Nie jestem opiekunką – historia o granicach, rodzinie i własnym życiu

– Aniu, przecież to oczywiste, że powinnaś się nią zająć. – Głos mojej szwagierki, Magdy, odbijał się echem od ścian kuchni. Stałam przy zlewie, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą. W powietrzu wisiał zapach niedzielnego rosołu i napięcie, które można było kroić nożem.

Spojrzałam na męża, Marcina. Siedział przy stole, patrzył w blat i milczał. Wszyscy czekali na moją odpowiedź. Teściowa, pani Halina, od kilku tygodni była po udarze. Wymagała stałej opieki – karmienia, przewijania, podawania leków. Mąż pracował po dwanaście godzin dziennie, jego brat mieszkał w Poznaniu, a Magda miała „małe dzieci i własne życie”.

– Przecież ty masz najwięcej czasu – dodała Magda z uśmiechem, który miał być ciepły, a był tylko fałszywy.

Czułam, jak narasta we mnie bunt. Pracowałam zdalnie jako księgowa, ale dla rodziny to znaczyło tyle, co nic. Skoro siedzę w domu, mogę rzucić wszystko i zostać opiekunką. Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć: „A może ktoś zapyta mnie, czy chcę?”

Ale nie zapytałam. Zgodziłam się. Bo przecież tak wypada. Bo nie chciałam być tą złą synową.

Pierwsze dni były koszmarem. Pani Halina była nieufna, czasem agresywna. Krzyczała na mnie, że źle podaję jej leki, że nie umiem ugotować zupy tak jak ona. W nocy budziła mnie co godzinę – a to chciała do łazienki, a to bolała ją głowa. Marcin spał jak zabity. Rano wychodził do pracy i wracał późnym wieczorem.

Z każdym dniem czułam się coraz bardziej przezroczysta. Przestałam wychodzić z domu. Przestałam rozmawiać z przyjaciółkami. Nawet moja mama mówiła: „No cóż, taka twoja rola”.

Pewnego wieczoru usiadłam na podłodze w łazience i płakałam tak cicho, żeby nikt nie usłyszał. Czułam się jak niewolnica we własnym domu. Marcin nie widział problemu – „Przecież to tylko na jakiś czas”. Ale ten „jakiś czas” trwał już trzeci miesiąc.

Wszystko zmieniło się pewnej soboty. Pani Halina dostała ataku paniki – krzyczała, że chce do swojej mamy, że ją więzimy. Zadzwoniłam po pogotowie. Lekarz spojrzał na mnie i powiedział: „Pani też potrzebuje pomocy”.

Po tej nocy coś we mnie pękło. Zaczęłam szukać informacji o domach opieki, o pomocy społecznej. Kiedy powiedziałam o tym Marcinowi, wybuchł:

– Chcesz ją oddać do domu starców? Co ludzie powiedzą? To moja matka!

– A ja? – zapytałam cicho. – Ja też jestem człowiekiem.

Przez kilka dni nie rozmawialiśmy ze sobą prawie wcale. Magda przestała odbierać moje telefony. Brat Marcina napisał mi smsa: „Nie spodziewałem się po tobie czegoś takiego”.

Czułam się winna. Ale też… wolna? Po raz pierwszy od miesięcy zaczęłam myśleć o sobie.

Znalazłam dom opieki niedaleko naszego miasta. Pojechałam tam sama – rozmawiałam z pielęgniarkami, widziałam starsze panie grające w karty i śmiejące się razem przy kawie. Zrozumiałam wtedy, że opieka nad bliskim nie musi oznaczać rezygnacji z własnego życia.

Kiedy powiedziałam rodzinie o swojej decyzji, wybuchła burza.

– Jesteś egoistką! – krzyczała Magda przez telefon.
– Nie masz serca! – dodał brat Marcina.
– Zawiodłaś mnie – powiedział Marcin cicho.

Ale ja już wiedziałam swoje.

Pani Halina zamieszkała w domu opieki dwa tygodnie później. Odwiedzamy ją regularnie – czasem razem z Marcinem, czasem sama. Jest spokojniejsza, zadbana. Ja wróciłam do pracy na pełen etat i zaczęłam chodzić na jogę.

Nie wiem, czy rodzina mi wybaczyła. Może nigdy nie wybaczy. Ale ja wybaczyłam sobie.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę jestem egoistką? Czy może po prostu nauczyłam się stawiać granice? A wy… co byście zrobili na moim miejscu?