Cicha Kolejka: Kronika Niedocenionych

W małym miasteczku położonym między falującymi wzgórzami a niekończącymi się polami istniała kolejka, o której niewielu wiedziało, ale w której wielu się znalazło. Była to kolejka dla tych, którzy zdecydowali się, świadomie lub nie, odłożyć swoje marzenia na bok dla dobra innych. Kolejka była długa i kręta, rozciągająca się poza horyzont, wypełniona ludźmi z nieopowiedzianymi historiami i niezauważonymi poświęceniami.

„Czy to tutaj czekamy, by zrezygnować z naszych marzeń?” zapytała młoda kobieta, jej głos ledwie słyszalny. Miała na imię Emilia i kiedyś marzyła o tym, by zostać znaną artystką. Ale życie miało inne plany i znalazła się tutaj, w tej kolejce.

„Tak, właśnie tutaj,” odpowiedział starszy mężczyzna stojący przed nią. Miał na imię Tomek i czekał już od wieczności. „Ja jestem numer 789, ty 790.”

Emilia westchnęła, patrząc na kartkę papieru w swojej dłoni. „Jak długo to potrwa?”

„Cierpliwości, przyjacielu,” powiedział Tomek z wyczerpanym uśmiechem. „To trwa tyle, ile musi.”

Stojąc tam, Emilia nie mogła przestać zastanawiać się nad życiem ludzi wokół niej. Każda osoba miała swoją historię, powód bycia w tej kolejce. Była Sara, samotna matka, która zrezygnowała z kariery, by wychować dzieci. Był Michał, który porzucił marzenia o podróżach po świecie, by opiekować się starzejącymi się rodzicami. I był Tomek, który kiedyś był obiecującym pisarzem, ale odłożył pióro na bok, by wspierać rodzinę.

Kolejka przesuwała się powoli, każdy krok naprzód był małym zwycięstwem, ale też przypomnieniem tego, co zostawiali za sobą. Rozmowy były ciche, pełne wspólnych żalów i niewypowiedzianych nadziei. Emilia słuchała Tomka, gdy opowiadał historie ze swojej młodości, o opowieściach, których nigdy nie napisał.

„Czy kiedykolwiek tego żałujesz?” zapytała go pewnego dnia Emilia.

Tomek zatrzymał się na chwilę, patrząc na horyzont jakby szukał odpowiedzi. „Czasami,” przyznał. „Ale potem przypominam sobie dlaczego to zrobiłem. I to sprawia, że jest to znośne.”

Dni zamieniały się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Kolejka wydawała się nie mieć końca i Emilia zaczęła tracić nadzieję. Obserwowała jak ludzie przed nią docierali do przodu tylko po to, by zniknąć w nieznanym. Nikt nie wiedział co czekało za tym punktem; nazywano to po prostu 'Końcem’.

Pewnego dnia, gdy zbliżali się do przodu kolejki, Tomek zwrócił się do Emilii z posępnym wyrazem twarzy. „To prawie nasza kolej,” powiedział.

Emilia skinęła głową, czując mieszankę ulgi i lęku. Spędziła tak dużo czasu czekając, że nie była pewna co zrobi, gdy dotrze do Końca.

Kiedy numer Tomka został w końcu wywołany, dał Emilii uspokajający znak głową zanim ruszył naprzód. Obserwowała jak odchodzi, czując pustkę osiadającą w jej piersi.

Czekając na wywołanie swojego numeru, Emilia zdała sobie sprawę, że kolejka nie była tylko o rezygnacji z marzeń; chodziło o znalezienie spokoju z wyborami jakie podjęli. Ale gdy zrobiła ten ostatni krok naprzód, nie mogła pozbyć się uczucia, że coś istotnego zostało utracone po drodze.

Na końcu Emilia zniknęła w Końcu jak wszyscy przed nią, pozostawiając za sobą jedynie szepty tego co mogło być.