Czy można być dobrą matką, stawiając granice? Historia Elżbiety i jej córki Marty
— Mamo, nie mamy już gdzie iść. Proszę cię… — głos Marty łamał się, a jej oczy były czerwone od płaczu. Stała w moim przedpokoju, trzymając za rękę Zosię, moją sześcioletnią wnuczkę. Za nimi, z opuszczoną głową i zaciśniętymi pięściami, stał Paweł.
W tej chwili poczułam, jakby ktoś ścisnął mnie za gardło. Przypomniały mi się wszystkie te miesiące sprzed trzech lat, kiedy mieszkali u mnie po raz pierwszy. Paweł wracał późno, rzucał kurtkę na krzesło, nie mówił nawet „dobry wieczór”. Zostawiał brudne talerze na stole, a Marta biegała za nim jak cień. Nigdy nie słyszałam od niego „dziękuję”, „przepraszam”, ani nawet „czy mogę pomóc?”. Przez pół roku czułam się jak intruz we własnym domu.
— Mamo, proszę… — Marta ścisnęła moją dłoń. — Straciliśmy mieszkanie. Paweł nie może znaleźć pracy od miesięcy. Ja próbuję dorabiać korepetycjami, ale to za mało. Nie chcę wracać do schroniska.
Zosia patrzyła na mnie wielkimi oczami. — Babciu, będziemy tu mieszkać? — zapytała cicho.
Zanim odpowiedziałam, Paweł odezwał się pierwszy raz tego wieczoru:
— Pani Elżbieto, wiem, że nie jest pani łatwo… Ale nie mamy innego wyjścia.
Zacisnęłam usta. W głowie kłębiły mi się myśli: czy jestem złą matką, jeśli powiem „nie”? Czy mam prawo odmawiać pomocy własnej córce i wnuczce tylko dlatego, że nie mogę znieść jej męża?
— Marta… — zaczęłam powoli. — Ty i Zosia możecie zostać tak długo, jak będzie trzeba. Ale Paweł… Przepraszam, nie mogę się na to zgodzić.
W przedpokoju zapadła cisza. Marta patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
— Mamo! Jak możesz? To mój mąż! Ojciec Zosi!
— Wiem — odpowiedziałam cicho. — Ale ja też mam swoje granice. Próbowałam już raz… Nie dam rady drugi raz przechodzić przez to samo.
Paweł spojrzał na mnie z pogardą:
— To pani dom, pani zasady. Ale niech pani pamięta, że rozdziela rodzinę.
Marta zaczęła płakać.
— Mamo… Proszę cię…
Przytuliłam ją mocno. — Kochanie, pomogę wam najlepiej jak potrafię. Ale nie mogę poświęcić siebie całkowicie. Paweł jest dorosły, znajdzie sobie miejsce.
Paweł odwrócił się na pięcie i wyszedł trzaskając drzwiami. Zosia wtuliła się we mnie i zaczęła cicho szlochać.
Przez kolejne dni dom był pełen napięcia. Marta chodziła jak cień, prawie się do mnie nie odzywała. Zosia pytała codziennie o tatę. Wieczorami słyszałam Martę rozmawiającą przez telefon z Pawłem – kłócili się coraz częściej.
Pewnego popołudnia usiadłyśmy razem przy stole. Marta miała zaczerwienione oczy.
— Mamo… Może powinnam była zostać z Pawłem na ulicy? Może powinnam była nie prosić cię o pomoc?
Złapałam ją za rękę.
— Marto, jesteś moją córką. Zawsze ci pomogę. Ale musisz zrozumieć… Ja też mam swoje życie. Przez te pół roku czułam się jak służąca we własnym domu. Paweł nigdy nie okazał mi szacunku. Nie mogłam spać po nocach ze stresu.
Marta spuściła głowę.
— On się stara… Ale nie umie inaczej…
— Każdy może się zmienić — powiedziałam łagodnie — ale musi tego chcieć.
Tego wieczoru Paweł zadzwonił do drzwi. Przyszedł po Zosię na spacer. Widziałam w jego oczach gniew i upokorzenie.
— Dziękuję za opiekę nad Martą i Zosią — powiedział chłodno do mnie. — Ale długo tak nie pociągniemy.
Po jego wyjściu Marta wybuchła:
— Mamo! On mówi, że jeśli nie pozwolisz mu tu zamieszkać, to on nas zostawi!
Poczułam zimny dreszcz na plecach.
— To szantaż emocjonalny — powiedziałam stanowczo. — Nie pozwól mu na to.
Marta zaczęła płakać jeszcze mocniej.
— Ja już nie wiem, co robić…
Przez kolejne tygodnie sytuacja tylko się pogarszała. Paweł coraz rzadziej odwiedzał Zosię, a kiedy już przychodził, był opryskliwy i oschły wobec mnie i Marty. W końcu pewnego dnia Marta oznajmiła:
— Mamo… Wynajmujemy pokój u znajomych Pawła. Nie chcę ci robić problemów.
Serce mi pękło. Przytuliłam ją mocno.
— Zawsze możesz wrócić. Ty i Zosia zawsze macie tu dom.
Odeszły następnego dnia rano. Przez kilka tygodni miałam wrażenie, że dom jest pusty jak nigdy dotąd.
Często zastanawiam się: czy zrobiłam dobrze? Czy miałam prawo postawić granice kosztem szczęścia własnej córki? Czy można być dobrą matką i jednocześnie dbać o siebie?
Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: czy egoizm matki to zawsze coś złego? A może czasem trzeba być egoistką, żeby przetrwać?