Siedem Bezsennych Nocy: Jak Brak Snu Zmienił Mojego Męża i Naszą Rodzinę
– Michał, proszę cię, powiedz coś! – mój głos drżał, a w oczach paliły się łzy. Stałam w kuchni, trzymając kubek zimnej już herbaty, podczas gdy on patrzył przez okno na szare podwórko. Była trzecia nad ranem, a ja po raz kolejny tej nocy próbowałam go przekonać, by położył się spać.
– Nie mogę, Anka. Nie mogę zamknąć oczu – odpowiedział cicho, niemal szeptem. Jego twarz była blada, podkrążone oczy wbijały się w pustkę. Od tygodnia nie przespał ani jednej nocy. Najpierw myślałam, że to tylko stres w pracy – nowy szef, deadline’y, wieczne pretensje. Ale z każdym dniem Michał stawał się coraz bardziej nieobecny. Przestał żartować z Zosią, unikał mnie wzrokiem, nie odbierał telefonów od przyjaciół.
Zosia, nasza siedmioletnia córka, budziła się rano i pytała: – Mamo, dlaczego tata nie chce się ze mną bawić? – A ja nie umiałam jej odpowiedzieć. Sama nie rozumiałam, co się dzieje z człowiekiem, którego kochałam od liceum.
Piątej nocy bez snu Michał zaczął mówić do siebie. Szeptał pod nosem jakieś urwane zdania, czasem śmiał się bez powodu. Próbowałam go przekonać, żeby poszedł do lekarza. – To tylko zmęczenie – powtarzał uparcie. Ale ja widziałam w jego oczach strach. I coś jeszcze – obcość.
Szóstej nocy usłyszałam trzask drzwi. Michał stał w przedpokoju z walizką.
– Muszę wyjechać – powiedział beznamiętnie. – Jadę do mamy.
– Michał, nie zostawiaj nas! – krzyknęłam rozpaczliwie.
Nie odpowiedział. Wyszedł, zostawiając mnie z Zosią i tysiącem pytań.
Przez kolejne dni próbowałam się z nim skontaktować. Pisałam SMS-y: „Kocham cię”, „Zosia tęskni”, „Wróć do domu”. Zero odpowiedzi. Jego matka odebrała raz telefon:
– Michał musi odpocząć – powiedziała chłodno. – Daj mu spokój.
Czułam się zdradzona przez wszystkich. Przez męża, który uciekł bez słowa wyjaśnienia. Przez teściową, która zamiast pomóc, zamknęła go przed światem jak dziecko. Przez samą siebie – bo może powinnam była wcześniej zauważyć sygnały? Może za bardzo skupiałam się na pracy i Zosi?
Wieczorami siadałam na kanapie i patrzyłam na zdjęcia z naszego ślubu. Michał uśmiechnięty, ja w białej sukni, Zosia jeszcze w brzuchu. Przysięgaliśmy sobie miłość na dobre i na złe. Ale nikt nie mówił, jak przetrwać to „złe”, gdy ono przychodzi nagle i rozbija wszystko na kawałki.
Zosia coraz częściej płakała nocami. Przytulała się do mnie i szeptała: – Mamo, czy tata już nas nie kocha?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Siódmej nocy zadzwoniłam do Michała po raz ostatni. Odebrał po kilku sygnałach.
– Michał… wróć do domu. Proszę.
– Nie mogę – powiedział cicho. – Boję się siebie. Boję się, że zrobię wam krzywdę.
Zamarłam.
– Michał… potrzebujesz pomocy. Pozwól mi być przy tobie.
– Muszę być sam – powtórzył i rozłączył się.
Po tej rozmowie długo siedziałam w ciemności. Przypomniałam sobie wszystkie nasze wspólne chwile: pierwsze randki nad Wisłą, narodziny Zosi, wspólne wakacje w Bieszczadach. I nagle poczułam ogromną pustkę. Jakby ktoś wyrwał mi serce.
Zaczęły się plotki wśród sąsiadów. Pani Grażyna z trzeciego piętra pytała: – A gdzie ten twój Michał? Słyszałam, że wyjechał…
W sklepie spożywczym ekspedientka patrzyła na mnie ze współczuciem.
– Trzeba być silną dla dziecka – powiedziała raz cicho.
Ale jak być silną, gdy wszystko się wali?
Po tygodniu Michał wrócił na chwilę po swoje rzeczy. Był jeszcze bardziej wychudzony, zarośnięty, oczy miał puste jak studnia bez dna.
– Michał…
– Muszę się leczyć – powiedział bez emocji. – Nie wiem, czy wrócę.
Zosia rzuciła mu się na szyję i zaczęła płakać.
– Tatusiu! Nie odchodź!
Michał odsunął ją delikatnie i wyszedł bez słowa.
Zostałyśmy same. Każdy dzień był walką o normalność: śniadania, szkoła, praca zdalna, wieczorne bajki na dobranoc. Ale wszystko było inne – jakby świat stracił kolory.
Czasem myślę: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy można było uratować nasze małżeństwo przed tą ciszą i samotnością?
Dziś wiem jedno: brak snu potrafi złamać nawet najsilniejszego człowieka. Ale czy miłość jest w stanie przetrwać wszystko? Czy można odbudować rodzinę po takim kryzysie?
A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy warto walczyć o kogoś, kto sam nie chce walczyć o siebie?