Wróciłam z synem do rodziców po zdradzie męża. Kiedy powiedziałam, że jestem w ciąży, usłyszałam coś, czego nie chciałam przyjąć
Postawiłam walizkę na wycieraczce rodziców i dopiero wtedy zauważyłam, że Kuba ma kapcie zamiast butów. Zabrałam mu kurtkę, plecak z przedszkola i ulubionego misia, a o butach zapomniałam. Mama spojrzała na jego stopy, potem na moją twarz. Bez słowa odsunęła się od drzwi.
Miałam trzydzieści dwa lata i wracałam do pokoju, w którym nadal stało moje biurko z liceum.
Godzinę wcześniej znalazłam w telefonie Piotra wiadomość od Magdy. Nie szukałam dowodów. Miałam sprawdzić kod odbioru paczki, bo poprosił mnie, żebym odebrała mu koszulę.
„Tęsknię za wczoraj. Kiedy znowu powiesz żonie, że masz delegację?”.
Przeczytałam to dwa razy. Piotr stał przy lodówce i jadł jogurt. Pamiętam ten szczegół, bo jeszcze chwilę wcześniej martwiłam się, czy wystarczy nam pieniędzy do wypłaty.
— Od kiedy? — zapytałam.
Najpierw próbował zabrać telefon. Potem powiedział, że to nie tak. Na końcu przyznał: cztery miesiące.
Cztery miesiące, podczas których brałam dodatkowe soboty w drogerii, bo rata mieszkania wzrosła, a on podobno miał przestój w pracy.
U rodziców Kuba zasnął na kanapie przy bajce. Tata przeniósł go do mojego dawnego łóżka. Mama zrobiła herbatę, której nie dotknęłam.
— Zostaniesz, ile trzeba — powiedziała. — Jutro pomyślimy.
Rozpłakałam się dopiero wtedy, kiedy tata postawił obok mnie talerz z kanapkami. Ukroił ogórka tak samo jak wtedy, gdy byłam mała.
Przez trzy dni nie odbierałam od Piotra. Napisałam tylko, że Kuba jest bezpieczny i może zadzwonić do niego wieczorem. Gdy syn pytał, czemu tata nie przyjeżdża, odpowiadałam, że dorośli muszą coś ustalić.
Czwartego ranka zwymiotowałam, kiedy mama smażyła jajecznicę.
Stanęła pod drzwiami łazienki.
— Aniu… ty jesteś chora?
Siedziałam na brzegu wanny, trzymając mokry ręcznik przy ustach.
— W ciąży. Dziesiąty tydzień.
Mama usiadła na koszu z praniem. Przez chwilę słyszałam tylko pralkę.
— Piotr wie?
Pokręciłam głową.
Dowiedziałam się tydzień przed znalezieniem wiadomości. Chciałam powiedzieć mu po badaniu, dać zdjęcie do ręki. Leżało teraz w bocznej kieszeni torebki, obok rachunku z apteki.
— I nie będzie wiedział — powiedziałam. — Nie chcę, żeby wrócił z litości. Albo żeby uznał, że teraz musi mi wybaczyć moją złość.
Wieczorem mama powiedziała tacie przy mnie. Wcześniej zapytała, czy może. Zgodziłam się, chociaż od razu tego pożałowałam.
Tata długo obracał szklankę w dłoniach.
— Musisz z nim porozmawiać.
— Nic nie muszę.
— Jest ojcem.
— To mógł o tym pamiętać, kiedy spał z inną.
Kuba siedział za ścianą. Ściszyłam głos, ale ręce zaczęły mi drżeć.
— Chcecie mnie odesłać? Bo będzie wstyd przed sąsiadami? Rozwódka z dwójką dzieci w waszym mieszkaniu?
Mama aż odsunęła krzesło.
— Nie wkładaj nam tego w usta.
— To przestańcie go bronić!
Tata wyszedł do kuchni. Myślałam, że obraził się na dobre. Wrócił z kartką i długopisem.
— Nie bronię go. Chcę wiedzieć, z czego będziesz żyła. Ile zarabiasz? Ile kosztuje przedszkole? Co z kredytem?
Zaczęłam odpowiadać i nagle zobaczyłam, jak niewiele mam odłożone. Wspólny rachunek, wspólna rata, moje wynagrodzenie ledwie ponad najniższą. Nie chciałam o tym myśleć, chciałam tylko jakoś przetrwać ten tydzień.
Mama przysunęła do mnie pudełko chusteczek.
— Możesz od niego odejść. Ale ustalenie spraw dzieci nie oznacza, że masz mu wybaczyć. Nie musisz też wszystkiego rozstrzygać podczas jednej rozmowy.
Następnego dnia zapisałam się na bezpłatną poradę prawną w urzędzie miasta. Dopiero potem napisałam do Piotra. Zaproponowałam kawiarnię niedaleko domu rodziców. Bez Kuby.
Przyszedł wcześniej. Miał podkrążone oczy. Kiedyś od razu zapytałabym, czy spał. Tym razem położyłam torebkę na wolnym krześle.
— Anka, ja wszystko zepsułem.
— Wiem.
Zamilkł. Skubał papierową serwetkę.
— Jestem w ciąży — powiedziałam. — To twoje dziecko. Miałam ci powiedzieć po badaniu.
Wyciągnął rękę przez stolik. Cofnęłam swoją.
— To nie jest wiadomość o naszym powrocie. Chcę porozmawiać o Kubie, kosztach i mieszkaniu. Będę też rozmawiać z prawnikiem o rozwodzie.
Zaczął płakać. Patrzyłam w okno, dając mu chwilę. Potem wyjęłam kartkę z pytaniami. Nie ustaliliśmy wszystkiego, ale umówiliśmy kontakty z Kubą na najbliższy tydzień i termin kolejnej rozmowy o pieniądzach.
Gdy wróciłam, tata naprawiał synowi samochodzik. Mama zapytała tylko, czy zjem zupę. Powiedziałam, że tak.
Nadal nie wiem, czy powiedziałabym mu o ciąży bez nacisku rodziców. Czy można być wdzięczną za ich upór i jednocześnie mieć żal, że nie dali mi więcej czasu?