę nieśmiała. Starałam się być miła, ale chyba za bardzo chciałam ją polubić. Może wtedy zaczęły się nasze kłopoty? Może byłam zbyt obecna? Za bardzo chciałam być częścią jego życia?

– Marku… ja tylko chciałam dobrze – powiedziałam drżącym głosem.

– Wiem, mamo. Ale to nie wystarczy – odpowiedział i wyszedł z kuchni.

Zostałam sama. Siedziałam przy stole i patrzyłam na zdjęcia rozrzucone po lodówce: Marko na rowerze, Marko z dyplomem za najlepsze wyniki w szkole, Marko na koloniach… Zawsze byłam obok. Czy naprawdę aż tak go przytłoczyłam?

Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra.

– Haniu, co się stało? Słyszałam od Magdy, że nie idziesz na ślub Marka?

– Nie idę… bo nie jestem zaproszona – odpowiedziałam cicho.

– Przecież to absurd! Jesteś jego matką!

– Może właśnie dlatego… Może za bardzo byłam matką.

Przez kolejne dni chodziłam jak cień. W pracy wszyscy pytali, czy wszystko w porządku. Kłamałam, że tak. W domu płakałam do poduszki. Próbowałam rozmawiać z Markiem jeszcze kilka razy, ale unikał mnie jak ognia.

Pewnego wieczoru przyszła Magda.

– Pani Haniu… – zaczęła niepewnie. – Marko bardzo panią kocha. Ale on… on musi nauczyć się żyć sam. Musi poczuć się dorosły.

– Myślisz, że to moja wina? – zapytałam cicho.

– Nie wiem… Może trochę? Ale wiem też, że bez pani nie byłby tym człowiekiem, którym jest teraz.

Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok i analizowałam każdy moment naszego wspólnego życia. Czy naprawdę nie potrafiłam odpuścić? Czy moje poświęcenie było dla niego ciężarem?

W dniu ślubu Marka siedziałam sama w kuchni. Słońce świeciło przez okno, a ja patrzyłam na pusty talerz przed sobą. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Wiadomość od Marka: „Mamo, przepraszam. Potrzebuję czasu. Kocham cię.”

Łzy popłynęły mi po policzkach. Nie wiem, czy kiedykolwiek będziemy jeszcze tak blisko jak kiedyś. Ale wiem jedno: czasem miłość matki może być zbyt ciężka do udźwignięcia dla dziecka.

Czy można kochać za bardzo? Czy poświęcenie zawsze jest dobre? Może czasem trzeba pozwolić odejść…