Kiedy przeszłość nie chce odejść: Jak nowa partnerka mojego byłego męża zmieniła moje życie

— Nie pozwolę ci odebrać mi syna! — krzyknęłam, trzymając kurczowo telefon, aż bielały mi knykcie. Po drugiej stronie słyszałam tylko zimny, spokojny głos Karoliny: — Iwona, nie przesadzaj. Kuba jest teraz u nas i tu jest mu lepiej. Powinnaś się z tym pogodzić.

To był ten moment, kiedy zrozumiałam, że moja walka o syna dopiero się zaczyna. Jeszcze rok temu byłam przekonana, że po rozwodzie z Marcinem wszystko się uspokoi. Że będziemy potrafili dogadać się dla dobra Kuby, naszego dziesięcioletniego syna. Ale wtedy w życiu Marcina pojawiła się Karolina. Piękna, pewna siebie, zawsze idealnie ubrana. Z początku myślałam, że może to dobrze — ktoś pomoże mu poukładać życie. Ale szybko okazało się, że Karolina nie zamierza dzielić się niczym. Nawet moim dzieckiem.

Pamiętam pierwsze spotkanie z nią. Przyszła po Kubę do szkoły, choć to był mój dzień. Stałam na korytarzu, a ona podeszła do mnie z uśmiechem, który bardziej przypominał grymas. — Iwona? Jestem Karolina. Marcin poprosił mnie, żebym odebrała Kubę. — To mój dzień — odpowiedziałam chłodno. — Wiem, ale Marcin mówił, że masz dużo pracy i lepiej będzie, jak Kuba spędzi popołudnie z nami. — Nie pytał mnie o zdanie — rzuciłam i odwróciłam się na pięcie.

Od tamtej pory zaczęło się piekło. Karolina coraz częściej pojawiała się w naszym życiu. Dzwoniła do mnie z pretensjami o drobiazgi: że Kuba miał brudne buty, że nie odrobił lekcji, że źle się odżywia. Czułam się jak matka pod nadzorem kuratora. Marcin stawał po jej stronie. — Iwona, Karolina chce tylko dobrze — powtarzał mi przez telefon. — Może powinnaś posłuchać jej rad.

Zaczęłam tracić grunt pod nogami. Kuba coraz częściej mówił o Karolinie: „Karolina mówi, że powinnam jeść więcej warzyw”, „Karolina zabrała mnie na basen”, „Karolina powiedziała, że nie powinnam tyle grać na komputerze”. Czułam, jak tracę kontakt z własnym dzieckiem.

Pewnego dnia Kuba wrócił do domu i rzucił plecak w kąt. — Mamo, dlaczego nie możesz być taka jak Karolina? Ona nigdy nie krzyczy i zawsze ma czas na zabawę! Zatkało mnie. Próbowałam tłumaczyć: — Kochanie, ja też cię kocham i staram się robić wszystko dla ciebie… Ale on już mnie nie słuchał.

Wieczorami płakałam w poduszkę. Czułam się przegrana jako matka i kobieta. Moja własna matka powtarzała: — Musisz być silna dla Kuby. Ale jak być silną, kiedy ktoś inny przejmuje twoje miejsce?

W końcu postanowiłam porozmawiać z Marcinem twarzą w twarz. Spotkaliśmy się w kawiarni na rynku w Poznaniu. — Marcin, musimy ustalić jasne zasady opieki nad Kubą — zaczęłam spokojnie. — Karolina nie jest jego matką i nie może decydować za mnie.

Marcin patrzył na mnie zmęczonym wzrokiem. — Iwona, przesadzasz. Karolina po prostu chce pomóc. Kuba ją lubi.

— Ale to ja jestem jego matką! — podniosłam głos. Ludzie przy sąsiednich stolikach zaczęli się oglądać.

— Nie rób sceny — syknął Marcin. — Jeśli nie potrafisz współpracować, będziemy musieli wrócić do sądu.

Wyszłam stamtąd roztrzęsiona. Wiedziałam już, że nie mogę liczyć na wsparcie Marcina.

Zaczęły się drobne wojny podjazdowe: Karolina odbierała Kubę bez mojej zgody, podsuwali mu nowe ubrania i zabawki, a ja czułam się coraz bardziej zbędna. Kiedy próbowałam rozmawiać z synem o tym, co czuje, zamykał się w sobie.

Najgorsze przyszło podczas świąt Bożego Narodzenia. Marcin zadzwonił dwa dni przed Wigilią: — Kuba w tym roku spędzi święta z nami i Karoliną. Tak będzie lepiej dla wszystkich.

— Jak możesz mi to robić? To moje pierwsze święta bez niego! — krzyczałam do słuchawki.

— Uspokój się, Iwona. Kuba sam chce zostać u nas.

Usiadłam na podłodze w kuchni i płakałam tak długo, aż zabrakło mi łez.

Wtedy postanowiłam działać. Zgłosiłam sprawę do mediacji rodzinnej. Spotkania były trudne i pełne napięcia. Karolina siedziała naprzeciwko mnie z uśmiechem zwyciężczyni. Mediator próbował łagodzić sytuację:

— Pani Karolino, proszę pamiętać, że to pani Iwona jest matką Kuby i ma prawo decydować o jego wychowaniu.

Karolina wzruszyła ramionami: — Ja tylko chcę mu zapewnić normalność.

— A ja chcę mieć syna przy sobie! — wybuchłam.

Po kilku miesiącach walki udało mi się wywalczyć jasny podział opieki i zakaz ingerencji Karoliny w moje dni z Kubą. Ale relacja z synem już nigdy nie była taka sama.

Kuba dorastał rozdarty między dwoma światami: moim pełnym troski i czułości oraz ich – pełnym zasad i nowoczesnych atrakcji. Często pytał: — Mamo, dlaczego nie możemy być wszyscy razem?

Nie umiałam mu odpowiedzieć.

Dziś Kuba ma piętnaście lat i sam wybiera, gdzie chce być. Nadal boli mnie każda jego decyzja na korzyść ojca i Karoliny, ale nauczyłam się żyć z tym bólem.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy matka może przegrać walkę o własne dziecko tylko dlatego, że ktoś inny lepiej gra rolę rodzica?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu?