Moja żona nie wpuściła moich rodziców do naszego wymarzonego domu. Czy naprawdę wszystko poświęciłem na marne?

– Nie, nie wejdą tutaj! – głos Magdy odbił się echem od marmurowych schodów. Stała w progu salonu, zaciśnięte pięści i oczy pełne gniewu. Za jej plecami, przez ogromne okna, wpadało popołudniowe światło, rozświetlając wnętrze naszego wymarzonego domu. Po piętnastu latach pracy na budowach w Niemczech i Norwegii, wróciłem do Polski, by wreszcie zamieszkać z rodziną pod jednym dachem. Ale tego dnia czułem się jak obcy.

Moja mama, pani Zofia, stała na podjeździe z bukietem róż i słoikiem ogórków kiszonych. Ojciec, pan Janusz, poprawiał marynarkę, próbując ukryć drżenie rąk. W ich oczach widziałem nadzieję i dumę – przecież to dzięki nim miałem siłę wyjechać i zarobić na ten dom. A teraz drzwi były dla nich zamknięte.

– Magda, proszę cię… To moi rodzice. Chcą tylko zobaczyć dom, który razem budowaliśmy – próbowałem mówić spokojnie, choć czułem, jak narasta we mnie rozpacz.

– To twój dom, nie mój! – wykrzyczała. – Przez piętnaście lat byłam tu sama! Ty byłeś tylko przelewem na koncie i głosem w słuchawce!

Zamarłem. Przez lata wyobrażałem sobie ten moment: wspólna kolacja, śmiech dzieci biegających po ogrodzie, rodzice dumni z syna. Tymczasem Magda patrzyła na mnie jak na wroga.

Wyszedłem na zewnątrz. Mama uśmiechnęła się niepewnie.

– Synku… Może wrócimy innym razem? – zaproponowała cicho.

– Nie! – powiedziałem stanowczo. – To wasz dom tak samo jak mój.

Ale Magda już zamykała drzwi. Usłyszałem szczęk zamka.

Wieczorem siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy ogromnym stole z dębu. Cisza była gęsta jak śmietana.

– Dlaczego to zrobiłaś? – zapytałem w końcu.

– Bo przez piętnaście lat byłam sama z dziećmi! Twoja matka zawsze mnie krytykowała. „Za słona zupa”, „za mało posprzątane”… A ty nigdy mnie nie broniłeś! – jej głos załamał się.

Przypomniałem sobie te rozmowy przez Skype’a: Magda narzekała na moją mamę, a ja powtarzałem: „Nie przejmuj się, ona taka już jest”. Myślałem, że to wystarczy.

– Pracowałem dla was! – wybuchłem. – Chciałem, żebyście mieli wszystko!

– A ja chciałam mieć męża! – krzyknęła.

Dzieci – Ania i Bartek – podsłuchiwały zza drzwi. W ich oczach widziałem strach i niezrozumienie.

Następnego dnia pojechałem do rodziców. Mama płakała przy kuchennym stole.

– Synku… Ja wiem, że Magda mnie nie lubi. Ale ja ją rozumiem. Ty byłeś daleko… Ona musiała być silna.

Ojciec milczał, patrząc przez okno na sąsiadów, którzy szeptali coś pod nosem.

Wróciłem do domu późno. Magda siedziała na tarasie z kieliszkiem wina.

– Przepraszam – powiedziała cicho. – Ale nie potrafię udawać, że wszystko jest dobrze.

Usiadłem obok niej. Przez chwilę milczeliśmy.

– Może powinniśmy porozmawiać wszyscy razem? – zaproponowałem niepewnie.

– Może… Ale najpierw musisz zrozumieć, jak bardzo mnie zraniłeś tym wyjazdem.

Patrzyłem na nią długo. Widziałem zmarszczki wokół oczu, których wcześniej nie było. Widziałem kobietę zmęczoną życiem i samotnością.

Przez kolejne tygodnie próbowałem naprawić relacje. Zaprosiłem rodziców na obiad – tym razem Magda otworzyła drzwi, ale atmosfera była lodowata. Mama przyniosła sernik, ojciec opowiadał dowcipy, ale nikt się nie śmiał.

Dzieci zaczęły pytać:
– Tato, dlaczego babcia nie przychodzi częściej?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

Zacząłem rozmawiać z Magdą o terapii rodzinnej. Najpierw się oburzyła:
– Co ludzie powiedzą? Że mamy problemy?
Ale potem zgodziła się spróbować.

Na pierwszej sesji terapeutka zapytała:
– Czego państwo najbardziej żałują?
Magda rozpłakała się:
– Że nie miałam męża przez tyle lat…
A ja? Ja żałowałem, że nie widziałem pierwszych kroków Ani ani urodzin Bartka. Że dom stał się symbolem mojej nieobecności.

Rodzice powoli zaczęli akceptować sytuację. Mama przestała komentować porządek w domu, ojciec przynosił dzieciom czekoladki i zabierał je na spacery.

Minęły miesiące. Dom nadal był najpiękniejszy w okolicy, ale już nie cieszył tak jak kiedyś. Często siadałem wieczorami w salonie i zadawałem sobie pytanie: czy warto było poświęcić rodzinę dla marmurowych schodów i wysokich sufitów?

Czasem patrzę na Magdę i widzę kobietę, którą kiedyś kochałem bezwarunkowo. Teraz próbujemy odbudować coś kruchego jak porcelana po upadku.

Czy można odzyskać stracony czas? Czy dom bez miłości to jeszcze dom?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu?