Gorzka prawda o mojej teściowej: Jak jedno spotkanie w Sarajewie zmieniło wszystko
– Anna, nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi – głos Mileny przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy oknie, patrząc na mokre od deszczu ulice Sarajewa, próbując zebrać myśli. Damir, mój mąż, był jeszcze w pracy. Zostawił mnie samą z jego matką, jakby nie wiedział, że każda minuta w jej towarzystwie to dla mnie próba sił.
– Naprawdę nie rozumiem, Mileno – odpowiedziałam cicho, choć w środku aż kipiałam. – O co ci chodzi?
Milena westchnęła teatralnie i odłożyła filiżankę na stół. Jej spojrzenie było chłodne, pełne oceny. – O to, że przez ciebie mój syn nie jest szczęśliwy. Przez ciebie ciągle się przeprowadzacie. Przez ciebie nie ma kontaktu z rodziną.
Zacisnęłam dłonie na parapecie. To nie była prawda. To Damir był wojskowym. To jego praca zmuszała nas do ciągłych przeprowadzek – z Poznania do Krakowa, potem do Wrocławia, a teraz do Sarajewa. Ja tylko próbowałam być dobrą żoną i matką dla naszej małej Zosi.
Ale Milena nigdy mnie nie zaakceptowała. Od początku dawała mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej jedynaka. „Za cicha”, „za skromna”, „nie z naszej rodziny” – słyszałam to na każdym kroku.
Tego dnia jednak coś się we mnie złamało.
– Myślisz, że to wszystko moja wina? – zapytałam drżącym głosem.
– A czyja? – Milena wzruszyła ramionami. – Gdyby Damir ożenił się z Martą, miałby dom pod Poznaniem i dzieci wychowane po polsku. A tak? Ciągle gdzieś latacie, a ja nawet wnuczki nie widuję.
Zakręciło mi się w głowie. Marta – jego dawna dziewczyna. Milena nigdy nie ukrywała, że ją wolała. Ale żeby powiedzieć to prosto w twarz?
– Przepraszam, że nie jestem Martą – wyszeptałam.
Milena spojrzała na mnie z wyższością.
– Przepraszać to ty powinnaś za to, co zrobiłaś mojemu synowi.
W tej chwili usłyszałam klucz w zamku. Damir wrócił. Zosia wybiegła z pokoju i rzuciła mu się na szyję. Przez chwilę miałam nadzieję, że jego obecność rozładuje napięcie. Ale Milena tylko podniosła głos:
– Damirze, musisz w końcu zdecydować, co jest dla ciebie ważniejsze: rodzina czy ta kobieta!
Damir spojrzał na mnie bezradnie. Widziałam w jego oczach zmęczenie, ale i strach przed matką. Zawsze był między młotem a kowadłem.
– Mamo, przestań – powiedział cicho. – Anna jest moją żoną.
– Ale czy szczęśliwą? – Milena nie odpuszczała. – Patrzysz na nią? Ona się tu męczy! Ty też!
Wybiegłam z kuchni do łazienki i zamknęłam się od środka. Oparłam się o zimne kafelki i pozwoliłam łzom płynąć po policzkach. W głowie dudniły mi słowa Mileny: „Nie jesteś wystarczająca”.
Przez lata starałam się ją przekonać, że jestem dobrą żoną dla jej syna i matką dla jej wnuczki. Gotowałam jej ulubione potrawy, wysyłałam zdjęcia Zosi, dzwoniłam z życzeniami na imieniny. Ale zawsze byłam tylko „tą drugą”.
Po powrocie do Polski próbowałam rozmawiać z Damiem o tym, co się wydarzyło w Sarajewie.
– Ona nigdy mnie nie zaakceptuje – powiedziałam mu pewnej nocy, kiedy Zosia już spała.
Damir milczał długo.
– Wiem – przyznał w końcu. – Ale to moja matka…
– A ja? Kim ja jestem? – zapytałam przez łzy.
Nie odpowiedział.
Zaczęliśmy się oddalać od siebie. Każda rozmowa kończyła się kłótnią lub milczeniem. Czułam się coraz bardziej samotna. Nawet Zosia zauważyła zmianę:
– Mamusiu, dlaczego płaczesz?
Nie umiałam jej odpowiedzieć.
Pewnego dnia zadzwoniła Milena.
– Damir mówił mi, że chcesz się rozwieść – powiedziała bez emocji.
Zamarłam.
– Nie wiem jeszcze…
– Lepiej by było dla wszystkich – stwierdziła sucho. – Damir wróciłby do domu. Zosia miałaby normalną rodzinę.
Rozłączyłam się bez słowa.
To był moment przełomowy. Po raz pierwszy poczułam gniew zamiast smutku. Dlaczego miałabym pozwolić jej decydować o moim życiu?
Zaczęłam chodzić na terapię. Rozmawiałam z przyjaciółkami. Powoli odzyskiwałam siłę.
Damir widział zmianę we mnie. Próbował naprawić nasze małżeństwo, ale wiedziałam już, że dopóki nie postawi granic swojej matce, nic się nie zmieni.
Po kilku miesiącach podjęliśmy decyzję o separacji. Dla Zosi było to trudne, ale lepsze niż życie w ciągłym napięciu.
Milena przestała dzwonić. Damir zaczął częściej odwiedzać córkę bez niej.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy gdybym była bardziej asertywna albo bardziej uległa, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Ale dziś wiem jedno: nikt nie ma prawa odbierać mi poczucia własnej wartości.
Czy naprawdę musimy poświęcać siebie dla cudzych oczekiwań? Ile jesteśmy w stanie wytrzymać dla tak zwanej rodziny?