Nigdy nie wyszłam za mąż: „Podczas gdy planowaliśmy ślub, mój narzeczony i jego matka układali na nowo swoje życie”
— Marta, musimy porozmawiać — głos Tomka drżał, gdy wszedł do kuchni, gdzie z mamą wybierałyśmy wzory zaproszeń ślubnych. Spojrzałam na niego zaskoczona, bo przecież jeszcze wczoraj śmialiśmy się z jego żartów o weselnych oczepinach.
— Co się stało? — zapytałam, czując jak serce zaczyna mi bić szybciej. Mama spojrzała na mnie z niepokojem, ale nie chciałam jej martwić, więc skinęłam głową w stronę drzwi. Wyszliśmy na balkon.
— Marta… — zaczął Tomek, patrząc gdzieś ponad moim ramieniem. — Muszę ci coś powiedzieć. To nie jest dobry moment na ślub.
Poczułam, jak świat zaczyna mi się chwiać pod nogami. Przecież wszystko już było zaplanowane: sala w Zalesiu, orkiestra, nawet sukienka wisiała już w szafie. — Co ty mówisz? — wyszeptałam.
Tomek spuścił głowę. — Mama ma poważne problemy finansowe. Grozi nam utrata mieszkania. Musimy wszystko przemyśleć od nowa.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Przecież od miesięcy rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, a on ani słowem nie wspomniał o żadnych problemach. — Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej? — zapytałam z wyrzutem.
— Nie chciałem cię martwić. Mama nie chciała, żeby ktokolwiek wiedział. Wszystko wyszło na jaw dopiero teraz, kiedy bank zaczął grozić eksmisją.
Wróciłam do kuchni jak automat. Mama spojrzała na mnie pytająco, ale nie miałam siły nic mówić. Usiadłam przy stole i patrzyłam bezmyślnie na rozrzucone próbki papieru.
Wieczorem zadzwoniła do mnie ciocia Basia. — Słyszałam, że coś się dzieje u Tomka. Marta, czy wszystko w porządku?
Nie wytrzymałam i rozpłakałam się w słuchawkę. — On mnie okłamał, ciociu! Przez tyle miesięcy nic nie mówił!
— Dziecko, czasem ludzie ukrywają prawdę z lęku albo wstydu. Ale to nie znaczy, że powinnaś cierpieć w samotności — powiedziała łagodnie.
Przez kolejne dni żyłam jak we śnie. Moja rodzina była rozczarowana: tata narzekał, że „znowu wszystko na nic”, a młodsza siostra Ola pytała naiwnie, czy teraz oddam jej swoją sukienkę ślubną.
Tomek próbował się ze mną kontaktować, ale nie miałam siły z nim rozmawiać. Czułam się zdradzona i upokorzona. W końcu napisał mi długą wiadomość:
„Marta, przepraszam. Wiem, że powinienem był ci powiedzieć wcześniej. Mama od lat spłacała kredyt po ojcu i teraz wszystko się posypało. Nie chciałem cię w to mieszać. Kocham cię i chcę być z tobą, ale nie wiem, czy dam radę udźwignąć to wszystko naraz”.
Czytałam te słowa wielokrotnie i za każdym razem czułam coraz większy żal. Przecież planowaliśmy wspólne życie! Czy naprawdę tak trudno było mi zaufać?
W końcu zgodziłam się spotkać z Tomkiem w naszej ulubionej kawiarni przy rynku.
— Marta… — zaczął niepewnie. — Wiem, że zawaliłem. Ale nie potrafiłem inaczej.
— Tomek, ja cię kocham — powiedziałam cicho — ale nie wiem, czy potrafię żyć w świecie pełnym tajemnic i niedomówień. Ślub to nie tylko wesele i biała sukienka. To zaufanie.
Spojrzał na mnie smutno i skinął głową.
— Może kiedyś… — zaczął.
— Może kiedyś — powtórzyłam i wyszłam z kawiarni.
Minęły tygodnie. Rodzina powoli przestała pytać o Tomka, a ja zaczęłam układać sobie życie na nowo. Zaczęłam pracę w małym biurze rachunkowym i powoli odzyskiwałam równowagę.
Czasem mijam Tomka na ulicy. Uśmiechamy się do siebie smutno, jakbyśmy oboje wiedzieli, że coś ważnego przeszło nam koło nosa.
Dziś wiem jedno: prawda boli tylko przez chwilę, a kłamstwo zostaje z nami na zawsze.
Czy można zbudować szczęście na sekretach? Czy wybaczylibyście komuś taką tajemnicę?