Obca kobieta wyznała mi miłość do mojego męża – prawda, która rozbiła trzydzieści lat mojego małżeństwa

— Proszę pani… — Jej głos drżał, a oczy były czerwone od płaczu. Stałyśmy pod szarym niebem, deszcz spływał mi po twarzy, ale to nie pogoda sprawiła, że zamarłam w miejscu. — Muszę pani coś powiedzieć. Kocham pani męża.

Przez chwilę nie rozumiałam, co się dzieje. W głowie miałam tylko szum deszczu i echo tych słów. Milana znam od liceum. Trzydzieści lat razem — śluby, chrzciny dzieci, wspólne wakacje w Chałupach, remonty, kredyty, śmiech i łzy. Wszystko to nagle wydało się kruche jak porcelana.

— Przepraszam… — Kobieta spuściła wzrok. — Nie chciałam pani skrzywdzić. Ale musiałam pani powiedzieć prawdę.

Zanim zdążyłam zareagować, odeszła szybkim krokiem, zostawiając mnie z sercem ściśniętym jak nigdy dotąd. Stałam na środku ulicy, mokra i oszołomiona. W głowie miałam tylko jedno pytanie: jak mogłam niczego nie zauważyć?

Wróciłam do domu na drżących nogach. Milan siedział przy stole, czytał gazetę i popijał herbatę. Spojrzał na mnie z uśmiechem:

— Co tak długo? Znowu korek na Puławskiej?

Patrzyłam na niego jak na obcego człowieka. Przez chwilę chciałam wykrzyczeć mu wszystko w twarz, ale zabrakło mi odwagi. Zamiast tego weszłam do łazienki i długo patrzyłam w lustro. Kim jestem? Żoną, matką, kobietą zdradzoną?

Noc była bezsenna. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde wspomnienie. Czy wtedy, gdy wracał późno z pracy, naprawdę był w biurze? Czy te delegacje do Poznania były konieczne? Czy jego czułość ostatnio nie była bardziej wymuszona niż szczera?

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z córką, Martą. Zawsze była moją powierniczką.

— Mamo, co się stało? Wyglądasz okropnie — powiedziała od razu, gdy weszłam do jej mieszkania.

Opowiedziałam jej wszystko. Słuchała w milczeniu, a potem objęła mnie mocno.

— Może to jakaś wariatka? — próbowała mnie pocieszyć. — Tata nigdy nie dał ci powodu do niepokoju.

Ale ja już wiedziałam. Coś było nie tak. Zaczęłam przeszukiwać szuflady, sprawdzać telefon Milana, szukać śladów drugiego życia. Znalazłam rachunki za kolacje w restauracjach, których nie odwiedzaliśmy razem, bilety do teatru na nazwisko „Anna Nowak”.

Wieczorem zebrałam się na odwagę.

— Milan — zaczęłam cicho — musimy porozmawiać.

Spojrzał na mnie uważnie.

— O co chodzi?

— Kim jest Anna Nowak?

Zbladł. Po raz pierwszy od lat zobaczyłam w jego oczach strach.

— To… koleżanka z pracy — wymamrotał.

— Koleżanka? — głos mi się załamał. — Czy ona cię kocha?

Milczał długo. W końcu spuścił głowę.

— Przepraszam…

Wybuchłam płaczem. Wszystko się potwierdziło. Trzydzieści lat życia okazało się kłamstwem.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Milan próbował tłumaczyć się, przepraszać, mówić o kryzysie wieku średniego, o tym, że „to nic nie znaczyło”. Ale ja już nie potrafiłam mu zaufać.

Rodzina zaczęła się rozpadać. Syn przestał przychodzić na obiady w niedzielę. Marta była rozdarta między mną a ojcem. Teściowa dzwoniła codziennie z pytaniem: „Co wy wyprawiacie? Co ludzie powiedzą?”

Czułam się samotna jak nigdy dotąd. Znajome unikały mnie w sklepie, sąsiadka patrzyła z litością. Nawet pies przestał merdać ogonem na mój widok.

Zaczęłam chodzić na długie spacery po parku. Tam spotkałam panią Halinę z klatki obok.

— Pani Aniu, życie czasem daje nam w kość — powiedziała pewnego dnia. — Ale proszę pamiętać: to pani jest najważniejsza.

Te słowa były jak plaster na ranę. Zaczęłam powoli odbudowywać siebie. Zapisałam się na jogę, wróciłam do malowania obrazów — pasji z młodości. Po kilku miesiącach spojrzałam w lustro i zobaczyłam kobietę silniejszą niż kiedykolwiek.

Milan próbował wrócić. Pisał listy, prosił o drugą szansę.

— Aniu, błagam cię… Zrobiłem błąd. Kocham cię — mówił przez łzy.

Ale ja już wiedziałam, że nie chcę żyć w cieniu zdrady.

Dziś jestem inną osobą. Nadal boli mnie to wszystko, ale wiem jedno: zasługuję na szczerość i szacunek.

Czasem pytam siebie: czy można naprawdę znać drugiego człowieka? Ile jeszcze tajemnic kryją nasi najbliżsi? Może warto czasem spojrzeć prawdzie w oczy — nawet jeśli boli.