Dlaczego miałabym się teraz przejmować? Historia Magdy i złotego chłopca – Michała
– Magda, możesz w końcu przestać być taka samolubna? – głos Michała rozbrzmiał w kuchni jak wystrzał. Stał przy lodówce, zaciśnięte pięści, a jego oczy błyszczały gniewem. – Mama cię potrzebuje.
Patrzyłam na niego przez chwilę, czując jak w gardle rośnie mi gula. Chciałam odpowiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w ustach. Zamiast tego odwróciłam się do okna, za którym padał czerwcowy deszcz. Krople spływały po szybie jak łzy, których nie chciałam już więcej wylewać.
Michał zawsze był złotym chłopcem. Od dziecka wszystko przychodziło mu łatwo – dobre oceny, sportowe sukcesy, uśmiech mamy. Ja byłam tą „drugą”, cichą, niewidzialną. Kiedy miałam dziesięć lat i przyniosłam do domu dyplom za konkurs plastyczny, mama tylko rzuciła: „To ładnie, ale Michał wygrał olimpiadę matematyczną”. Zawsze byłam tylko tłem dla jego blasku.
Teraz mama leżała w szpitalu po udarze. Lekarze mówili, że potrzebuje stałej opieki. Michał zadzwonił do mnie dwa dni temu: „Magda, musisz wrócić do domu. Ja mam pracę, dzieci, nie dam rady sam”.
Muszę? Przez całe życie słyszałam, czego muszę. Muszę być cicho, muszę nie przeszkadzać, muszę rozumieć, że Michał jest ważniejszy. A teraz mam rzucić wszystko i opiekować się kobietą, która nigdy nie potrafiła mnie pokochać?
– Magda! – Michał podszedł bliżej. – Przecież to nasza mama! Nie możesz jej tak zostawić!
– A ona kiedyś mnie zostawiła? – wybuchłam w końcu. – Pamiętasz chociaż jeden raz, kiedy stanęła po mojej stronie? Kiedy zapytała mnie, jak się czuję?
Michał zamilkł. Przez chwilę patrzył na mnie z niedowierzaniem.
– Przesadzasz – powiedział cicho. – Wszyscy mamy swoje problemy.
– Ty miałeś jej miłość – odpowiedziałam. – Ja miałam tylko jej wymagania.
Wróciłam do swojego mieszkania tego samego wieczoru. Siedziałam na kanapie z kubkiem herbaty i patrzyłam na zdjęcia z dzieciństwa. Na każdym z nich Michał był w centrum kadru, uśmiechnięty, dumny. Ja stałam z boku, często nawet nie patrząc w obiektyw.
Telefon zadzwonił po raz kolejny. Tym razem to była ciocia Basia.
– Magdusiu, wiem, że jest ci ciężko – zaczęła łagodnie. – Ale twoja mama naprawdę cię potrzebuje.
– A ja kiedyś byłam jej potrzebna? – zapytałam bez emocji.
– Wiesz… ona nie umiała okazywać uczuć – westchnęła ciocia. – Ale to nie znaczy, że cię nie kochała.
Zamknęłam oczy. Ile razy już to słyszałam? Że mama miała trudne dzieciństwo, że była surowa dla siebie i innych, że nie potrafiła być czuła. Ale czy to usprawiedliwia wszystko?
Następnego dnia pojechałam do szpitala. Mama leżała blada na łóżku, podłączona do kroplówki. Michał siedział przy niej i głaskał ją po ręce.
– Magda przyszła – powiedział cicho.
Mama spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
– Dziecko…
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przez chwilę chciałam podejść bliżej, ale coś mnie powstrzymało.
– Jak się czujesz? – zapytałam chłodno.
– Lepiej… gdy jesteście oboje – wyszeptała mama.
Michał spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
– Może moglibyśmy się zmieniać przy opiece? – zaproponował.
Pokręciłam głową.
– Nie wiem… Nie jestem pewna, czy potrafię.
Mama zamknęła oczy i odwróciła głowę. Wyszłam z sali z poczuciem winy i ulgi jednocześnie.
Wieczorem zadzwonił tata. Rozwiedli się z mamą lata temu i rzadko rozmawialiśmy.
– Magda… wiem, że nie było ci łatwo – powiedział cicho. – Ale czasem warto spróbować wybaczyć. Dla siebie samej.
Zamilkłam. Wybaczyć? Jak wybaczyć komuś, kto przez lata sprawiał, że czułam się niewidzialna?
Przez kolejne dni dzwoniły kolejne osoby: kuzynka Ania, sąsiadka pani Zofia, nawet ksiądz z parafii. Każdy powtarzał to samo: „To twoja mama”, „Nie zostawiaj jej”, „Rodzina jest najważniejsza”.
Ale nikt nie pytał mnie o moje uczucia. O to, ile razy płakałam w poduszkę po kolejnej kłótni z mamą. O to, jak bolało mnie każde porównanie do Michała.
Pewnego wieczoru Michał przyszedł do mnie do mieszkania.
– Magda… przepraszam – powiedział nagle. – Nigdy nie widziałem tego tak jak ty. Myślałem… myślałem, że wszystko jest w porządku.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
– Może dla ciebie było – wyszeptałam.
Usiedliśmy razem na kanapie i przez chwilę milczeliśmy.
– Nie wiem, czy potrafię jej wybaczyć – powiedziałam w końcu. – Ale może spróbuję… dla siebie.
Michał uśmiechnął się smutno.
– To już coś.
Minęły tygodnie. Mama wróciła do domu pod opieką pielęgniarki. Odwiedzam ją czasem – nie codziennie, nie zawsze z uśmiechem na ustach. Ale próbuję rozmawiać z nią szczerze o tym, co czuję.
Czasem zastanawiam się: czy naprawdę jesteśmy winni opiekować się tymi, którzy nas zranili? Czy wybaczenie jest możliwe bez zapomnienia? Może każdy z nas musi sam znaleźć odpowiedź na te pytania.