„Jak możesz mi to robić teraz?” — usłyszałam od brata, kiedy wyszła na jaw koperta z banku
„Nie dotykaj tego. Zostaw.” — Kuba stał w progu pokoju mamy, blady jak ściana. A ja już trzymałam w ręku teczkę z dokumentami, bo szukałam skierowania do kardiologa.
„Kuba, ja tylko chcę znaleźć papiery do przychodni. Mama ma jutro wizytę, pamiętasz? Ty miałeś ją zawieźć, ale znowu ci wypadło.”
„Nie zaczynaj, dobra? Po prostu… nie grzeb.”
No i oczywiście w tym momencie człowiekowi się zapala lampka. Mama spała w sypialni, po lekach była taka, że czasem nawet nie ogarniała, czy jest dzień czy noc. A ja stałam w jej małym pokoiku w bloku na Tarchominie i patrzyłam na szufladę, którą Kuba próbował zasłonić sobą.
„Co ty tu chowasz? Jakieś jej długi?” — palnęłam, bo pierwsze, co mi przyszło do głowy.
Kuba prychnął. „Ty zawsze myślisz najgorzej.”
„A ty zawsze coś kręcisz.”
Weszłam obok niego. Pchnął mnie lekko ramieniem, nie jakoś mocno, ale wystarczyło, żebym się wkurzyła. „Serio? Pchasz mnie u mamy?”
„Bo ty nie rozumiesz…”
Otworzyłam szufladę. I była tam koperta z banku, taka grubsza, z pieczątką PKO BP i dopiskiem długopisem: „DLA KASI. NIE OTWIERAĆ PRZY KUBIE.”
Mnie zatkało.
Kuba zamarł. „To nie jest do ciebie. To mama…”
„Jest do mnie. Jest napisane: dla Kasi.” Ręce mi się trzęsły i sama nie wiem czemu, bo niby co, list. Ale ten dopisek o nim…
Kuba wyciągnął rękę. „Daj.”
„Nie.” I wiem, że to dziecinne, ale w tym momencie poczułam, że on mi od miesięcy coś ukrywa. A ja tu przychodzę po pracy, z Rossmanna biegnę po pieluchomajtki, stoję w kolejkach w Lux Medzie po recepty, latam do apteki, a on wpada raz na tydzień, robi zdjęcie mamie na Insta i znika.
Otworzyłam.
W środku było kilka rzeczy: wyciąg z konta, jakieś potwierdzenia przelewów i kartka wyrwana z zeszytu, pismo mamy, krzywe, ale jej.
„Kasiu. Jeśli to czytasz, to znaczy, że znowu jest problem. Nie chcę, żebyście się pozabijali. Wiem, że Kuba cię denerwuje, ale on nie jest zły. Tylko… słaby. Przepraszam.”
I dalej: „Na koncie w PKO jest 78 tysięcy. To są pieniądze po babci. Miałam dać wam po równo, ale Kuba wziął już swoją część wcześniej. Nie mów mu, że ci mówię.”
Poczułam, jak mi się robi gorąco. Kuba stał obok i patrzył na kartkę, jakby go ktoś przybił do podłogi.
„Co to znaczy, że wziąłeś?” — zapytałam cicho.
„Nie tak, jak myślisz.”
„A jak mam myśleć? Mama pisze, że wziąłeś swoją część. Czyli co, ja robię za frajerkę, a ty już się ustawiłeś?”
Kuba zacisnął szczękę. „Ja nie chciałem. Mama sama…”
„No jasne.”
Wtedy zobaczyłam te potwierdzenia. Przelewy sprzed dwóch lat, po 5–10 tysięcy. Odbiorca: „Kuba Nowak” i jakieś firmy pożyczkowe, Vivus, Wonga… takie rzeczy. Serce mi siadło.
„Ty miałeś chwilówki?”
„Miałem.” — powiedział tak, jakby to było nic. Ale głos mu zadrżał.
„I mama ci to spłacała z pieniędzy po babci?”
„Nie spłacała! Pożyczyła mi, żebym nie wpadł… w gorsze.”
„W gorsze co?!” — syknęłam, bo bałam się, że mama się obudzi.
Kuba spojrzał na drzwi sypialni. „Cicho.”
„Kuba, powiedz mi, co ty narobiłeś.”
Usiadł na taborecie, jakby nagle nie miał siły stać. „Ja… w robocie było słabo. Pamiętasz, jak pracowałem w tej agencji w Mordorze? Zwolnili pół ludzi. Ja się wstydziłem wam powiedzieć. Wziąłem kredyt na sprzęt, miałem robić z kolegą sklep internetowy. Nie wyszło. Potem zaczęły się raty, a ja nie miałem. To się nakręcało.”
„Czyli co, mama oddała ci moją połowę.”
„Nie twoją. Ona mówiła, że i tak… że ty masz lepiej, że masz męża, mieszkanie na kredyt, ale macie. A ja wynajmuję pokój i… i mam długi.”
No i tu mnie trafiło, bo jak usłyszałam „masz lepiej”, to mi się odpaliło wszystko. Tak, mamy z Tomkiem mieszkanie, ale na 30 lat, rata rośnie, dziecko w przedszkolu, a ja ostatnio biorę nadgodziny, żeby domknąć miesiąc. „Lepiej” to ja mam tylko na zdjęciach.
„A skąd mama ma wiedzieć, jak my żyjemy? Ty jej co mówiłeś?”
„Nic nie mówiłem. Ona sama tak uważała. I… ona też się bała.”
„Czego?”
Kuba wziął do ręki te wyciągi i nagle rzucił: „Że ty ją oddasz do domu opieki.”
Zrobiło mi się zimno. „Co?!”
„No tak mówiła. Że ty ciągle o lekarzach, o opiekunce, że ‘nie dajesz rady’. I że jak przyjdzie co do czego, to ją zostawisz. A ja obiecałem, że nie pozwolę.”
W tym momencie już nie wiedziałam, czy mam go udusić, czy się rozpłakać. Bo ja faktycznie raz, w złości, powiedziałam przy mamie: „Ja nie jestem w stanie tego ciągnąć sama, trzeba będzie pomyśleć o jakimś ośrodku albo opiekunce.” I mama wtedy popatrzyła na mnie tak… jakby ją ktoś zdradził.
Tylko że ja nie mówiłam tego z nienawiści, tylko z bezsilności. A Kuba najwyraźniej zrobił z tego wielką historię, żeby wyjść na bohatera.
„Czyli mama dała ci pieniądze, bo myślała, że ja ją wyrzucę?”
„Nie tylko dlatego.” Kuba wstał i podszedł bliżej. „Ona też miała swoje. Ty nie wiesz wszystkiego.”
„To znaczy?”
I wtedy powiedział coś, czego się kompletnie nie spodziewałam.
„Mama podpisała mi poręczenie.”
„Jakie poręczenie?!”
„Kredyt. Ten na sprzęt, na firmę. Jak ja nie płaciłem, to bank dzwonił do niej. Dlatego brała te pieniądze. Żeby nikt się nie dowiedział. Żebyś ty się nie dowiedziała.”
Stałam jak wryta. Bo ja przez ostatni rok obwiniałam Kubę, że nic nie robi, że mało pomaga, że tylko gada. A tu wychodzi, że mama też mieszała, coś podpisywała za moimi plecami, brała telefony od banku i żyła w stresie, a ja myślałam, że jej serce się sypie „z wieku”.
„Dlaczego mi nie powiedziała?”
Kuba wzruszył ramionami. „Bo byś zrobiła awanturę. Bo byś mnie znienawidziła. Bo… bo ona chciała, żebyś dalej przychodziła, a nie tylko rozliczała.”
To mnie zabolało, bo może coś w tym było. Ja mam tak, że jak się wkurzę, to lecę z konkretami: co, gdzie, ile, kto zawalił. A mama lubiła udawać, że wszystko jest okej.
Wtedy mama się obudziła. Usłyszeliśmy, jak woła z sypialni: „Kasia? Kuba? Co wy tam robicie?”
Popatrzyłam na brata, on na mnie. W ręku nadal trzymałam kartkę z jej pismem.
„Mamo, czemu mi nie powiedziałaś?” — weszłam do sypialni, zanim zdążyłam się zastanowić.
Mama leżała, włosy rozczochrane, oczy takie zmęczone. Spojrzała na mnie i od razu zobaczyła kopertę.
„Bo nie chciałam, żebyś…” — zaczęła i urwała.
„Żebym co? Żebym się dowiedziała, że Kuba wziął pieniądze po babci i że ty mu spłacałaś chwilówki?”
Mama zacisnęła usta. Kuba stanął z tyłu i powiedział cicho: „Kasia, przestań.”
„Nie, nie przestanę. Ja tu jestem codziennie, a wy robicie takie rzeczy za moimi plecami.”
Mama nagle podniosła głos, pierwszy raz od dawna: „A ty myślisz, że ja nie wiem, ile ty masz w sobie złości?! Ja się bałam, że jak ci powiem, to już tu nie przyjdziesz. Że zostanę sama!”
I w tym momencie zrobiło mi się głupio, bo ja ją kocham, serio. Tylko ja już nie mam siły czasem. A jak ona to powiedziała, to poczułam, że może faktycznie pokazywałam jej bardziej zmęczenie niż… cokolwiek innego.
„Mamo, ale to nie jest uczciwe.”
„Uczciwe?” — mama prychnęła. „Życie nie jest uczciwe. Kuba był na dnie. A ty… ty zawsze sobie poradzisz.”
Kuba wybuchł: „No widzisz? Zawsze! A ja co, mam się powiesić, żeby było równo?!”
„Nie mów tak!” — mama się rozpłakała, zaczęła kaszleć. Ja automatycznie podbiegłam po wodę, a Kuba stał i wyglądał, jakby zaraz też się rozleci.
Potem było tylko gorzej. Bo ja, jak już ochłonęłam, zaczęłam liczyć. 78 tysięcy na koncie. Mama mówi „po babci”. Tylko że… babcia zostawiła mieszkanie w Legionowie, które mama sprzedała. I ja nigdy nie widziałam żadnych papierów ze sprzedaży. Myślałam, że poszło na remont i życie.
A teraz się okazuje, że pieniądze są, ale „Kuba wziął wcześniej”. I że mama ma jeszcze jakieś zobowiązania przez poręczenie.
Wieczorem Kuba mnie odprowadził na klatkę i powiedział: „Jak zaczniesz temat spadku, to ja się odcinam. Serio. Mama tego nie zniesie.”
„A ty myślisz, że ja to zniosę? Ja mam brać wszystko na siebie i jeszcze udawać, że nic się nie stało?”
„Ty chcesz sprawiedliwości. A ja chcę, żeby mama miała spokój.”
No i niby rozumiem. Tylko że jego „spokój” był kupiony moim kosztem i kosztem prawdy.
Siedzę teraz w domu, Tomek mówi: „Odpuść, to twoja mama, a Kuba to Kuba.” A ja nie umiem tak po prostu odpuścić, bo czuję się oszukana. Z drugiej strony, jak pójdę w ostre rozliczenia, to mama może się posypać, a Kuba… nie wiem, co on zrobi.
I teraz pytanie: ja powinnam cisnąć temat i ustalić wszystko do końca (konto, poręczenia, długi, te pieniądze po babci), czy zacisnąć zęby dla świętego spokoju i skupić się na opiece nad mamą? Co byście zrobili na moim miejscu?