„Nie mówcie mi o litości” — stary pies i moja cicha misja, żeby nie rozsypał się cały dom
Kiedy weterynarz wypowiedział słowo „litość”, poczułam, jakby ktoś mi wyrwał z rąk ostatnią nitkę, na której trzyma się moja mama. W naszym domu w Polsce stary pies nie jest już tylko psem — jest jedyną rzeczą, którą dziewięćdziesięciosiedmioletnia Zofia pamięta bezbłędnie. Musiałam wybrać między tym, co „rozsądne” i akceptowane przez innych, a tym, co jeszcze trzyma nas przy życiu.