Dzień, w którym moja siostra odebrała mi wszystko… a potem los oddał sprawiedliwość. Historia, która wstrząsnęła całą rodziną.
– Nie wierzę ci, Anka! – krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Stałyśmy naprzeciwko siebie w kuchni rodziców, a między nami wisiało napięcie, którego nie dało się już rozładować. Moja młodsza siostra, ta sama, którą zawsze broniłam przed całym światem, właśnie przyznała się do czegoś, czego nigdy nie powinna była zrobić. – To nie tak, jak myślisz… – zaczęła, ale nie pozwoliłam jej dokończyć. – Spałaś z moim mężem, Anka! Z Markiem! Jak mogłaś?
Wszystko zaczęło się niewinnie. Byłyśmy zawsze blisko, choć dzieliło nas pięć lat. Ja – ta odpowiedzialna, ona – wieczna buntowniczka. Kiedy Marek pojawił się w moim życiu, Anka była jeszcze na studiach. Zawsze żartowała, że mam szczęście, bo trafiłam na „ostatniego porządnego faceta w Warszawie”. Nie sądziłam, że te słowa będą miały tak gorzki posmak.
Przez lata byłam przekonana, że mam wszystko: kochającego męża, stabilną pracę w szkole, mieszkanie na Ursynowie, rodzinę, która – choć nieidealna – zawsze trzymała się razem. Anka często wpadała do nas na obiady, czasem zostawała na noc, kiedy pokłóciła się z kolejnym chłopakiem. Marek był dla niej jak starszy brat. Tak myślałam…
Prawda wyszła na jaw przypadkiem. Znalazłam ich wiadomości na telefonie Marka. Najpierw myślałam, że to żart, potem, że to jakieś nieporozumienie. Ale nie – wszystko było jasne. Spotykali się za moimi plecami od miesięcy. Kiedy skonfrontowałam Marka, nie zaprzeczał. – Przepraszam, Magda. To się po prostu stało… – powiedział, patrząc na mnie z tym swoim zmęczonym wzrokiem. – Nie chciałem cię skrzywdzić. To nie miało znaczenia…
Nie miało znaczenia? Dla mnie miało. Straciłam wszystko w jednej chwili. Wyrzuciłam Marka z mieszkania, a Anka przestała odbierać moje telefony. Rodzice byli w szoku. Mama płakała, tata milczał przez kilka dni. Wszyscy próbowali nas pogodzić, ale ja nie chciałam słyszeć o żadnym pojednaniu. – Jak mogłaś mi to zrobić? – pytałam ją w myślach każdego dnia.
Przez kilka miesięcy żyłam jak w transie. Praca była jedynym miejscem, gdzie mogłam uciec od myśli. Uczniowie nie wiedzieli, co się dzieje, ale koleżanki z pokoju nauczycielskiego patrzyły na mnie ze współczuciem. – Trzymaj się, Magda – mówiła Basia, najbliższa przyjaciółka. – Wiem, że to trudne, ale dasz radę. Jesteś silna.
Nie czułam się silna. Czułam się pusta. Wieczorami płakałam w poduszkę, a potem wstawałam rano i udawałam, że wszystko jest w porządku. Rodzice próbowali przekonać mnie, żebym wybaczyła Ance. – Jesteście rodziną, musicie się pogodzić – powtarzała mama. Ale ja nie potrafiłam. Zdrada bolała za bardzo.
Anka zamieszkała z Markiem. Słyszałam o tym od znajomych. Podobno byli szczęśliwi, planowali wspólne życie. Nie mogłam tego znieść. Unikałam ich, nie pojawiałam się na rodzinnych spotkaniach. Czułam się wykluczona z własnej rodziny. Nawet babcia, która zawsze była dla mnie wsparciem, nie wiedziała, co powiedzieć. – Czas leczy rany, kochanie – mówiła tylko, głaszcząc mnie po głowie.
Minął rok. Powoli zaczęłam układać sobie życie na nowo. Zapisałam się na jogę, zaczęłam spotykać się z ludźmi, których wcześniej zaniedbałam. W pracy dostałam awans. Zaczęłam wierzyć, że może jeszcze kiedyś będę szczęśliwa. Ale wtedy los postanowił odwrócić karty.
Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie mama. – Magda, musisz przyjechać. Coś się stało z Anką… – Jej głos był roztrzęsiony. Pojechałam do rodziców, nie wiedząc, czego się spodziewać. Anka siedziała w kuchni, zapłakana, z podkrążonymi oczami. – Marek mnie zostawił – wyszeptała, kiedy weszłam. – Zdradził mnie z koleżanką z pracy. Tak po prostu. Powiedział, że to nie miało znaczenia…
Patrzyłam na nią i nie wiedziałam, co czuję. Złość? Satysfakcję? Współczucie? Wszystko naraz. – Teraz rozumiesz, jak to boli? – zapytałam cicho. Anka spuściła wzrok. – Przepraszam, Magda. Naprawdę. Nie wiem, co mnie wtedy opętało. Myślałam, że jestem zakochana, że to coś wyjątkowego… A teraz zostałam sama. Straciłam ciebie, rodzinę, jego… Wszystko.
Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Mama patrzyła na nas z nadzieją, tata udawał, że czyta gazetę. W końcu Anka zaczęła płakać. – Czy możesz mi kiedyś wybaczyć? – zapytała przez łzy. Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam, czy potrafię. Ale po raz pierwszy od dawna poczułam, że to już nie ja jestem ofiarą. Że los oddał sprawiedliwość, choć wcale tego nie chciałam.
Od tamtej pory minęły dwa lata. Nasze relacje z Anką są poprawne, ale nigdy nie wróciły do dawnej bliskości. Czasem rozmawiamy przez telefon, czasem spotykamy się na rodzinnych uroczystościach. Wiem, że żałuje. Wiem też, że ja jestem silniejsza niż kiedykolwiek.
Czy można wybaczyć komuś, kto odebrał ci wszystko? Czy czas naprawdę leczy rany, czy tylko uczy żyć z bólem? Ciekawa jestem, co Wy o tym myślicie…