Między Dwiema Matkami: Rozdarta Miłość i Wierność

– Znowu wychodzisz? – głos mamy przeszył ciszę kuchni niczym nóż. Stałam przy zlewie, myjąc kubek po porannej kawie, a jej spojrzenie paliło mnie w plecy. – Przecież wiesz, że muszę jechać do teściowej. Dziś ma kolejną chemioterapię – odpowiedziałam cicho, nie odwracając się.

Mama westchnęła ciężko. – Kiedyś to ja byłam dla ciebie najważniejsza, Aniu. Teraz nawet nie masz czasu zapytać, jak się czuję.

Zacisnęłam dłonie na kubku tak mocno, że aż zabolały mnie palce. W głowie kłębiły mi się myśli: „Czy naprawdę jestem złą córką? Czy powinnam zostawić chorą teściową samą, żeby zadowolić mamę?” Od miesięcy żyłam w rozdarciu. Każdego dnia wybierałam – i zawsze ktoś był zawiedziony.

Mój mąż, Tomek, próbował mnie wspierać, ale sam był cieniem człowieka. Jego matka, pani Zofia, od pół roku walczyła z rakiem. Była uparta i dumna, nie chciała nikogo prosić o pomoc, ale gdy zaczęła tracić siły, to ja byłam tą, która codziennie gotowała jej rosół i podawała leki. Tomek pracował do późna – ktoś musiał być przy niej.

A moja mama? Samotna od śmierci taty, całe życie poświęciła dla mnie. Zawsze powtarzała: „Jesteśmy tylko we dwie, Aniu. Zawsze musimy trzymać się razem.” Teraz czuła się zdradzona.

Pewnego wieczoru wróciłam do domu późno. Mama siedziała w fotelu, patrząc w okno. – Myślisz, że ona cię pokocha jak własną córkę? – zapytała nagle. – Nigdy nie będziesz dla niej rodziną.

Zabolało mnie to bardziej niż chciałam przyznać. – To nie o to chodzi… Ona jest sama. Gdybyś ty była na jej miejscu… – zaczęłam.

– Ale nie jestem! – przerwała mi ostro. – I nigdy nie będę! Bo ty mnie zostawiłaś!

Wybiegłam do swojego pokoju i rozpłakałam się jak dziecko. Czułam się winna wobec wszystkich: wobec mamy, wobec Tomka, wobec pani Zofii… Nawet wobec siebie.

Następnego dnia pojechałam do teściowej. Była blada i słaba, ale uśmiechnęła się na mój widok. – Aniu, nie musisz tu być codziennie. Masz swoją rodzinę.

– Pani Zosiu, pani też jest moją rodziną – odpowiedziałam szczerze.

Usiadłyśmy razem przy stole. Pani Zofia opowiadała mi o swoim dzieciństwie na wsi pod Lublinem, o tym jak sama opiekowała się chorą matką. W jej oczach zobaczyłam wdzięczność i smutek. – Najgorsze jest to poczucie bycia ciężarem – powiedziała cicho.

Wróciłam do domu późnym wieczorem. Mama już spała. Na stole leżał talerz z kolacją i kartka: „Nie zapomnij zjeść.” Łzy napłynęły mi do oczu.

Kolejne tygodnie były coraz trudniejsze. Mama zaczęła chorować – najpierw przeziębienie, potem zapalenie płuc. Musiałam wybierać: zostawić panią Zofię samą na kilka dni czy poprosić Tomka o pomoc? On jednak nie potrafił patrzeć na cierpienie matki.

Pewnego dnia mama upadła w łazience. Znalazłam ją leżącą na zimnych kafelkach, z rozciętą głową. Przerażenie ścisnęło mi gardło. – Mamo! Słyszysz mnie?

W szpitalu lekarz spojrzał na mnie surowo: – Pani matka potrzebuje stałej opieki. Nie może być sama.

Czułam się jak w potrzasku. Tomek patrzył na mnie bezradnie: – Aniu, nie dam rady sam z mamą… A twoja mama też cię potrzebuje.

Wtedy wybuchłam: – Dlaczego wszystko jest na mojej głowie?! Dlaczego nikt nie widzi, że ja też już nie mam siły?!

Nocami nie spałam, tylko płakałam w poduszkę. Próbowałam rozmawiać z mamą:
– Mamo, ja naprawdę chcę być przy tobie… Ale pani Zofia też mnie potrzebuje.
– To wybierz! – odpowiedziała zimno.

Zaczęłam nienawidzić tego wyboru. Czułam się jak Judasz zdradzający własną matkę za cenę spokoju sumienia wobec teściowej.

W końcu przyszedł dzień najgorszy ze wszystkich. Pani Zofia zmarła w nocy we śnie. Tomek był zdruzgotany, a ja czułam tylko pustkę i ulgę zmieszaną z obrzydzeniem do samej siebie.

Po pogrzebie wróciłam do mamy. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole.
– Teraz już możesz być tylko ze mną? – spytała cicho.
– Mamo… Przepraszam cię za wszystko… Ale czy naprawdę musiałam wybierać?

Objęła mnie pierwszy raz od miesięcy i obie płakałyśmy długo.

Dziś wiem jedno: rodzina to nie tylko więzy krwi, ale też wybory, które rozdzierają serce na kawałki. Czy można kochać dwie matki naraz? Czy zawsze ktoś musi zostać skrzywdzony?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy można być dobrą córką i dobrą synową jednocześnie?