Blizna, której nie da się zapomnieć: Powrót do przeszłości w poczekalni u kardiologa

W poczekalni u kardiologa usiadł obok mnie nieznajomy. Zamiast zwyczajowego „dzień dobry” pochylił się lekko i zapytał: „Byłaś kiedyś na obozie w Szklarskiej? Masz małą bliznę nad prawą brwią… pamiętam ją”. Poczułam, jak powietrze w gardle robi się gęste. Drobna kreska, której na co dzień prawie nie widzę w lustrze, nagle zabolała jak świeża rana. Zapach starego drewna i mokrych świerków wrócił do mnie z taką siłą, że przez chwilę zapomniałam, gdzie jestem.

Spojrzałam na niego uważnie. Mężczyzna miał może czterdzieści parę lat, lekko siwiejące włosy i zmęczone oczy. Przez moment nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia, ale jego twarz… coś w niej było znajomego. „Marek?” – zapytałam niepewnie. Uśmiechnął się smutno. „Tak. Marek. Pamiętasz mnie?”

Oczywiście, że pamiętałam. Obozy w Szklarskiej Porębie były dla mnie czymś więcej niż tylko wakacjami – były ucieczką od domu, od wiecznych kłótni rodziców, od matki, która nigdy nie była zadowolona z moich ocen, i ojca, który wracał do domu tylko po to, żeby się napić i zasnąć przed telewizorem. Tam, w górach, czułam się wolna. Tam pierwszy raz poczułam, że mogę być kimś innym niż tylko „tą cichą dziewczyną z blizną”.

Marek był wtedy liderem naszej grupy – zawsze pierwszy do wygłupów, zawsze otoczony ludźmi. Ja trzymałam się raczej z boku, ale to właśnie on zauważył mnie pierwszego dnia, kiedy przewróciłam się na śliskim kamieniu i rozcięłam brew. To on zaniósł mnie do pielęgniarki i trzymał za rękę, kiedy zszywała mi ranę. Potem długo rozmawialiśmy przy ognisku o tym, jak bardzo chcielibyśmy mieć inną rodzinę, inne życie.

„Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś cię spotkam” – powiedział cicho Marek. „Wiesz… czasem myślę o tamtym lecie. O tym, jak bardzo chciałem wtedy uciec od wszystkiego”.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przez lata próbowałam zapomnieć o tamtym lecie – o tym, co wydarzyło się ostatniej nocy obozu. O tym, jak Marek pokłócił się z wychowawcą i uciekł w góry. O tym, jak wszyscy go szukali przez całą noc, a ja byłam jedyną osobą, która wiedziała, gdzie może być. Ale nie powiedziałam nikomu. Bałam się – bałam się, że jeśli go znajdą, wszystko się wyda: nasze rozmowy, nasze plany ucieczki, nasza przyjaźń.

„Pamiętasz tamtą noc?” – zapytał nagle Marek. Jego głos był cichy, prawie szeptany.

Skinęłam głową. „Pamiętam wszystko” – odpowiedziałam drżącym głosem.

W poczekalni zrobiło się cicho. Starsza pani naprzeciwko spojrzała na nas z ciekawością, ale szybko wróciła do czytania gazety. Czułam się tak, jakby czas się zatrzymał – jakbyśmy znów byli tam, w ciemnym lesie pod Szrenicą.

„Wiesz… wtedy myślałem, że jeśli ucieknę wystarczająco daleko, wszystko się zmieni” – powiedział Marek. „Ale nic się nie zmieniło. Wróciłem do domu i było jeszcze gorzej. Ojciec mnie pobił za to, że narobiłem wstydu rodzinie. Matka płakała przez tydzień”.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez lata żyłam z poczuciem winy – że mogłam coś zrobić inaczej, że mogłam mu pomóc bardziej. Ale byłam tylko dzieckiem.

„A ty?” – zapytał Marek po chwili milczenia. „Jak ci się żyło po powrocie?”

Westchnęłam ciężko. „Nie najlepiej” – przyznałam szczerze. „Rodzice rozwiedli się rok później. Mama wyjechała do Niemiec za pracą i zostawiła mnie z ojcem. On pił coraz więcej… Często zamykałam się w pokoju i marzyłam o tym, żeby znów być w Szklarskiej”.

Marek spojrzał na mnie ze współczuciem. „Wiesz… czasem myślę, że wszyscy jesteśmy trochę połamani przez to dzieciństwo” – powiedział cicho.

Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. W końcu pielęgniarka wywołała moje nazwisko.

„To już twoja kolej” – powiedział Marek.

Wstałam powoli i spojrzałam na niego ostatni raz.

„Dziękuję” – powiedziałam cicho. „Za tamto lato… i za dziś”.

Uśmiechnął się smutno.

„Może kiedyś jeszcze się spotkamy” – odpowiedział.

Weszłam do gabinetu z ciężkim sercem. Przez całą wizytę nie mogłam przestać myśleć o Marku i o tym, jak bardzo przeszłość potrafi wracać w najmniej oczekiwanych momentach.

Czy naprawdę można zostawić za sobą to wszystko? Czy blizny – te widoczne i te ukryte głęboko w sercu – kiedykolwiek przestają boleć? Może właśnie dlatego spotykamy ludzi z przeszłości: żeby przypomnieli nam o tym, kim byliśmy… i kim jeszcze możemy być.