„Córeczko” — mówił do mnie kot. A ja byłam jego żoną. Dramat, który zaczął się od żartu
Wszystko zaczęło się od śmiechu i jednego głupiego przezwiska, które miało być tylko żartem na majówce. Potem przyszły spojrzenia ludzi, szeptane komentarze i telefon od rodziny, który brzmiał jak wyrok. A ja musiałam wybrać: spokój dla wszystkich czy prawdę, która rozwala życie na kawałki.