„Czemu ona, a nie ja?” – teściowa wciąż żyje wspomnieniem jego byłej
„No i znowu przyszłaś w tych trampkach… Ivanka to chociaż wyglądała jak żona, a nie jak studentka.”
Tak mi powiedziała teściowa, pani Maria, w sobotę, jak tylko weszłam do jej kuchni na Prądniku. Stałam z tym głupim sernikiem z Lidla w rękach i miałam ochotę go odłożyć i po prostu wyjść. Ale nie wyszłam, bo Damir już zdjął buty i wszedł jak do siebie, jakby nic się nie stało.
„Mamo, daj spokój” – rzucił niby cicho.
A ona: „Ja daję spokój. Tylko mówię prawdę. Ivanka zawsze była schludna. I obiad umiała zrobić, a nie te wasze zamawiane pudełka.”
Zacisnęłam zęby. „Pani Mario, ja pracuję do późna. Nie mam zawsze czasu gotować.”
„Ivanka też pracowała. W banku. I jakoś dawała radę.”
Damir nawet na mnie nie spojrzał. Wziął pilot, włączył telewizor w salonie. Jakby to była zwykła rozmowa o pogodzie.
To nie jest tak, że ona raz coś palnęła. Od pierwszego dnia po ślubie (cywilny na Urzędzie Stanu Cywilnego na Podgórzu, skromnie, bez wesela, bo „po co szaleć”) ja słyszę o Ivanie. U nas się mówi Ivana, bo ona jest z Chorwacji, Damir też, ale mieszkają tu od lat. I zawsze: „Ivana to”, „Ivana tamto”. Najbardziej mnie dobija, że to nie jest tylko teściowa. Damir też.
„Nie obraź się, ale Ivana to miała zawsze ogarnięte papiery.”
„Ivana nie robiła dram o byle co.”
„Z Ivaną to się dało dogadać.”
A ja co, ku… nie da się?
Tego dnia po tekście o trampkach powiedziałam mu w końcu w samochodzie, już na parkingu pod blokiem teściowej:
„Damir, ty w ogóle słyszysz, co twoja matka do mnie mówi?”
On: „Słyszę, ale ona taka jest. Nie zmienisz jej.”
„A ty? Ty też mnie porównujesz. Ciągle.”
Westchnął, jakbym mu kazała wynieść meble na czwarte piętro. „Bo ty wszystko bierzesz do siebie. Ona po prostu… Ivana była inna. Pasowała.”
„Pasowała? To po co się ze mną ożeniłeś?”
„Bo ciebie kocham. Ale nie musisz robić wojny z moją matką.”
Wróciliśmy do domu na Ruczaju i ja już miałam łzy w oczach, ale się uparłam, że nie będę ryczeć, bo on wtedy robi tę minę: „o znowu”. Poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi i siedziałam na brzegu wanny jak debil.
I wtedy dostałam wiadomość na Messengerze. Od… Ivany.
„Hej. Przepraszam, że piszę. Czy Damir ci mówił o mieszkaniu?”
Zamarłam. Jakie mieszkanie? Nasze? Wynajmowane? Co ona w ogóle…
Odpisałam: „O jakim mieszkaniu mówisz?”
Ona: „O tym na Azorach. To było nasze. Ja mam jeszcze dokumenty i mama Damira ma klucze. Nie chcę dramy, tylko muszę to ogarnąć, bo urząd skarbowy przysłał pismo.”
Serce mi waliło. Damir mi mówił, że on z Ivaną „nic już nie ma”, że wszystko dawno pozamykane. A tu jakieś mieszkanie, klucze u teściowej, pismo z urzędu.
Wyszłam z łazienki i mówię od razu:
„Damir. Ivana do mnie napisała. O jakim mieszkaniu na Azorach ona mówi?”
On pobladł. Serio. Usiadł na kanapie jakby mu nogi odcięli.
„Skąd ona ma twój kontakt?”
„Nieważne. Odpowiadaj.”
„To… to jest skomplikowane.”
„Nie, to jest proste. Jest mieszkanie czy nie ma?”
Milczał chwilę, potem: „Jest. Ale to formalność. Jeszcze się nie przepisało.”
„Jak to nie przepisało? Ile lat po rozwodzie?”
„Bo ona wyjechała, a ja… ja nie miałem głowy.”
„I twoja mama ma klucze?”
„Bo ona tam zaglądała. Żeby nie stało puste.”
W tym momencie mnie tknęło coś jeszcze. Teściowa tak mnie cisnęła o gotowanie i trampki, a klucze do mieszkania jego z byłą trzyma jak relikwię. Nagle te wszystkie teksty „Ivanka była taka i taka” zaczęły mi brzmieć inaczej. Jakby to nie było tylko czepianie się mnie, tylko… jakby ona w ogóle nie zaakceptowała, że tamto małżeństwo się skończyło.
Ale zaraz pojawiła się druga myśl, dużo gorsza:
„Damir, czemu ty mi o tym nie powiedziałeś przed ślubem?”
On: „Bo byś się czepiała.”
„No to się czepiam! Bo to nie jest ‘czepianie’, tylko normalne, że żona ma wiedzieć takie rzeczy.”
I wtedy on wypalił:
„Bo my mieliśmy plan. Sprzedać to mieszkanie i spłacić długi mojej mamy. I wziąć coś większego. Dla nas. Nie chciałem, żebyś się przestraszyła.”
Długi mamy?
Ja: „Jakie długi?”
On: „Kredyt. Chwilówki. Nie wiem dokładnie. Ona mi nie mówi wszystkiego.”
I nagle mi się przypomniało, jak teściowa zawsze narzeka, że „wszystko takie drogie”, jak kombinowała z rachunkami, jak raz rzuciła, że „prąd odetną, bo ludzie nie płacą”. Ja myślałam, że ona przesadza, bo starsi lubią dramatyzować.
Zadzwoniłam do niej. Nie chciałam, serio, ale nie wytrzymałam.
„Pani Mario, czemu pani mi nie powiedziała o mieszkaniu na Azorach?”
A ona bez zawahania: „Bo to nie twoja sprawa.”
„Jestem jego żoną.”
„Żoną, żoną… Ivanka też była żoną. I przynajmniej nie mieszała się do rzeczy, o których nie ma pojęcia.”
„Pani trzyma klucze do mieszkania jego z byłą. I mnie pani poucza o granicach?”
Wtedy pierwszy raz usłyszałam w jej głosie coś innego niż złośliwość. Zmęczenie.
„Słuchaj, dziewczyno… Ja nie trzymam kluczy, bo tęsknię za Ivaną. Ja trzymam, bo Damir obiecał, że jak to sprzedadzą, to ja stanę na nogi. A jak on ci powie, ile ja mam do oddania, to ty go zostawisz. I on to wie.”
Zatkało mnie.
Czyli ona mnie nie ciśnie, bo jestem gorsza od Ivany. Ona się boi, że jak wejdę w ich bajzel finansowy, to wszystko się posypie. I może dlatego woli, żebym czuła się mała, żebym nie zadawała pytań.
Ale z drugiej strony… ja też nie jestem święta. Bo jak usłyszałam o tych długach, to pierwsze co mi przyszło do głowy, to: „to my przez to nie kupimy swojego mieszkania”, „to mnie wciągną w komornika”, „to ja będę spłacać cudze”. I poczułam wstyd, że bardziej się boję o siebie niż o nich.
Wieczorem Damir próbował to łatać.
„Nie chciałem cię w to mieszać.”
„A w co mnie wciągnąłeś, biorąc ślub bez rozmowy?”
„Myślałem, że dam radę sam.”
„I co, dalej będziesz udawał?”
On zaczął się wkurzać: „A ty co, myślisz, że mi jest łatwo? Moja matka jest sama, ledwo ogarnia, a ty mi robisz awanturę o jakieś porównania.”
„To nie są ‘jakieś porównania’. To jest traktowanie mnie jak gorszą. I kłamstwo o mieszkaniu.”
On: „Nie kłamstwo, tylko… przemilczenie.”
Ja: „No jasne.”
Najgorsze, że ja naprawdę nie wiem, czy Ivana jest tu tą „złą”. Ona mi napisała normalnie, bez jadu. Może ona też ma dość bycia wiecznie przywoływaną jako wzór. A może chce coś ugrać, nie wiem. Może Damir z nią coś jeszcze kręcił? Nie mam dowodu, ale jak mam ufać, skoro takie rzeczy wychodzą przypadkiem.
Na razie jest tak: on mówi, że to wszystko „dla nas”, teściowa mówi, że „chroni syna”, a ja czuję, że jestem wciśnięta w rolę tej gorszej, co ma siedzieć cicho, bo jak zacznie pytać, to się okaże, że ich życie stoi na kredytach i tajemnicach.
Siedzę i myślę: może przesadzam i powinnam pomóc, bo rodzina to rodzina. A może właśnie teraz powinnam postawić twardą granicę i powiedzieć: żadnych ukrytych mieszkań, żadnych długów teściowej na mojej głowie, żadnego „Ivana była lepsza”.
I serio nie wiem, czy bardziej mnie boli teściowa, czy to, że Damir wolał mnie trzymać w niewiedzy „żebym nie uciekła”.
Na dziś mam tylko tyle, że czuję się jak głupia, bo chciałam po prostu być akceptowana, a wyszło na to, że ja nawet nie znam połowy prawdy o własnym małżeństwie. Co byście zrobili na moim miejscu: cisnęlibyście Damira, żeby wszystko ujawnił i ułożył z Ivaną i matką na papierze, czy dali mu czas i próbowali „nie robić wojny” w rodzinie?