Lato, które rozdarło moją rodzinę: Prawda o wakacjach z teściową nad Jeziorem Lipno
— Aniu, dlaczego znowu nie posprzątałaś po śniadaniu? — głos teściowej przeszył ciszę kuchni niczym nóż. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w pianie, a mimo to czułam się, jakbym była zupełnie naga, wystawiona na jej krytyczne spojrzenie. Mój mąż, Tomek, siedział przy stole i udawał, że czyta gazetę, ale widziałam, jak jego palce nerwowo bębnią o blat.
To miał być nasz pierwszy wspólny urlop z teściową nad Jeziorem Lipno. Mieliśmy odpocząć, nacieszyć się sobą, pozwolić dzieciom biegać po trawie i łowić ryby. Ale już pierwszego dnia czułam, że coś jest nie tak. Teściowa, pani Halina, od początku zachowywała się, jakby to ona była gospodynią, a ja tylko nieudolną pomocą domową. Każde moje działanie komentowała, poprawiała, a czasem wręcz jawnie krytykowała.
— Mamo, daj spokój, Ania przecież sprząta — próbował czasem wtrącić Tomek, ale jego głos był cichy, niepewny. Wiedziałam, że nie chce konfliktu. Zawsze tak było. Zawsze stawał po stronie matki, nawet jeśli wiedział, że nie ma racji.
Wieczorem, kiedy dzieci już spały, usiadłam na tarasie z kubkiem herbaty. Słyszałam, jak w salonie teściowa rozmawia z Tomkiem. — Ona nie potrafi nawet dobrze ugotować ziemniaków. Jak ty z nią wytrzymujesz? — mówiła. Tomek milczał. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Czy naprawdę jestem aż tak zła? Czy naprawdę nie zasługuję na szacunek?
Następnego dnia postanowiłam zabrać dzieci na spacer nad jezioro. Chciałam choć na chwilę uciec od tej duszącej atmosfery. Siedzieliśmy na pomoście, dzieci chlapały się wodą, a ja patrzyłam na spokojną taflę jeziora, próbując zebrać myśli. Nagle usłyszałam za sobą kroki. To była teściowa.
— Aniu, nie powinnaś pozwalać dzieciom tak się bawić. Mogą się przeziębić — powiedziała surowo. Zacisnęłam zęby. — Pani Halino, proszę mi zaufać. Wiem, co robię — odpowiedziałam, choć głos mi drżał.
— Ty nic nie wiesz. Gdybyś była lepszą matką, nie musiałabym cię poprawiać — syknęła. Wtedy coś we mnie pękło. — Proszę przestać mnie oceniać! — wykrzyknęłam. Dzieci spojrzały na mnie zaskoczone. Teściowa odwróciła się na pięcie i wróciła do domu.
Wieczorem Tomek przyszedł do mnie do sypialni. — Musisz się postarać. Mama jest gościem, nie możesz jej tak traktować — powiedział. — A ja? Ja tu jestem tylko służącą? — zapytałam. — Przesadzasz, Aniu. Mama chce dobrze — odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc. Poczułam się, jakby ktoś wyciągnął mi ziemię spod nóg.
Kolejne dni były coraz gorsze. Teściowa zaczęła mówić do mnie tylko przez Tomka. — Powiedz swojej żonie, żeby nie zostawiała dzieci samych na podwórku — mówiła, jakbym była powietrzem. Tomek przekazywał jej uwagi, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Dzieci zaczęły pytać, dlaczego babcia jest na mnie zła. Nie umiałam im odpowiedzieć.
Pewnego wieczoru, kiedy wszyscy już spali, usłyszałam ciche szlochy z salonu. Zeszłam na dół i zobaczyłam teściową siedzącą na kanapie. — Pani Halino, wszystko w porządku? — zapytałam niepewnie. Spojrzała na mnie z zapłakanymi oczami. — Ty mnie nienawidzisz, prawda? — wyszeptała. — Nie, po prostu… czuję się niewidzialna. Chciałabym, żeby pani mnie szanowała — odpowiedziałam. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. — Ja też się boję. Boję się, że Tomek cię wybierze, a ja zostanę sama — powiedziała cicho.
Te słowa mnie zaskoczyły. Nigdy nie pomyślałam, że teściowa może się czuć zagrożona. Ale czy to usprawiedliwia jej zachowanie? Czy ja naprawdę muszę być ofiarą jej lęków?
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Tomkiem. — Musimy coś zmienić. Nie mogę tak żyć — powiedziałam. — Przesadzasz, Aniu. Mama jest starsza, trzeba jej ustąpić — odpowiedział. — A ja? Ja się nie liczę? — zapytałam. — Nie dramatyzuj — rzucił i wyszedł z pokoju.
Wtedy zrozumiałam, że jestem sama. Że nie mogę liczyć na wsparcie męża. Że muszę sama zadbać o swoje granice. Ostatniego dnia wakacji spakowałam walizki i wróciłam z dziećmi do domu. Tomek został z matką nad jeziorem.
Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Przestałam być tą, która zawsze ustępuje. Zaczęłam walczyć o siebie. Nasze małżeństwo już nigdy nie było takie samo. Ale ja też już nigdy nie byłam taka sama.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam coś zrobić inaczej. Czy gdybym była bardziej cierpliwa, wszystko potoczyłoby się inaczej? A może to właśnie musiało się wydarzyć, żebym w końcu zaczęła żyć swoim życiem? Co wy byście zrobili na moim miejscu? Czy warto walczyć o siebie, nawet jeśli oznacza to rozpad rodziny?