Wyrzuciłem ojca na mróz. Ktoś uratował go w ostatniej chwili — a ja do dziś słyszę to jedno zdanie
W tę noc pod Białymstokiem kazałem ojcu wyjść z własnego domu, bo moja żona postawiła ultimatum. Zbigniew zamarzał na ławce, kiedy obca dłoń dotknęła jego twarzy i zawróciła go z granicy. Dziś żyję z ciężarem wyboru między „świętym spokojem” a człowiekiem, który mnie wychował.