Oddałam obrączkę do lombardu, żeby dzieci miały co jeść
Stałam przy kasie na Pradze i udawałam, że nie słyszę, jak ekspedientka mówi na cały sklep, że znowu biorę na kreskę 😶. W domu Marek siedział w kurtce przy zgaszonym kaloryferze i powtarzał, że jeszcze coś wymyśli, a ja miałam ochotę i go przytulić, i nim potrząsnąć 💸. Najgorsze było to, że dzieci patrzyły na nas tak, jakbyśmy wszystko kontrolowali, a my ledwo spinaliśmy chleb, rachunki i leki 🥲. Do dziś nie wiem, czy bardziej bolał głód, wstyd czy to, co odkryłam o Marku później.